czwartek, 31 października 2013

Rozdział 14

* Ariel PoV *
Czułam jak cała krew we mnie buzuję. Jak wszystkie żyły we mnie pulsują, a serce zaraz miało wyskoczyć z klatki piersiowej. Każdy pewnie by się teraz zastanawiał czemu jestem tak wkurwiona, ale nikt nie wie jak to jest gdy każda napotkana osoba mówi to samo zdanie, które jest stekiem wysannych z palca bzdur. "One nie żyją", "Zamordowali je", Weź się ogarnij Ariel, one teraz leżą 6 stóp pod ziemią". Jedynie co to Ashton spytał się mnie jeszcze jak się czuje, ale i tak później powtarzał to samo co chłopaki. Nadal byłam wkurwiona na nich że nie pozwolili mi się wyżyć. Wtedy gdy weszłam do ich siłowni, chciałam się wyżyć na tych wszystkich przedmiotach, założyłam rękawice bokserskie i zaczęłam napierdalać w worek treningowy, lecz po jakimś czasie poczułam na moich policzkach słoną ciecz. Płakałam. Zdjęłam rękawice i rzuciłam je gdzieś w kąt. Otworzyłam pierwszą lepszą szafkę i wyjęłam stamtąd 5 noży. Stanęłam z 4 metry od plastikowego manekina i zaczęłam po kolei rzucać celując w głowę i serce. Chciałam się już zamachnąć do ostatniego rzutu, lecz wystraszył mnie dźwięk otwieranych drzwi, zamiast rzucić do przodu, nóż wyleciał do tyłu. Usłyszałam lekki huk, co oznaczało że albo osoba leży na podłodze i się wykrwawia, albo w drzwi wbił się nóż. Byłam na wyczerpaniu, lecz nie mogłam się poddać. Zaczęłam gorączkowo otwierać szafki, w poszukiwaniu następnych noży. Przeszkodziło mi to że zostałam przygwożdżona do ziemi. Spojrzałam na osobą, przez którą będę mieć dużego siniaka na plecach i dostrzegłam Justina. Na jego policzku były krople krwi, które zaczęły powoli skapywać na podłogę. Zaczęłam się wiercić i kopać, lecz od razu poczułam jak kilka nowych osób przytrzymywało mi ręce i nogi, słyszałam tylko ich stłumione głosy.
Siedziałam aktualnie w swoim pokoju na parapecie. Przyglądałam się beztroskim ludziom, chodzili jak gdyby nigdy nic z małymi dziećmi na rękach, niewiedząc o tym że w domu obok mieszka niebezpieczny gang. W każdej chwili może ich wszystkich powystrzelać jak dmuchane kaczki. Ludzie jednak to idioci. Kurwa, zwariuje w tym domu jak będę tutaj tak siedzieć. Chcę się w końcu wyszaleć i zapomnieć o tych wszystkich jebanych problemach chociaż na jeden wieczór. Może uda mi się namówić chłopaków żebym poszła do jakiegoś clubu. Pewnie się zastanawiacie czemu się pytam Cris'a o pozwolenie chociaż skończone mam 18 lat? Ale chodzi o to że po prostu mieszkam pod chłopaków dachem i dlatego muszę się pytać . Może i zabijam ludzi i niektórzy uważają mnie za sukę, ale znam dobre maniery. Zeskoczyłam z parapetu, dotykając bosymi stopami panelowej podłogi, zbiegłam na dół. Weszłam do kuchni, otworzyłam lodówkę, wyjęłam z niej truskawki i chciałam powrócić do mojego pokoju lecz usłyszałam rozmowę chłopaków. Stanęłam przy ścianie i zaczęłam się wsłuchiwać w ich głosy, przeżuwając cały czas czerwony owoc.
- Kurwa, przecież nikogo w tak krótkim czasie nie znajdziemy. - syknął Travis. Szczerze? Już mnie to zaciekawiło.
- Gdyby on był gejem byłoby o wiele lepiej. - mruknął pod nosem Cris. Przytrzymałam mocniej miskę i weszłam do salonu przełykając kawałek truskawki.
- Kto byłby gejem? - spytałam. Wszystkie pary oczy skierowały się na mnie.
- Mama cie nie nauczyła że się nie podsłuchuje? - spytał sarkastycznie Nick, opierając się o fotel. Może myślał że za sprawą 'Matki' coś mnie w sercu zaboli, ale przykro mi, NIE. Nie zabolało.
- Mama cię nie nauczyła że jak coś chcę się ukryć to mówi się o jeden ton ciszej. - odpysknęłam siadając obok mojego brata. Nick przewrócił oczami, a na mojej twarzy wstąpił malutki uśmieszek. Wygrałam. Spojrzałam na Crisa który miał strasznie dziwną minę. On coś kombinuje.
- Chłopaki, może Ari? - Spytał rzucając wzrok na każdego z nich.
- Ale o co chodzi? - spytałam zaciekawiona.
- Jak ty to sobie wyobrażasz? - mruknął Travis.
- Pojechalibyśmy na ten bal, Ari udawałaby z Justinem zakochaną parę. Gdy któreś z nich zauważyłoby Scotta, odchodzi. Jeśli Justin zauważy go pierwszy odchodzi, jeśli Ari, idzie do niego i zaczyna flirtować i robić te wszystkie inne babskie rzeczy żeby przyciągnąć mężczyznę. Inaczej mówiąc uwodzi go. - wytłumaczył Cris, zamierając mi z rąk miskę z truskawkami. Patrzyłam się na niego jakby był kurwa jakimś jebanym kosmitą.
- Ona nawet by kota nie uwiodła. - zaśmiał się gardłowo Justin.
- Nie?- spytałam z kpiną. No to kurwa patrz, pomyślałam. Wstałam z fotela i podeszłam do niego seksownym ruchem.Widziałam jak jego źrenicę się powiększają w szoku. Cris cicho śmiał się pod nosem, a reszta chłopaków patrzyła na dalszy ciąg wydarzeń. Usiadłam mu (Justin'owi)okrakiem na kolana, a jego ręce automatycznie znalazły się na moich udach. Gdy zaczął je lekko masować, moje kąciki ust uniosły się ku górze. Schyliłam się tak, by moje ciało było bliżej jego. Przejechałam nosem po jego policzku zatrzymując się przy jego uchu.
- Jesteś mój. - szepnęłam uwodzicielsko, by następnie przegryźć lekko jego płatek. Poczułam jak ręcę Justina mocniej ściskają moje uda, a jego erekcja się podnosi. Upss... ktoś strasznie szybko się podnieca. Zaśmiałam się w duchu. Schyliłam się jeszcze bardziej i złożyłam krótki pocałunek na rozgrzanej szyi chłopaka. Cicho jęknął przy moim uchu. Ponownie zrobiłam to same, a jego erekcja zaczęłam się jeszcze bardziej podnosić. Gdy poczułam że jego spodnie za chwilkę pękną, zassałam skórę przy jego obojczyku, lekko podgryzłam, dzięki czemu usłyszałam następny jęk Justina. Gdy wiedziałam że moje dzieło jest gotowe, podmuchałam na to miejsce i pocałowałam. Uniosłam lekko głowę, by moje usta były na wysokości jego ucha i mruknęłam cichym ale bardzo seksownym głosem.
- Jednak cię uwiodłam, kotku. - szybko wstałam z jego kolan i usiadłam jak gdyby nigdy nic ponownie przy Cris'ie. Spojrzałam na każdego widziałam że ledwo wytrzymywali ze śmiechu. Tylko Justin patrzył zdezorientowany na mnie.
- Justin. Spodnie ci za chwilę pękną. - zaśmiałam się po czym pokazałam palcem na jego spodnie, które już ledwo wytrzymywały. Spojrzał na swoje spodnie i cicho przeklną pod nosem. Zaśmiałam się z mojego wyczynu, lecz on jeszcze nie zauważył tej pięknej malinki którą mu zrobiłam. Bieber spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem, gdyby wzrok umiał zabijać dawno bym już tu leżała. Wstał z sofy i szybko wyszedł z tego pokoju, kierując się pewnie do łazienki. Spojrzałam na chłopaków, którzy teraz patrzyli na mnie. Minęło kilka sekund, po czym wszyscy razem zwijaliśmy się ze śmiechu. Nick po jakimś czasie wstał i podszedł do mnie. Popatrzyłam na niego dziwnym wzrokiem, gdyż nie wiedziałam o co ci chodzi. Nastawił rękę jak do męskiej tak zwanej 'piątki'.
- Zwracam ci honor. To było genialne. - zaśmiał się. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, po czym przybiłam z nim męską piątkę. Oglądaliśmy przez jakiś czas jakiś program, gdy przypomniało mi się że miałam się spytać Cris'a na temat tego clubu, lecz przeszkodził mi kogoś krzyk, albo raczej darcie mordy.
- ARIEEEEL! - usłyszałem ten charakterystyczny krzyk Justina. Zaśmiałam się pod nosem, musiał pewnie odkryć tą malinkę. Chłopaki najwyraźniej też ogarnęli o co chodzi bo zaczęli się także śmiać.
- Cris. - zawołałam go przeciągając samogłoskę 'i'. Gdy odwrócił wzrok od telewizora i spojrzałam na mnie wiedziałam że zaczął mnie słuchać. - Mogę iść do clubu? - spytałam z nadzieją. Mój brat myślał nad tym jakiś czas, ale po chwili kiwnął głową że się zgadza. Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością i wstałam z sofy, kierując się w stronę schodów.
- Ale wszyscy razem idziemy. - oznajmił mi i chamsko się uśmiechnął. Jeśli to jedyny sposób na to żebym mogła pojechać do clubu to muszę się zgodzić.
- Dobra. - sapnęłam i wbiegłam na górę. Miałam zamiar już otworzyć drzwi, ale zostałam do nich przygwożdżona. Syknęłam z bólu, gdyż cały czas bolały mnie plecy po ostatnim wybryku chłopaków, jak przygważdżali mnie do ziemi. Spojrzałam w górę i dostrzegłam te karmelowe tęczówki które patrzyły się na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Jeszcze raz kurwa spróbujesz takich wybryków to przysięgam a cię zabije. I nie będę patrzeć na to że jesteś siostrą Cris'a. - syknął przez zęby i zaczął się niebezpiecznie zbliżać do mojej szyi. Starałam się cofnąć jeszcze bardziej do tyłu, lecz poczułam jak klamka zaczyna mi się wbijać w żebra. Nagle nad moją głową pojawiła się zielona lampeczka, mam pomysł.. Gdy Justin dotykał nosem mój obojczyk, nacisnęłam łokciem klamkę i szybko weszłam do środka, zamykając mu przed nosem drzwi i przekręcając kluczyk.
- Suka. - warknął za drzwiami Justin. Zaśmiałam się i wykrzyknąłem najgłośniej jak umiałam.
- NAWZAJEM, CHUJU! - uśmiechnęłam się sama do siebie, lecz tak szybko jak się pojawił to zniknął. Justin uderzył pięścią w drzwi i zaczął się dobijać.
- Zabiję cię kurwa, rozumiesz? - syknął przez zęby.
- Jak sobie życzysz, skarbie.- zażartowałam i skierowałam się w stronę szafy. Wybrałam rozkloczowaną spódnicę miętową do tego czarny gorset z ćwiekami i czarne szpilki. Wzięłam szybko ręcznik i balsam do ciała i skierowałam się do łazienki. Rozebrałam się do naga i szybko wskoczyłam do kabiny, po czym odkręciłam kurek i polałam ciepłą wodą po całym cielę. Rozkoszowałam się wolną chwilę, z głową skierowaną do góry do promienia wody. Wzięłam kokosowy płyn i polałam trochę po włosach i szybko rozmasowałam. Po dokładnym umyciu włosów i ciała, wyszłam spod kabiny prysznicowej i wytarłam się ręcznikiem, po czym wysuszyłam włosy i zakręciłam je lekko lokownicą. Uśmiechnęłam się z efektu. Założyłam wybrany wcześniej strój i popsikałam się ulubionymi perfumami. Wzięłam malutką kopertówkę i schowałam tam tylko błyszczyk i portfel, gdyż chłopaki nadal nie oddali mi telefonu. Sapnęłam cicho, wzięłam w rękę szpilki, a w drugą wcześniejszą kopertówkę i zbiegłam na dół. Chłopaki siedzieli ubrani w salonie. Przyznam ,byli w tych ubraniach bardzo przystojni. Założyłam szpilki i weszłam głębiej do salonu. Spojrzałam na chłopaków i zobaczyłam że wszyscy mieli otwarte buzie z wrażenia.
- Chłopaki, ślinicie się. - zażartowałam i skierowałam się do wyjścia przed dom, chłopaki szli krok w krok za mną. Justin wziął kluczyki od samochodu i skierował się do garażu, a wszyscy włącznie ze mną za nim. Bieber wyjechał swoim czarnym Audi R8.
- Ty, Justin i Nick jedziecie tym samochodem. My pojedziemy o tamtym. - skinął Cris, pokazując na początku na Audi, a potem na BMW Z4. Nic nie odpowiedziałam tylko od razu skierowałam się do środka R8. Otworzyłam sobie drzwi pasażera i weszłam do siebie. Jestem pewna że Nick ani Justin by mi nie otworzyli drzwi, jak na gentelmena przystało. Ahh... marzenia. Usiadłam wygodnie w fotelu i czekałam aż chłopaki wejdą w końcu do środka. Minęło trochę czasu zanim mogliśmy wyjechać z podwórka. Przez całą drogą siedzieliśmy cicho, było tylko słychać grające radio, które zaczynało mnie już powoli wkurwiać. Podniosłam rękę i chciałam przełączyć na inną stację radiową, lecz zatrzymał mnie głos Bieber'a.
- Nie dotykaj mojego radia. - syknął ale wciąż patrzył się na drogę. Nawet na mnie nie spojrzał. Ugg...mam go w dupie. Przycisnęłam guzik i zaczęłam wsłuchiwać się w głos Emblem3, kiedy ponownie usłyszałam głos Chris'a Brown'a. Mruknęłam pod nosem i znowu przycisnęłam guzik na piosenkę Emblem3. Byłam pewna że Justin zacisnął już szczękę ze złości, odwróciłam wzrok w jego stronę i tak też było, dzięki czemu na mojej twarzy pojawił się triumfalny uśmieszek. Słyszałam jak Nick z tyłu zaczyna cicho chichotać pod nosem. Justin już lekko wkurwiony ponownie przycisnął wcześniejszy guzik gdzie teraz leciał akurat Eminem. Szczerze? Bardzo lubię Eminema i chętnie bym go posłuchała, ale ja się tak szybko nie poddaje. Znowu nacisnęłam dotykowy panel sterowania radiem i w moich uszach zagościł przyjemny głos Justin'a Timberlake'a. Wystukiwałam rytm na półce rozdzielczej i cicho podśpiewywałam pod nosem.
- Słoń ci nadepnął na ucho? - spytał z kpinną Bieber. Przewróciłam wzorkiem i skierowałam głowę w jego stronę.
- Nie, po prostu ciebie udaję. - odpysknęłam. Justin ponownie wcisnął ten jebany guzik i spojrzał na mnie, widziałam w jego oczach złość... albo wkurwienie.
- Jeszcze raz dotkniesz tego guzika to odetnę ci ręce i przyczepie je do samochodu Cris'a. Będzie miał jakąś pamiątkę po tobie. - warknął, po czym wrócił wzrokiem na jezdnie. Widziałam jak na jego twarzy wstępuje ten chamski uśmieszek. Wgłębiłam się w fotel i ułożyłam usta w cienkiej prostej linii. Już do końca jazdy nie odezwałam się słowem. Kiedy Justin zaparkował, otworzyłam drzwi i wyszlam z samochodu, od razu kierując się do wejścia Clubu, nie czekając na chłopaków. O dziwo bardzo dobrze znałam to miejsce. Często z dziewczynami tutaj przyjeżdżałyśmy by odpocząć od męczącego dnia w pracy. Podeszłam szybkim krokiem do ochroniarza, pomijając kolejkę, przez co usłyszałam kilka niemiłych komentarzy, ale olałam to. Gdy Luke mnie zobaczył obdarzył mnie uśmiechem i wskazał na wejście do clubu, skąd dochodziły głośne basy. Uśmiechnęłam się w podzięce. Czas zacząć imprezę.

czwartek, 17 października 2013

Rozdział 13

* Ariel PoV *
Przebudziłam się czując że jest mi bardzo gorąco. Otworzyłam oczy, po czym wolną ręką przetarłam je. Spojrzałam w dół i już wiedziałam czemu było mi tak gorąco. Justin był przysunięty do moich pleców, obejmował mnie ręką w tali i swoim ciepłych oddechem chuchał mi na szyje. Podniosłam delikatnie rękę Justina po czym wyślizgnęłam się z jego ramion i ułożyłam jego rękę na pościeli. Cicho zamruczał z grymasem na twarzy ,następnie wtulił się mocno w poduszkę. Zachichotałam cicho pod nosem i wyszłam z pokoju Justina zamykając za sobą drzwi. Weszłam do mojego pokoju, zabierając ze sobą ciuchy i kierując się do łazienki. Wskoczyłam pod prysznic, lecz musiałam się lekko odchylić by nie zmoczyć włosów. Otworzyłam drzwi od kabiny prysznicowej, opatulając się od razu puszystym ręcznikiem. Wytarłam swoje ciało następnie zakładając na siebie ciasne jeansy i bokserkę z wyciętymi dużymi pachami. Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki, wrzucając piżamę do torby. Ówcześnie zawiązując włosy w kitkę. Zbiegłam na dół, kierując się od razu do kuchni, gdzie przy stole siedział już Nick i Travis. Mruknęłam ciche 'cześć' i otworzyłam szafeczkę by wyjąć z niej czekoladowe płatki. Wsypałam je do białej miski, po czym zalałam zimnym mlekiem i skierowałam się prosto do salonu, zgarniając pilota z szafki. Usiadałam na skórzanej kanapie i włączyłam telewizję po czym zaczęłam jeść płatki na mleku. Patrzyłam się bezuczuciowo na ekran, gdy nagle poczułam jak ktoś siada obok mnie i wyłącza tv. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam Cris'a, obok niego siedział Travis. Rozejrzałam się po salonie i dostrzegłam że Justin już ubrany siedzi na fotelu prawie naprzeciwko mnie a Nick naprzeciwko niego. Wszyscy mieli jakieś dziwne wyrazy twarzy i patrzyli się na mnie.
- Ari - zawołał mnie cicho mój brat. Spojrzałam na niego z oznaką że go słucham. Cris wciągnął powietrze i powoli wydmuchał.
- Musimy z tobą porozmawiać. - oznajmił i wskazał głową na chłopaków, sygnalizując że oni też uczestniczą w tej konwersacji.
- Domyśliłam się. - sapnęłam, po czym podniosłam głowę by spojrzeć na każdego.
- Czy domyślasz się kto mógł zamordować twoje przyjaciółki? - spytał cicho tak jakby się bał. Spojrzałam się na niego dziwnie, przecież odkąd mnie porwali nie widziałam się ani razu z dziewczynami.
- Jak to zamordować? Przecież one żyją! Pewnie teraz się kłócą kto zjadł żelki i się nie podzielił. Jak to one - zaśmiałam się i dziwnie popatrzyłam na nich, niewiedząc o co im chodzi.
- Nie rób sobie kurwa jaj. Po prostu odpowiedz na pytanie. - syknął Travis. Spojrzałam na resztę chłopaków i widziałam że są w szoku. Ale niby czemu?
- Ari, przecież wczoraj razem z Justinem, pojechaliście do twojego domu i w łazience leżały ciała twoich przyjaciółek, a na lustrze była napisana krwią groźba. One nie żyją! Zostały zamordowane! - powiedział rozkładając ręce Cris.
- One żyją! Muszę żyć. Obiecałam im że będę je chronić! Kłamiecie, jesteście zwykłymi kłamcami! - krzyczałam wstając z sofy i chodząc w kółko po pokoju.
- Ari kurwa! Ty nic nie pamiętasz? One nie żyją! - wydarł się już lekko wkurwiony Justin, podnosząc się na nogi z fotela. Puściłam jego pytanie mimo uszu, po czym podeszłam do niego i zaczęłam bić go po klatce piersiowej, krzycząc.
- One żyją! Kłócą się teraz o te jebane żelki i zastanawiają się czemu mnie z nimi nie ma! One muszą żyć! Na pewno żyją! Jesteście zwykłymi kłamcami! - darłam się, a po policzkach leciało mi mnóstwo łez, które uniemożliwiały mi widzenie. Justin złapał mnie za nadgarstki, lecz nie sprawiało mi to bólu, chciał mnie uspokoić. Szepnął coś chłopakom, lecz przez moje krzyki nawet nic nie mogłam usłyszeć. Poczułam że się unoszę i nie dotykam ziemi. Nie mogłam zobaczyć co się dzieje, gdyż łzy uniemożliwiały mi widzenie. Przez lekkie podskakiwanie mogłam domyśleć się że idziemy po schodach. Usłyszałam zamykanie się drzwi,następnie poczułam jak zostaje opuszczana na miękki materac po czym przykryta kołdrą. Przetarłam ręką oczy i zobaczyłam te brązowe tęczówki, w których czaił się smutek i roztargnienie. Opatuliłam się szczelnie kołdrą i patrzyłam na kucającego Justina. Pogłaskał mnie po głowię i wstał kierując się do wyjścia. Lecz zanim zdążył zrobić krok, złapałam go za rękę. Odwrócił się w moją stronę z pytając wyrazem twarzy.
- Zostaniesz ze mną? Nie chcę być sama.- spytałam cicho, gdyż po wypłakaniu się nie miałam siły na głośniejszy ton głosu. Widziałam jak na twarzy Justina wkrada się uśmiech, który chciał zamaskować, ale w końcu jego kąciki ust uniosły się.
- Jasne. - zgodził się. Zdjął buty i okrążył łóżka, kładąc się obok mnie. Przykrył się kołdrą, pod którą ja także leżałam i owinął swoją ręką wokół mojej tali, po czym pociągnął mnie do siebie, dzięki czemu leżeliśmy 'na łyżeczkę'.
- Przepraszam - mruknęłam cicho, mając nadzieje że usłyszał. Szczerze? Nawet nie wiedziałam za co przepraszam, po prostu czułam że jestem mu z jakiegoś powodu winna przeprosin.
- Nie przepraszaj, shawty. Nie twoja wina. - odrzekł i pocałował mnie w głowę. Myślałam jeszcze jakiś czas nad tym o co chodziło chłopakom że zamordowali dziewczyny, ale nie miałam siły. Nie dzisiaj. Ale jeśli to prawda że ktoś je zamordował? Przecież one nic nie zrobiły. To ja zawsze rozpoczynałam kłótnię i to ja najczęściej zabijałam. Czułam że pod moimi oczami zbierają mi się łzy, więc odwróciłam się w stronę Justina, który też był pogrążony w rozmyśleniach i wtuliłam się w jego klatkę piersiowej, było mi łatwo bo leżał na lewym boku. Najwyraźniej zauważył że coś się dzieje, bo mocniej mnie do siebie przyciągnął. Może i jest chujem, jest wkurwiający i upierdliwy, ale w jego ramionach czułam się bezpiecznie. Nie wytłumaczę tego, bo sama też tego nie rozumiem. Po jakimś czasie, odpłynęłam we śnie.
* Justin PoV *
Słysząc jak Ariel spokojnie oddycha, byłem pewny że już śpi. Wstałem z łóżka i przykryłem ją szczelnie kołdrą. Założyłem szybko buty i zszedłem na dół, przedtem zamykając drzwi od pokoju Ari.
- Śpi? - spytał na wejściu Cris. Skinąłem głową w odpowiedzi i rzuciłem się na sofę.
- Zadzwoniliśmy po Ashtona. Powiedział że za chwilę będzie. - mruknął pod nosem Travis. Gdy trzymałem Ari za nadgarstki po tym jak zaczęła uderzać mój tors, szepnąłem do chłopaków żeby zadzwonili po lekarza. Widać było, albo przynajmniej ja widziałem że coś się dzieje.
- Justin! - wykrzyknął Cris. Najwyraźniej nie słyszałem jak mnie wcześniej wołał. Otrząsnąłem głowę z myśli i skierowałem wzrok na niego, informując tym gestem że go słucham.
- Ona nie dostała czymś w głowę jak wybuchł dom? - powtórzył pytanie które najwyraźniej musiał wcześniej zadać.
- Nie. Jak jakaś część domu wybiła szybę w moim aucie to schowała szybko głowę, więc to nie możliwe żeby coś ją trafiło. - powiedziałem przypominając sobie tą część wybuchu.
- A ja weszła do łazienki to w nic nie walnęła? - dopytywał się Cris. Przewróciłem oczyma i rozsiadłem się bardziej na sofie.
- Mówiłem ci kurwa że wszystko ci powiedziałem co się działo jak wyjechaliśmy z naszego domu. - warknąłem, przełączając wiadomości na jakiś film.
- Nie warcz na mnie. Staram się tylko znaleźć jakieś wyjaśnienie tej całej sytuacji. - powiedział Cris. Nie odezwałem się już słowem i oglądałem film w ciszy. Po jakimś czasie, wstałem i chciałem się skierować do wejścia do kuchni, ale przeszkodził mi w tym dźwięk otwierających się drzwi wejściowych. Spojrzałem tam i dostrzegłem Ashtona.
- Yo, Ashton. - przywitałem się męskim uściskiem dłoni i skierowałem się tak jak chciałem wcześniej do kuchni. Wyjąłem Colę z lodówki, odkręciłem ją i wypiłem kilka głębszych łyków, po czym zakręciłem i schowałem ją z powrotem. Wszedłem ponownie do salonu i usiadłem na sofie w tym samym czasie co Ash skierował się schodami na górę, pewnie do pokoju Ariel. Cris siedział jak na szpilkach, a my patrzyliśmy na niego z dziwną miną.
- Stary, wyluzuj! - roześmiał się Nick.
- No ale jeśli ona straciła pamięć? Albo gorzej, jest na coś chora? - pytał przejęty. Spojrzeliśmy na siebie nawzajem z chłopakami i wybuchnęliśmy śmiechem. Mendler spojrzał na nas z miną *WTF?*, a my zaczęliśmy jeszcze bardziej się śmiać.
- Weź stary wypij piwo i wyluzuj w końcu. - powiedziałem nadal się śmiejąc pod nosem. Cris jakby na zawołanie podniósł się z fotela i można uznać że pobiegł do kuchni. Nasze głowy po chwili skierowały się w stronę schodków, z których usłyszeliśmy kroki, po jakimś czasie Ashton siedział obok nas i wzdychał.
Spojrzeliśmy na niego i czekaliśmy na diagnozę, a on jak gdyby nigdy nic, siedział i oglądał tv. Nick odkaszlnął 'niechcący', by zwrócić uwagę Ash'owi. Spojrzał się na nas i podskoczył na fotelu.
- Aaa, no właśnie. Pewnie chcecie wiedzieć co się dzieję z Ariel. - odpowiedział retorycznie. Skinęliśmy niezauważalnie głową jak w jakieś synchronizacji.
- Ariel ma zanik pamięci przez natłok zdarzeń które wydarzyły się przez ostatni czas. - powiedział w tym samym momencie co Cris wszedł do pokoju. Wszyscy siedzieliśmy cicho i przeanalizowaliśmy wiadomość.
- Dużo nie pamięta? - spytał się przejęty Cris, któremu ręce zaczynały się powoli trząść.
- Tylko wczorajszego dnia do momentu jak weszła do domu po tej całej akcji z wybuchem domu. - odpowiedział, po czy wstał i założył swoją marynarkę.
- Co mogę zrobić żeby odzyskała pamięć? - spytał już lekko podłamany Mendler.
- Dostała leki, którego jej pomogą trochę przypomnieć. Ale ona potrzebuję pomocy. Justin, ona pojechała z tobą do tamtego domu, prawda? - spytał Ashton, zakładając buty. Skinąłem głową i słuchałem jak dalej tłumaczy. - Poszedłbyś do niej i na SPOKOJNIE porozmawiał z nią, powoli tłumacząc jej cały wczorajszy dzień. - poinformował mnie, akcentując na słowo 'spokojnie'
- Dobra, ale o co chodzi ci z tym 'spokojnie'? - spytałem zaciekawiony. Nie miałem pojęcia o co mu chodzi.
- O to chodzi żebyś na nią nie krzyczał, nie przyciskał do ściany i nie waż się jej uderzyć. Nara - powiedział żegnając się i wychodząc z domu. A więc o to mu chodzi. Jak mnie nie wkurwi to się nie będę wydzierać, nie moja wina że suka nie umie trzymać języka za zębami. Skierowałem się na górę, lecz nagle usłyszałem damskie krzyki i dźwięk rozwalanych rzeczy. Szybko pobiegłem za dźwiękiem, co doprowadziło mnie do siłowni. Otworzyłem je, a coś świecącego i ostrego przeleciało mi obok twarzy, czułem jak ostre narzędzie przecina mi skórę na policzku. Spojrzałem na świecący metal, który wbity bił w drzwi i kapało z niego kropelki krwi. NÓŻ.

~*~
Jeśli będą błędy to przepraszam ale nie sprawdzałam tego gdyż nie miałam czasu. Jutro sprawdzę :) xoxo
JEŚLI SKOMENTUJESZ JA BĘDĘ MIEĆ WENĘ BO WIEM ŻE PISZĘ DLA KOGOŚ I SZYBCIEJ WSTAWIĘ ROZDZIAŁ!

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 12


Oboje usłyszeliśmy ciche tykanie, które stawało się coraz szybsze. To oznaczało tylko jedno...
- BOMBA! - krzyknął Bieber uprzedzając mnie.
 * Ariel PoV *
Justin szybko zarzucił na plecy torbę, wziął broń i pociągnął mnie z mocną siłą w dół schodów. Zrobiłam tak jak chciał, albo raczej jak oboje chcieliśmy, nie chciałam zginąć w swoim własnym domu. Wybiegliśmy jak torpeda z domu, Justin wrzucił torbę na tylne siedzenia po czym odpalił samochód i wyjechał z podwórka z piskiem opon. Nagle usłyszeliśmy głośny huk, po czym samochód zatrząsł się.
- Kurwa! - syknął Bieber gdy jakaś część od mojego, już byłego domu trafiła w tylną szybę samochodu. Pisnęłam i zakryłam rękoma głowę, bałam się. Może nawet nie, byłam przerażona. Właśnie straciłam dach nad głową, może i nie często w tym domu przebywałam bo musiałam załatwiać to całe gówna które zsyłam na mnie i dziewczyny Josh, ale nadal to było moim jebanym właśnie palącym się domem. Słyszałam tylko jak Justin mamroczę pod nosem 'Wiedziałem że tak będzie', 'Zabiję go'. Byłam ciekawa o kogo mu chodziło, że co wiedział? Ale byłam za bardzo roztrzęsiona żeby się spytać. Oparłam głowę o szybę, chowając ręce pomiędzy nogi przy kolanach by je jakoś rozgrzać. Co jakiś czas czułam wzrok Biebera na sobie.
- Trzymaj. - szepnął. W jego głośnie można było usłyszeć zdenerwowanie i ...żal? Spojrzałam się na niego i dostrzegłam że podaje mi swoją bluzę, przejęłam ją od niego, szybko zakładając. Skinieniem głowy podziękowałam, gdyż żadnego słowa nie wydusiłabym z siebie. Przyznam miał bardzo ciepłą bluzę, pachniała fajkami, perfumami i jego specyficznym zapachem. Zapięłam się pod szyję, po czym ponownie oparłam głowę o szybę. Byłam wdzięczna Bieber'owi że siedział cicho. W oddali dostrzegłam ten charakterystyczny duży biały dom, dopiero teraz zobaczyłam że w krzakach czai się jakiś mężczyzna w przebraniu, przekomicznie to wyglądało, ale nie miałam siły ani humoru żeby chociażby się uśmiechnąć. Musiał być to jeden z tych ich wielu ochroniarzy i ludzi pracujących dla nich. Justin nacisnął guzik, znajdujący się na suficie przy włączniku światła w samochodzie, dzięki czemu brama zaczęłam się powoli uchylać. Gdy Justin się zatrzymał by wjechać do garażu, wyszłam z samochodu, przedtem biorąc torbę na ramię.
- Już wróciliście? - spytał zdziwiony Cris, od razu gdy weszłam do domu. Zostawiłam jego pytanie bez odpowiedzi, gdyż nawet jakbym chciała coś powiedzieć nie umiałabym z siebie nic wydusić. Zdjęłam buty i wbiegłam na górę do mojego, teraz już , pokoju. Lecz zanim zamknęłam drzwi usłyszałam ten charakterystyczny dźwięk, gdy zamyka się drzwi, co oznaczało że ktoś wszedł do domu, po czym skierowane pytanie do Justina 'co się stało?'. Nawet jeśli byłam na górze, wiedziałam że zadał to pytanie Cris. Może i jestem tutaj od ponad 2 tygodni, ale jego głosu nigdy bym nie pomyliła. Rzuciłam torbę w kąt, następnie kładąc swoje zmęczone ciało na łóżku, przykryłam je kołdrą. Chciałam zasnąć, pójść spać i mieć wszystkie problemy głęboko w dupie. Nie wiem gdzie są dziewczyny, nie mam pojęcia gdzie mogą się podziewać. Lecz w domu nic nie było rozwalone co oznacza że nawet jakby ktoś wszedł do domu i chciał im coś zrobić, to wyszedłby z nimi bez żadnego problemu, musiały się nie sprzeciwiać. Ustaliliśmy że jakby ktoś wszedł do domu, by nam coś zrobić, rozwalamy jakąkolwiek rzecz, ma być ich tyle rozwalonych ile ludzi było. Ale wszystko było na swoim miejscu. Ferrari ma John, a Mustang poszedł na złom, bo był jak popiół, cały spalony. Co oznacza że dziewczyny nie mogły pojechać nigdzie samochodem. Usłyszałam jak drzwi się uchylają, lecz nie odwróciłam się w stronę drzwi. Byłam cholernie zdołowana. Poczułam jak ktoś kładzie się obok mnie po czym przyciąga do siebie i przytula. Nie był to Justin gdyż poczułabym jego perfumy, Nick i Travis za mną nie przepadają, chociaż szczerze mnie to nie obchodzi, co oznacza że Cris wtranżolił mi się do łóżka. Odwróciłam się do niego twarzą, po czym mocno wtuliłam w niego, objął mnie mocniej rękoma i przytulił. Już nie mogłam powstrzymać łez, moczyłam jego koszulkę, a on jak gdyby nigdy nic dalej mnie przytulał. Byłam mu bardzo wdzięczna że się nie odzywał, siedział cicho i po prostu mnie tulił do siebie, tego potrzebowałam. Gdy już się uspokoiłam i mój oddech wyrównał usiadłam i spojrzałam się na ścianę znajdującą się naprzeciwko mnie.
- Trzymaj. - szturchnął mnie w ramię, po czym podał mi kubek z kakao.Skinęłam głowę że dziękuje.
- Pamiętam że zawsze jak byłam mała i smutna to przynosiłeś mi kakao. -  uśmiechnęłam się na wspomnienie przywrócone z czasów dzieciństwa. Cris zaśmiał się, co oznaczało że pamięta.
- O co chodziło Justinowi jak mówił 'Wiedziałem że tak będzie' albo 'Zabije go'? - spytałam szeptem, upijając łyk, spojrzałam na niego i widziałam jak jego szczęka się zaciska, a on cały spina.
- To nie twój interes. - syknął, po czym chciał już wstać, ale zatrzymał go mój głos.
- Jednak raczej mój. Nie myślisz że mi też przydadzą się wyjaśnienia? Straciłam przyjaciółkę, następnie ktoś podłożył bombę w moim domu, bo chciał mnie kurwa zabić. - powiedziałam odkładając kubek na stolik nocny. Spojrzał na mnie, po czym jego wzrok złagodniał i nie był już tak spięty, nachylił się nad mną i pocałował w czoło. Odwrócił się na pięcie i skierował się do wyjścia z mojego pokoju.
- Kiedyś ci powiem Ari, ale nie teraz. - powiedział otwierając drzwi - Wrócę jutro po południu. Jak coś to reszta chłopaków jest w domu. - rzekł, zamykając za sobą drzwi. Sapnęłam i rzuciłam się plecami na łóżko. Leżałam tak i myślałam czy ruszyć dupę i zejść na dół zjeść czy pójść spać. Wybrałam opcję pierwszą, ale najpierw przebiorę się w piżamę. Podeszłam do torby którą przywieźliśmy razem z Justinem. Wyjęłam szczotkę do włosów, szczotkę do zębów i piżamę po czym skierowałam się do łazienki. Zdjęłam ubrania i bieliznę, wrzucając ją po kolei do kosza na pranie. Weszłam do kabiny prysznicowej i odkręciłam kurek dzięki któremu cały dzisiejszy stres spłynął razem z wodą. Umyłam dokładnie włosy, spłukałam i wyszłam z kabiny prysznicowej, od razu owijając się ręcznikiem, który ostatnio przyniósł mi Cris. Potem osuszyłam włosy ręcznikiem, lecz nadal były mokre, więc dokończyłam to suszarką. Przebrałam się w piżamę, składającą się z krótkich spodenek i szerokiej bokserki. Wyszłam z łazienki, dotykającej bosymi stopami zimnych paneli, przez co lekko zadrżałam. Nie przejęłam się tym. Spojrzałam na niebo które było całe ciemne i od czasu do czasu pojawiały się mocne błyski, przez co lekko podskakiwałam. Tak, bałam się burzy. Od małego zawsze gdy była burza wchodziłam pod stół, Alex nigdy nie mógł mnie wyciągnąć spod niego, więc siadał obok mnie, spędzaliśmy tam całą noc. Zbiegłam cicho na dół, lecz nikogo nie było ani w kuchni, ani w salonie. No tak Crisa nie ma, a po pierwsze jest już po 22. Znalazłam ciastka Oreo, które położyłam na blacie, podeszłam do lodówki, wyjęłam mleko i wlałam do kubka, po czym wsadziłam je do mikrofalówki i powciskałam kilka guziczków, dzięki czemu kubek i zawartość w nim zaczęła się nagrzewać.
Otworzyłam pudełko Oreo, już brałam do buzi pierwsze ciasteczko gdy nagle mikrofalówka zapiszczała. Wstałam z krzesła i wyjęłam ciepłe mleczko, wzięłam ciastka po czym skierowałam się do salonu, zabierając wcześniej ciepły koc z przedpokoju. Przysiadłam na sofie, po czym włączyłam telewizję, znalazłam jakieś romansidło następnie wzięłam paczkę Oreo w ręce. Przekręć, poliż, zamocz i zjedz. Zasadę jedzenia Oreo znam na pamięć. Uwielbiam te ciastka. Chrupiące, czekoladowe kółko wypadło mi z rąk gdy usłyszałam huk za oknem, pisnęłam i schowałam się pod kocem. Siedziałam tam jakiś czas, lecz nie dało mi to bezpieczeństwa. Wzięłam ciastka, lecz mleko zostawiłam. Pobiegłam na górę do swojego pokoju i schowałam się pod kołdrą, zakrywając głowę. Jadłam ciastka, co jakiś czas podskakując albo cicho piszcząc ze strachu, przez dźwięk który roznosił się z hukiem po pokoi, przez jebaną burzę. Gdy zostało jedno ciastko odłożyłam je na bok, po czym położyłam się na poduszce, przykrywając się pod samą szyję. Przydałby się teraz Cris, ale nie, bo mu się kurwa zachciało wyjść z domu. Zamknęłam oczy, lecz po chwili je otworzyłam ponownie słysząc ten przerażający huk. Ohh...Pieprzyć to. Wstałam z łóżka zabierając po drodze ciastko, wyszłam z pokoju, kierując się do pokoju Justina. Może i jest chujem i wkurwiającym dzieckiem, ale jako jedyny mi pozostał. Nie pójdę do Nicka ani Travisa gdyż oboje siebie nawzajem nienawidzimy i byśmy prędzej wydrapali sobie nawzajem oczy niż byli sam na sam w jednym pokoju. Uchyliłam lekko drzwi, po czym prześlizgnęłam się przez lekką szparkę, zamykając za sobą drzwi. Ponownie usłyszałam huk, przez co znowu podskoczyłam z przerażeniem. Podeszłam do śpiącego Justina i zaczęłam go lekko szturchać żeby się obudził lecz nie reagował.
- Justin. - szepnęłam, szturchając go mocniej. Mruknął coś pod nosem i ponownie poszedł spać. - Justin! - powiedziałam nieco głośniej. Mruknął ponownie, lecz otworzył zaspane oczy, po czym przetarł je wierzchem dłoni.
- Co się stało? - spytał zaspanym głosem z lekką chrypką. Jego głos był jeszcze bardziej seksowny niż zawsze... Czekaj. co? Nie Ariel, nie możesz. 
- Mogę z tobą spać? Boję się burzy. - szepnęłam, po czym spuściłam głowę zawstydzona. Nawet jeśli nie patrzyłam na Justina wiedziałam że się kpiąco uśmiecha.
- A co z tego będę miał? - spytał, podniosłam wzrok i pokazałam mu jedyne ciasteczko Oreo.
- Moją satysfakcję i to - powiedział, pokazując palcem ciastko. Podniósł się na lewej ręce, po czym zabrał mi z ręki ciastko.
- Ciastko i buziak w usta. - targował się z lekkim uśmiechem. Spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich iskierkę rozbawienia i także zmęczenie.
- Ciastko, buziak w policzek, i bez gadania. - szepnęłam dlatego że nie było mnie stać na głośniejszą ton, gdyż byłam już nieźle zmęczona. Podskoczyłam ponownie przez światło przełamujące niebo na dwie części, Justin cicho się zaśmiał i skinął głową że się zgadza. Uchylił kołdrę do góry, dając mi znak że mogę się położyć, tak też zrobiłam. Bieber spojrzał na mnie po czym się uśmiechnął, odwzajemniłam gest. Przekręcił ciastko, polizał po czym zjadł. Odwrócił się w moją stronę tak samo jak ja w niego. Podniósł rękę z kołdry i popukał palcem w prawy policzek, dając mi znać bym go pocałowała. Oparłam się na lewej ręce, nachyliłam i musnęłam jego policzek moimi ustami. Miał miękką skórę, lecz pod moimi ustami mogłam poczuć jednodniowy zarost. Wróciłam na miejsce i opatuliłam się kołdrą pod samą szyje. Usłyszałam donośny huk, tylko tym razem głośniejszy, pisnęłam i szybko przysunęłam się do Justina, chowając się w jego ramionach. Bieber zaśmiał się, lecz objął mnie i przysunął jeszcze bliżej. Ponownie usłyszałam ten huk, przez co moje mięśnie się napięły. Justin poczuł to najwyraźniej bo zaczął głaskać moje plecy i szeptać słowa otuchy. Przysunęłam się do niego jeszcze bliżej, choć nie wiem czy to było jeszcze możliwe. Zamknęłam oczy i starałam się zasnąć po tym męczącym dniu. Lecz zanim odpłynęłam do krainy Morfeusza, poczułam ciepłe usta na moim czole i cichy głos Justina.
- Dobranoc, shawty.
*~*
Przepraszam że taki krótki, ale pisałam go cały dzień z przerwami, jeszcze do tego jestem chora.
Dzisiaj dostałam takie nagłe olśnienia, ale jak już siadałam przy komputerze ,zapominałam je.
Lecz udało mi się coś tam napisać!
CZYTASZ = KOMETUJESZ, MOŻE BYĆ TO NAWET "." :) xx

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 11

 Kiedy łamiesz zasady, łam je mocno i na dobre.

- Brandon zaginął! - powiedziałam z łzami w oczach.
Może i krótko znałam tego malucha, ale się do niego bardzo przywiązałam. Był dla mnie jak synek.
Słodki bobas, biegający po domu, gdzie jest go wszędzie. Tak się zamyśliłam że nie czułam jak ktoś mną szarpie za ramiona.
Ariel! Ariel kurwa! - Justin krzyczał na mnie i potrząsał. Spojrzałam na niego i widziałam że także był bliski płaczu. Nie możliwe, wielki JUSTIN BIEBER powstrzymuje się od płaczu. - Gdzie jest kurwa Brandon?! - krzyknął wściekły, a także załamany.
Nie wiem.- szepnęłam, po czym po moim policzku spłynęła jedna łza. Justin szybko pobiegł w stronę lasku, gdy zauważyłam że go już nie ma obok mnie, także potruchtałam w tamtą stronę. Usłyszałam jak Justin nawołuje Brandona, również się przyłączyłam. Chodziłam w przeciwną stronę niż Bieber, cały czas naowłując malucha. Przytrzymywałam gałęzie by nie walnęły mi w twarz, lecz nic to prawie nie dawało, gdyż iż tak dostawałam liścimi w twarz. Chodziłam po tym lasku już bardzo długi czas i nadal nie znalazłam żadnego śladu po Brandonie. To wszystko moje wina. Moja kurwa jebana wina. Mogłam ja iść po tą piłkę. Na początku Lux, teraz Brandon. Nie, to nie może się tak skończyć.
- Brandon! Brandooon! - krzyczałam na całe gardło. Usłyszałam szeleszczące liście. Może i byłam głupia, ale wiem że to na pewno nie wiatr. Szłam w stronę miejsca z którego było słychać dźwięki. Nagle w oddali zauważyłam czarną kurtkę, taką samą jakom ma dzisiaj Brandon na sobie.
- Brandon! - krzyknęłam, po czym zaczęłam biec w stronę danego przedmiotu. Gdy zauważyłam że tam leży maluch, łzy zaczęły ciec mi z oczu jeszcze bardziej, ale przyspieszyłam. Padłam na kolana i zaczęłam przytulać Brandona, na widok mnie maluch się szeroko uśmiechnął.
- Ari. Ja tak baldzo pseplasam. Nie chciałem się zgubić. - mówił zasmucony. Podniosłam go z ziemi, pocałowałam w policzek i skierowałam się z nim na rękach do wyjścia z tego cholernego lasu.
- Nic się nie stało Brandon. To nie twoja wina. - powiedziałam uśmiechając się.
- Pseprasam ale zgubiłem piłkę. - szepnął po czym się mocniej we mnie wtulił.
- Najważniejsze jest to że ty jesteś cały, a nie jakaś głupia piłka. Kupię ci nową. - Mini Bieber na moje słowa szeroko się uśmiechnął i pocałował w policzek. Dochodziliśmy powoli do wyjścia z tego jebanego miejsca, z daleka mogłam zobaczyć Justina klękającego na ziemi, schował głowę w ręce. To niemożliwe, jak jedna malutka osóbka, może złagodzić Justina, jak umie się dla niej poświęcić, jak go bardzo kocha.
- Zrobimy niespodziankę tacie. - powiedziałam do Brandona pokazując głową na Justina. On (Brandon) się szeroko uśmiechnął, po czym skinął głową że się zgadza. Weszliśmy w las i przeszliśmy tak by móc stać za plecami Justina. Odstawiłam Brandona za moje nogi i pokazałam mu palcem że ma tu na razie stać. Odwróciłam głowę do Biebera i szturchnęłam jego ramię. Podniósł się do góry i odwrócił. Dzięki Bogu Brandon jest taki niski i Justin go nie widzi.
- Znalazłaś go?- spytał z nadzieją. Spuściłam głowę by ukryć mój uśmieszek i by tym gestem powiedzieć że go nie znalazłam. Ponownie podniosłam głowę by spojrzeć w jego zaszklone oczy i w tym momencie już nie mogłam wytrzymać. Roześmiałam się. Justin spojrzał na mnie dziwnie, a ja przesunęłam się w lewo by mógł zauważyć Brandona. Spojrzał na małą postać, po czym się szeroko uśmiechnął, przykucnął i mocno przytulił Brandona. Maluch odwzajemnił gest. Z mojej perspektywy to naprawdę słodko wyglądało. Nigdy nie widziałam żeby ktoś był tak oddany swojemu synowi. Maluch nie ma matki, a on stara się jak może by zastąpić mu ją i żeby mu niczego nie brakowało.
- Za dużo wrażeń jak na dzisiaj, wracajmy do domu. - oznajmił Justin, kierując się z Brandonem na rękach do domu, szłam za nimi ze spuszczoną głową. Co by było jakby się okazało że nie znaleźliśmy Brandona? Że ktoś go porwał. Nie wyobrażam sobie tego jakby mój syn/córka zniknęli. Justin gdy się dowiedział że nie mogę znaleźć Brandona, nie okazywał na zewnątrz uczuć, ale wiedziałam że rozpierdala go od środka. Po przekroczeniu progu domu, ściągnęłam buty z nóg i weszłam wgłąb korytarza. Przeszłam przez białe pomieszczenie i znalazłam się w salonie gdzie siedzieli chłopcy. Zauważyłam że Justin skierował się z maluchem do kuchni, pewnie obaj zgłodnieli. Usiadłam obok Crisa i patrzyłam się w telewizor na którym leciał akurat mecz. Usiadłam wygodnie i wpatrywałam się w piłkarzy biegających po boisku, ale zaczęło przeszkadzać mi to że czułam pary oczu na sobie. Spojrzałam w lewo. Wszyscy chłopcy patrzyli się na mnie z rozdziawionymi ustami, włącznie z Justinem który przed chwilą przyszedł.
- Co? - spytałam zdziwiona.
- Od. kiedy. dziewczyna. ogląda. mecz? - Cris zadając pytanie robił znaczącą pauzę co każde słowo.
- Nie wszystkie dziewczyny są takie same Cris. - oznajmiłam po czym wróciłam do dalszego oglądania, lecz nadal czułam to że chłopaki się na mnie patrzą. - Jeszcze raz się kurwa któryś na mnie spojrzy to was wykastruje i powieszę wasze małe klejnoty nad drzwiami. - syknęłam przez zęby, przez co chłopaki od razy odwrócili wzrok.
- Suka. - mruknął pod nosem Travis
- Kutas. - odburknęłam
- Dziwka. - 
- Chuj. -
- Pizda. -
- Niedoruchany płód. - powiedziałam po czym się uśmiechnęłam w jego stronę, chłopaki cicho zachichotali pod nosem.
- Przegięłaś nadęta dziwko. - splunął po czym wstał do mnie, ja również podniosłam się z miejsca. Zamachnął się pięścią, lecz nawet jego ręka nie dotknęła mojej twarzy gdyż czyjaś ręka zatrzymała ją.
- Jeśli ją kurwa tkniesz będziesz 6 stóp pod ziemią. - syknął mój brat. Nigdy nie widziałam żeby ktoś się o mnie tak troszczył i nigdy nie widziałam go tak wzburzonego. Uśmiechnęłam się z satysfakcją po czym ponownie usiadłam obok Crisa. Po obejrzeniu meczu przypomniało mi się że chciałam porozmawiać z moim bratem. Zdjęłam Brandona z kolan, gdyż jak była połowa meczu to przyszedł do nas i się spytał czy może z nami pooglądać, po czym usiadł mi na kolanach. Szturchnęłam Mendlera w ramię i skinęłam głową by poszedł za mną do kuchni.
- Będę mogła wrócić do mojego domu, do dziewczyn? - spytałam z nadzieją siadając na blacie kuchennym.
- Nie - odpowiedział po czym skierował się do wyjścia z kuchni lecz przystał w miejscu kiedy usłyszał moje pytanie.
- Dlaczego mnie tu trzymasz? Po co ja wam tu? Z tego waszego gangu to jedyne co, to ty mnie jeszcze znosisz - odpowiedziałam i podniosłam wzrok na niego, widziałam w jego oczach zakłopotanie
 i ...zdenerwowanie.
- Im mniej wiesz tym lepiej śpisz. - rzekł po czym już ostatecznie wyszedł z kuchni. Zeskoczyłam z blatu i poszłam w stronę salony gdzie poszedł Cris. Usiadł na sofie obok Biebera i Brandona i wrócił wzrokiem na telewizję.
- Proszę daj mi do nich pojechać, chociaż na godzinę. Możesz pojechać ze mną, tylko błagam daj mi je odwiedzić. - prosiłam zasłaniając mu i chłopakom telewizor, spojrzał na mnie po czym przewrócił oczami i wypuścił powietrze z ust.
- Dobra. Ale ja z tobą nie pojadę, Nick i Travis też nie. Czyli Justin tylko może. - odpowiedział. Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na Biebera, który na twarzy miał ten szyderczy uśmiech. Miałam wielką ochotę przyjebać mu w tego ryja.
- CO KURWA?- syknęłam przez zęby. Justin schylił się do Brandona, powiedział mu coś na ucho po czym maluch pobiegł na górę.
- Albo Justin, ale nie jedziesz wcale. - skwitował. Przewróciłam oczami.
- Dobra - mruknęłam pod nosem.
- Czekaj, co? Bo nie usłyszeliśmy. - drażnił się Bieber. Ale kutas.
- Dobra - mruknęłam głośniej lecz nadal cicho. - CO? - krzyknęli wszyscy. Oni się kurwa specjalnie droczą ze mną.
- DOBRA! - również krzyknęłam wkurwiona. Zaczęli się głupio śmiać, ponownie zrobiłam młynek oczami, weszła po schodach by po chwili znaleźć się w 'moim' pokoju. Podeszłam do torby i wyjęłam stamtąd świeże ubrania. Wskoczyłam szybko do łazienki, zdjęłam brudne ubrania i bieliznę, po czym weszłam do kabiny i przemyłam swoje ciało wodą i płynem. Musiałam odchylić głowę do tyłu by nie zmoczyło mi włosów, gdyż nie miałam tu suszarki. Wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem by się wytrzeć. Założyłam obcisłe jeansy i białą bokserkę, a do tego granatową ciepłą bluzę. Spojrzałam się w lustro i zobaczyłam że mam strasznie potargane włosy. Gdy zdejmowałam gumkę do włosów z nadgarstka, zauważyłam że mam na rękach siniaki. Aha... Ślady po Justinie. Naciągnęłam bluzę na nadgarstki i wyszłam z łazienki, zarzuciłam torbę na ramię po czym zbiegłam na dół. Justin razem z Brandonem siedzieli na sofie oglądając tv.
- Chodź Brandon. Zawiozę cię do babci. - oznajmił Bieber po czym wstał z sofy. Maluch szybko do mnie pobiegł i przytulił się do moich nóg. Podniosłam go i posadziłam na biodrze po czym skierowałam się za Justinem w stronę drzwi. Założyłam sobie i Brandonowi trampki po czym wyszliśmy na dwór do samochodu. Usadowiłam go w siodełku, zapinając go, po czym usiadłam obok kierowcy na miejscu pasażera, również zapinając pasy.
- Pojedziemy do tych twoim przyjaciółeczek, ale najpierw zawieziemy Brandona do mojej matki. - powiedział cicho, wyjeżdżając z podwórka.
- Do twojej matki? - zdziwiłam się. Justin jest w najniebezpieczniejszym gangu w Kanadzie, a jego matka jak gdyby nigdy nic się z nim zadaje i opiekuje jego dzieckiem.
- Nie wiesz kto to matka? - spytał rozbawiony i lekko zirytowany.
- Nie rób ze mnie idiotki. Wiem kto to matka. Po prostu... - chciałam już coś powiedzieć, lecz zapauzowałam. Odwróciłam się do Brandona, zabierając Justina telefon i słuchawki, po czym mu je dałam. - Trzymaj Brandon, nie będzie się nudzić. - maluch założył słuchawki i włączył sobie jakąś grę. - Po prostu jesteś w gangu znanym w całej Kanadzie a twoja mama jak gdyby nigdy nic opiekuję się Brandonem. - powiedziałam lekko zdziwiona. Justin spojrzał na mnie, po czym się kpiąco uśmiechnął.
- No chyba cię pojebało żeby moja matka wiedziała o tym że zabijam ludzi. Ona myśli że jestem mechanikiem w nielegalnych wyścigach. - parsknął śmiechem, po czym zrobił kilka manewrów skrzynią biegów by wyprzedzić jadącego przed nami FORDA.
- Nie widziała cię nigdy w telewizji że jesteś ścigany? - spytałam ciekawa. Mnie nigdy nie pokazywali w telewizji że jestem ścigana przez policję, ale wolałam się spytać. Niektóre małe 'gangi' są tak niedoświadczone, że dają sobie zrobić zdjęcie, po czym policja pokazuję to w telewizji i tak łapią te małe suczki.
- No chyba ciebie kurwa pojebało. Jak jesteś już w tym całym gównie, to musisz chronić swoją dupę, a zwłaszcza jak masz dla kogo. - powiedział.
- Co ja mam powiedzieć twojej matce? Że kim dla ciebie jestem? Że kim jestem dla Brandona? - pytałam spanikowana.
- Powiedz że poznaliśmy się na jakieś imprezie. Że jesteś moją przyjaciółką, a Brandon cię traktuję jak ciocię, więc jesteś przyszywaną ciocią. - oznajmił. Włączył kierunkowskaz, skręcając w prawą uliczkę, po kilku minutach dojechaliśmy do naprawdę ładnego domu jednorodzinnego. Wysiedliśmy z samochodu, otworzyłam drzwi od strony Brandona i odpięłam go z pasów podnosząc i usadawiając sobie na biodro. Podeszliśmy do beżowych drzwi, Justin je otworzył i wszedł do środka, a ja z Brandonem za nim. Pff...Ale dżentelmen. 
- Jesteśmy! - krzyknął Duży Bieber. Odstawiłam Małego Biebera na ziemie, łapiąc go za rączkę.
- Ooo... jak dobrze was widzieć. - oznajmiła promiennie piękna kobieta wychodząca zza ściany. Przyznam była naprawdę pogodna, miła i wesoła. Przeciwieństwo Justina.
- Babciaa! - krzyknął Brandon, puszczając moją rękę i podbiegając do kobiety rzucając jej się na szyje. Na ten widok sama się uśmiechnęłam. Justin pociągnął mnie za nadgarstek w stronę jego matki, cicho syknęłam z bólu, ponieważ złapał mnie za tą rękę na której miałam siniaki.
- Mamo, poznaj Ariel, moją dziewczynę. - powiedział po czym owinął ręce wokół mojej talii, kładąc swój podbródek na moim ramieniu, spojrzałam na niego spod byka, szepcząc cicho 'what'. On tylko się głupio uśmiechnął po czym pocałował mnie w policzek, odwróciłam wzrok od niego i uśmiechnęłam się sztucznie do mamy Justina. Wyciągnęłam rękę, lecz ona machnęłam ręką i przytuliła mnie. 
- Jestem Pattie. Miło cię poznać. - Ciepło biło od niej na kilometr. Również odwzajemniłam gest, gdyż poczułam się jak malutka dziewczynka. Moja mama zawsze mnie tak przytulała. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie.
- Zrobiłam obiad, chodźcie. - uśmiechnęła się, po czym zniknęła za drzwiami. Jednak zanim weszłam do kuchni, usłyszałam ten chrapliwy seksowny głos... Czekaj. Seksowny? Ari ty go nienawidzisz...
- Dobra robota, kochanie - powiedział Justin po czym przegryzł płatek mojego ucha, przez co zadrżałam. Uśmiechnął się na mój tik. W mgnieniu oka był już w kuchni, ja również weszłam do środka.
- Może w czymś pani pomóc? - spytałam gdy zauważyłam jak miesza zupę. Odwróciła się do mnie z uśmiechem na ustach.
- Żadna pani, mów mi Pattie. - skinęłam głową i powtórzyłam pytanie zmieniając nieco formę.
- Pomóc ci w czymś Pattie? - spytałam grzecznie.
- Mogłabyś jeśli możesz porozstawiać naczynia - oznajmiła, po czym wróciła do mieszania zupy.
- Oczywiście - podniosłam z blatu naczynia i skierowałam się do wyjścia z kuchni.
- Chodź kochanie, pokarze ci gdzie jest jadalnia. - oznajmił Justin to, tak żeby Pattie usłyszała. Poprowadził mnie do jadalni, po czym pomógł mi rozstawić naczynia, już chciałam wrócić do kuchni kiedy nagle ktoś złapał mnie za talię i odwrócił w swoją stronę. Oczywiście nie kto inny, tylko Justin. Spojrzałam w jego brązowe tęczówki w których widziałam rozbawienie. Chciałam już się spytać z czego on jest taki wesoły lecz przerwał mi jego głos.
- Kto by pomyślał że Ariel Evans może być miła dla kobiety która urodziła najniebezpieczniejszego gangstera w Kanadzie. - rzekł po czym się zaśmiał. Przewróciłam oczami i chciałam mu odpowiedzieć jakąś ciętą ripostą, lecz przycisnął mnie z mocną siłą do ściany. Zdziwiłam się że Pattie nie przybiegła przez ten huk. Niezłe mają tu ściany. Justin przybliżył się, przez co dotykaliśmy się czołem i nosem.
- Nie wywracaj na mnie oczami, suko. - skwitował, po czym puścił mnie, lecz zanim to zrobił pocałował mnie w czoło i uśmiechnął się do właśnie wchodzącej Pattie. Uśmiechała się do nas, co oznaczało że nie widziała i nie słyszała co się stało. Justin odsunął mi i swojej mamie krzesło, zdziwiło mnie to, ale cicho podziękowałam i usiadłam na swoim miejscu. Brandon szybko przybiegł i usadowił mi się na kolanach.
- Brandon zejdź z kolan Ari, tak nie ładnie. - oznajmiła Mama Bieber, nakładając nam zupy. Brandon mruknął i się zasmucił, chciał już zejść z moich kolan, lecz go zatrzymałam.
- Nie, mi to nie przeszkadza. Jeśli chce może siedzieć. - uśmiechnęłam się i pocałowałam Brandona w policzek.
- Smacznego. - powiedziałam po czym zaczęłam karmić siebie i Brandona. Rozmawialiśmy wszyscy ze sobą w miłej atmosferze. Po chwili usłyszałam pytanie, na które tak bardzo nie chciałam odpowiedzieć.
- A kim są twoi rodzice? - spytała z uprzejmością Pattie. Justin tak samo jak ja zamarł, ale szybko się otrząsnęłam i ponownie wsadziłam łyżkę zupy do buzi Brandona.
- Mamo...nie. - powiedział cicho Justin.
- Justin, spokojnie. - powiedziałam do niego, lekko się uśmiechając. - Moi rodzice nie żyją. - następna łyżka zupy wylądowała w buzi malucha. Chciałam już mówić dalej ale przeszkodziłam mi w tym Pattie.
- Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. - oznajmiła mama Justina, pocierając moje ramię.
- Kiedyś to musiałabym powiedzieć. Gdy mój brat zginął, moi rodzice się załamali, mama zaćpała się na śmierć, a tata upił do nieświadomości i zeskoczył z mostu. - powiedziałam znowu dając łyżkę pełną zupy Brandonowi. Poczułam jak czyjaś ciepła ręka gładzi moje kolano,dodając mi otuchy, spojrzałam w tamtą stronę i dostrzegłam rękę Justina, podniosłam wzrok na niego i uśmiechnęłam się, co odwzajemnił. Nie był to jakiś zboczony, czy kpiący lub sztuczny uśmiech. Było to naprawdę szczere.
- Przepraszam, nie wiedziałam. - zasmuciła się Pattie. Pogłaskałam ją po ramieniu, przez co podniosła wzrok na mnie.
- Nic się naprawdę nie stało, to już przeszłość. - rzekłam uśmiechając się. Po przegadaniu jeszcze kilkunastu minut, wstaliśmy i posprzątaliśmy. Przyszła pora się pożegnać.
- Ari, bardzo miło było cię poznać. Mam nadzieje że jeszcze się zobaczymy. Chcę lepiej poznać moją synową. - powiedziała po czym mnie mocno przytuliła. Odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się.
- Mamo... - przewrócił oczami Justin. Pattie do niego podeszła i również przytuliła.
- Masz o nią dbać, jest tego warta. Jeśli ją skrzywdzisz będziesz mieć ze mną do czynienia. - Powiedziała i pogroziła mu palcem, zaśmialiśmy się wszyscy. Poczułam jak ktoś mnie ciągnie w dół za rękę, przykucnęłam i dostrzegłam Brandona, który rzucił mi się na szyje i zaczął tulić. Również go przytuliłam.
- Kocham cę. - powiedział mi na ucho maluch, uśmiechnęłam się i mocniej w niego wtuliłam.
- Ja ciebie też skarbie. - wyszeptałam po czym wstałam i skierowałam się w stronę Justina. Pomachaliśmy jeszcze na pożegnanie i weszliśmy do samochodu. No to teraz do dziewczyn. Jechaliśmy cały czas w cichy, tylko muzyka grała. Położyła głowę na szybę i patrzyłam jak mijamy drzewa z dużą prędkością.
- Polubiła cię - powiedział cicho Justin, spojrzałam się na niego ze zdezoriętowaniem, gdyż odpłynęłam myślami. Spojrzał na mnie i najwyraźniej zobaczył że nie wiem o co chodzi, gdyż wytłumaczył swoją wypowiedź.
- Moja mama cię polubiła. - a więc o to chodzi.
- Aaa... Też ją bardzo polubiłam. - odpowiedziałam uśmiechając się do siebie. - Czemu nazwałeś mnie swoją dziewczyną, skoro ustaliliśmy że jesteśmy przyjaciółmi? - spytałam zaciekawiona.
- Bo jakbym powiedział ci w samochodzie że powiemy że jesteś moją przyjaciółką, to wpadłabyś w szał, a był z nami Brandon, dlatego tego nie chciałem. A do tego Pattie by mi nie uwierzyła że jesteś moją przyjaciółką, dlatego że nigdy w życiu nie miałem żadnej przyjaciółki. - skwitował, co oznaczało, koniec rozmowy. Szczerze? Miał rację, bym zrobiła mu w samochodzie zadymę. Jednak nie jest taki głupi jak myślałam. Po jakimś czasie dojechaliśmy do domu dziewczyn i wyszliśmy z samochodu, zabierając jeszcze swoją torbę z ubraniami. Był to mój dom, więc nie pukałam i weszłam do środka. Było strasznie cicho, to nie możliwe że drzwi są otwarte, a nikogo nie ma w domu. Przeszłam przez korytarz by otworzyć szafkę na kluczę, wyjęłam stamtąd broń i odbezpieczyłam ją. Odwróciłam się do Justina i pokazałam mu by wyjął swoja broń, tak też zrobił. Pokazałam mu byśmy się rozdzielili, skinął głową że się zgadza i ruszył w przeciwną stronę niż ja. Wymierzyłam pistolet przed siebie i przeszłam przez salon, który był pusty, weszłam cicho do kuchni przeszukując czy nikogo nie ma, był pusty tak jak salon. Sprawdziłam jeszcze jadalnie, pokój Sevany, Neli i były pokój Lux. Justin sprawdził gabinet i wszystkie łazienki, było pusto. Został tylko mój pokój. Wymierzyliśmy pistolet w zamknięte drzwi. Justin skinął głową że wyważy drzwi, zgodziłam się po czym lekko odsunęłam. Stanął w jednej pozycji, po czym kopnął drzwi z całej siły, przez co futryna wyleciała razem z nimi. Wycelowaliśmy pistolet poziomo i weszliśmy do środka, osłaniając siebie nawzajem. Gdy przeszukaliśmy wszystkie zakamarki wyjęłam torbę z szafy po czym wszystkie ciuchy schowałam do środka. Weszłam do łazienki i przeżyłam szok.
- Justin. - pisnęłam. Szybko zjawił sie obok mnie, na jego twarzy też malował się szok. Ciało Sevany i Neli leżały w wannie całe we krwi. A na lustrze widnieje napis 'Ty będziesz następna suko' namalowany krwią. Poczułam jak moje policzki stają się mokre, przez Niagarę łez. Justin zabrał moją torbę po czym wrzucił wszystkie moje rzeczy do niej. Wyszłam z łazienki gdyż nie mogłam już patrzeć na ten piekielny widok. To nie możliwy. Wciągu tygodnia straciłam wszystko co było dla mnie najważniejsze.Wyjęłam kluczyk spod biurka, po czym podniosłam dywan i rzuciłam go na drugi koniec pokoju, przykucnęłam i odnalazłam wzrokiem kontury prostokąta wyciętego z podłogi. Wsadziłam kluczyk do środka i przekręciłam go 2 razy, a następnie pociągnęłam do góry by się otworzył, tak tez się stało. Zauważyłam że w środku znajduję się jakieś czerwone opakowanie w ładnie zawiniętą kokardkę, wyjęłam to i poczułam że to jest naprawdę ciężkie.
- Co to? - spytał Justin, przykucając przy mnie. Ruszyłam ramionami z odpowiedzą że nie wiem. Przyłożyłam do ucha i potrząsnęłam, usłyszałam tylko lekki stukot metalu, lecz też było mi to ciężko usłyszeć gdyż strasznie głośno oddychałam. Justin spojrzał ze strachem na czerwone opakowanie, po czym przyłożył swoją rękę do moim ust, by uciszyć mnie. Oboje usłyszeliśmy ciche tykanie, które stawało się coraz szybsze. To oznaczało tylko jedno...
- BOMBA! - krzyknął Bieber uprzedzając mnie.

*~*
Starałam się ten rozdział jak najszybciej napisać. Lecz nie było to łatwe bo straciłam wenę na 3 dni.
Ale moja kochana przyjaciółka mi pomogła.
Mam nadzieję że wam sie spodoba.
KOMENTUJESZ - JA MAM LEPSZĄ WENĘ! ♥

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 10

'Żyjemy nie tak, jak chcemy, lecz tak, jak potrafimy.'

Ciepłe promienie słońca, padały na moją twarz. Siedziałam na parapecie skulona, na moich ramion spoczywał niebieski koc. Moje tęczówki studiowały panoramę znajdującą się za oknem. Mnóstwo drzew, kilkanaście domów, droga przez którą od czasu do czasu przejeżdżały samochodu i grupka ludzi ubranych na czarno. Widać było że chociaż połowa z nich jedzie na sterydach, najdziwniejsze było to że za nimi wlokła się jakaś dziewczyna, nawet z daleka mogłam dostrzec że jest naprawdę ładna, jej wygląd kaleczyła tylko duża blizna wzdłuż policzka i kilka siniaków. Była bita. Jak patrzę na tą dziewczynę, to myślę że w miejscy w którym teraz jestem, to nie jest tak źle. Pamiętam że od kiedy wpadłam w to całe gówno z gangiem, starałam się żeby nikt nie podniósł ręki na Lux, Sevane i Neli. Wystarczająco że przeze mnie dołączyły do gangu. Może to "porwanie" które zaintrygował Bieber nie jest takie złe, może dzięki temu dziewczyny już nie będą w tym całym gównie. Wystarczająco im w życiu namieszałam, nie chce by przeze mnie straciły życie. I tak już przeze mnie zginęła Lux. Tak, myślę że to był bardzo dobry pomysł i chyba jedyny najlepszy. Tylko żebym mogła chociaż się pożegnać z nimi dwoma. Chociaż, też nie wiem czy to jest dobry pomysł. Może będą miały mi to za złe że je zostawiłam, ale przecież ja nie zrobiłam tego celowo. Nawet nie wiem czemu mnie porwali. Zawsze jak zaczynam ten temat, chłopaki się wściekają i nie chcą mi powiedzieć, po kilku próbach 'dowiedzenia się' czegoś, odpuściłam. Po moim dzisiejszym omdleniu, miałam mętlik w głowię. Jak to możliwe że Cris jest moim bratem? Przecież mojego brata zastrzelili, prawda? Usłyszałam jak drzwi się lekko uchylają, lecz nie odwróciłam wzroku od okna. Nadal patrzyłam na już trochę przyciemnione niebo. Czułam że ta osoba stoi centralnie za mną.
- Domyślam się że masz mętlik w głowie. - usłyszałam stłumiony głos Crisa. Nie odezwałam się słowem, co musiało dać mu odpowiedz.
- Gdy się urodziłaś byłem najszczęśliwszą osobą na świecie. Nawet nasza własna matka nie cieszyła się tak jak ja. Od pierwszych twoich dni się tobą opiekowałem. Sprzedawałem swoje zabawki innym dzieciakom, by móc kupić ci mleko, gdyż kobieta którą kiedyś nazywałem matką nie chciała cię karmić. Ona się ni chuja nami nie interesowała. Pewnego dnia wyszedłem z domu by kupić nam jedzenie i zajść do babci, która jako jedyna starała się nam pomóc, lecz gdy wróciłem przeżyłem szok, ten skurwysyn znany również jako 'ojciec' - tu zrobił cudzysłów. Widziałam go ponieważ usiadł obok mnie na lodowatym parapecie. Gdy mówił o tym widziałam ból w jego oczach, w tych tęczówkach które mają takie same geny. - bił cię, kopał, aż w końcu zrobił coś co mnie najbardziej w życiu przeraziło. Podniósł cię i upuścił o podłogę. Starałem się go odciągnąć od ciebie, gdy usłyszałem jak zaczynasz jeszcze bardziej płakać, coś we mnie pękło, wyjąłem z szafki nóż i wbiłem mu go w plecy, zrobiłem tak kilka jeszcze razy w klatkę piersiową. Zmarł na miejscu. Miałem tylko 6 jebanych lat, gdy pierwszy raz kogoś zabiłem. Ale nie żałuje tego, gdybym mógł zrobić bym to ponownie. Sąsiadka usłyszałam twój płacz i zadzwoniła po policję. Ta suka która nas urodziła, poszła na dziwkę, zaraziła się jakąś chorobą i zmarła, a mnie wsadzili do domu dziecka, ty leżałaś w śpiączce przez długi czas. - płakałam. Oboje płakaliśmy. Nigdy w życiu nie przypuszczałam że byłam tak katowana, za nic tego nie pamiętam. Cris najwyraźniej umie czytać w myślach, bo wszystko wytłumaczył. - Okazało się że miałaś złamane żebro i wstrząs mózgu. Lekarz powiedział że nie będziesz pamiętać niczego co było przed tym wypadkiem. Tydzień po tym jak oddali mnie do domu dziecka, przygarnął mnie Neon. Nauczył mnie tego wszystkie co jest potrzebne by być w gangu, przyjaźnił się z Josh'em. I tak starali się wpajać od małego mi i chłopakom całą historię gangów i tego co było nam potrzebne by przetrwać. I tak aż do teraz. Lecz cały czas byłaś w mojej głowię, nie mogłem przestać o tobie myśleć. Czy dobrze cię traktują. Okazało się że cię przenieśli, byś była jak najdalej ode mnie. Ale udało mi się ciebie odnaleźć. Wiedziałem wszystko co się z tobą dzieje, od tamtego momentu byłem spokojny. Ale obiecałem sobie że kiedyś cię zabiorę stamtąd. - odpowiedział i spuścił głowę. Przysunęłam się do niego, po czym objęłam go w pasie i wtuliłam się w jego klatkę piersiową, cicho łkając, również się do mnie przytulił.
- Więc po co mnie porwaliście skoro wiedziałeś wszystko o mnie? - spytałam cicho. To było dla mnie niezrozumiałe.
-Tylko ja, Josh i Neon wiemy czemu tu jesteś. Chłopaki myślą że to zlecenie Josh'a by cię na początku zakatować a potem zabić. - gdy to powiedział, przestraszyłam się. Cris zauważając że się spięłam zaczął robić kółka na moich plecach.
- Spokojnie, nic ci nie zrobimy. - zaśmiał się. - Nie skrzywdzę cię. - wyszeptał.
- Czemu zastrzeliliście mojego brata? - spytałam. Może i nie był on moim prawdziwym rodzeństwem, ale tak go traktowałam i nie zmienię zdania.
- Nie my go zastrzeliliśmy. Wkopał się w narkotyki i zadurzył się u Jamesa, chciał go zabić, wiedziałem że jest dla ciebie ważny, więc zagadałem z Josh'em. Wymyśliliśmy plan, chłopakom nagadaliśmy że Alex był winny hajs za prochy, więc musieliśmy go uprowadzić, lecz nie zrobiliśmy mu krzywdy. Gdy zamknęliśmy go w magazynie dla bezpieczeństwa, zapomnieliśmy zamknąć jednego jebanego okna na dachu. James wlazł do środka, w tym samym czasie co my przyjechaliśmy, weszliśmy w tym samym czasie co on do niego strzelił. Najwyraźniej usłyszał hałas otwieranych drzwi, zabrał ciało i uciekł. Lecz przed tym zauważyłem jak wyciąga jego martwe ciało przez okno i dotąd go nie widzieliśmy. - wytłumaczył całą historię.
Byłam w nieodgadniętym szoku. Jestem ciekawa, czy wie na temat moich 'przyszywanych' rodziców wszystko. Na temat ojca który się spił i skoczył z mostu i na temat matki. - Ari, ja wiem na temat twoich rodziców. Wiem że ich nie zabiłaś. Wiem że twój ojciec skoczył z mostu po upiciu się. Wiem że twoja matka zaćpała się na śmierć. - wyszeptał. Gdy przypomniał mi o tym wszystkim, zaczęłam znowu szlochać. Cris szybko przytulił mnie do siebie i zaczął bujać w przód i tył by mnie uspokoić.
- Przepraszam. Bardzo cię przepraszam. - szeptał mi do ucha.
- Z-za co ? - zająknęłam się, podnosząc głowę, by na niego spojrzeć.
- Za to że cie opuściłem, że nie byłem przy tobie kiedy tego potrzebowałaś. Że nie byłem idealnym bratem. - powiedział, po czym po jego policzku spłynęło kilku łez. Wytarłam je wierzchem dłoni, następnie pocałowałam go w policzek i mocno się wtuliłam.
- Jesteś najlepszym bratem na świecie. - wyszeptałam tak by tylko on mógł to usłyszeć, chociaż nikogo oprócz nas nie było w pokoju. Nagle usłyszeliśmy huk otwieranych się drzwi i Justin stojącego w nich, po chwili dobiegli chłopcy.
- Sorry kurwa że przeszkadzam w tej sielance. Ale niech mi ktoś to do jasnej kurwy nędzy wyjaśni! - wysyczał Bieber.
- Przepraszam Cris, ale nie mogliśmy go zatrzymać. - wypowiedział się zza Justina Nick.
- Spokojnie i tak pewnie chcecie wyjaśnień. - powiedziałam. Mój brat wytłumaczył im wszystko od początku. Pod koniec każdy z nich był w gigantycznym szoku. Gdy wszystko do nich dotarło Justin podniósł się z miejsca na których wcześniej siedział i  podszedł do Crisa. Zamachnął się i trafił z pięści prosto w jego nos.
- Okłamywałeś nas od początku! - wykrzyknął Bieber. Chciał się zamachnąć ponownie, ale stanęłam po miedzy nimi, a Nick z Travisem złapali całego nabuzowanego bruneta za ramiona. Cris splunął krwią i podniósł wzrok na Justina.
- Musiałem! - także wykrzyknął Mendler.
- Mogłeś nam kurwa powiedzieć. - zniżył lekko ton głosu, ale nadal krzyczał.
- Czym miałem się do jasnej cholery chwalić? Że mięliśmy matkę dziwkę, a ojciec nas katował. Nie, dzięki. - odparł szatyn.
- Byśmy coś wymyślili. - bronił się Justin.
- Bieber, masz siostrę. Na moim miejscu byś zrobił to samo. - wypowiedział się Cris, po czym wyszedł z pokoju. Kiedy Justin przestał się wyrywać chłopaki go puścili, skinęłam do nich głową by wyszli z pokoju.
- Ty Bieber zostajesz. - oznajmiłam, gdy zauważyłam jak skierował się w stronę wyjścia z pokoju. Stał do mnie tyłem, cały czas nie odwracając się.
- Po co go kurwa uderzyłeś? - spytałam. Jestem pewna że mnie słucha, może i stał tyłem, ale wiedziałam to.
- Bo mnie wkurwił. Nienawidzę ludzi którzy kłamią. - syknął przez zęby, po czym się odwrócił. Jego oczy stały się lekko ciemne. Nigdy u nikogo nie widziałam że jak się wkurza to oczy mu ciemnieją.
- I co? Za każdym razem jak ktoś cię wkurwi, będziesz go napierdalać po mordzie. - powiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersi. Justin zaczął się zbliżać w moją stronę po czym popchnął mnie na ścianę i rozłożył ręce po obu stronach mojej głowy, przez co byłam w 'pułapce'.
- Nie mów mi kurwa co mam robić. - wyszeptał mi prosto do ucha. Skręciłam głowę w prawą stronę i dostrzegłam na jego rękach zaschniętą krew po Cris'ie.
- Ugh, pierdol się. - syknęłam i pociągnęłam go za rękę, w stronę łazienki.
- Siadaj - powiedziałam do Justina, kiedy weszliśmy do łazienki. Usiadł na roku wanny przez co czułam na sobie jego wzrok gdy przeszukiwałam szafki by znaleźć tą jebaną apteczkę.
- Ręka - siknęłam do niego głową, gdy zamoczyłam wacik w wodzie utlenionej. Zrobił tak jak kazałam. Gdy przycisnęłam wacik do jego rannych kostek, syknął z bólu.
- Nie bądź cipą. - zasygnalizowałam. Na twarzy Justina wstąpił malutki uśmieszek, ale tak jak szybko się pojawił tak zniknął. Oczyściłam kostki z krwi, po czym zabandażowałam je.
- Gotowe. - szepnęłam, po czym skierowałam się do umywalki, by umyć swoje ręce. Zadrżałam kiedy usłyszałam jego ochrypły głos przy moim uchu.
- Dziękuje, shawty. - podniosłam wzrok na lustro, widziałam w odbiciu jak Justin schyla się jeszcze bardziej, niż przedtem i całuje mój policzek, zostawiając usta przez kilka sekund dłużej. Po czym jak gdyby nigdy nic, wychodzi z łazienki, z tym swoim zawiackim uśmiechem. Przewróciłam oczami i także wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół, po czym usiadłam na sofie. Schyliłam się po pilota i nacisnęłam duży czerwony przycisk, włączający telewizję. Skakałam po programach, gdy nagle natrafiłam na wiadomości.
' Wczoraj na obrzeżach Stratford, w 'złej' części miasta znaleziono 2 rozbite samochody, jeden z nich to Mustang, a drugi Jeep. Znaleziono w nich 2 ciała, kobieta i mężczyzna, kobieta to nie jaka Lux Lewis, była członkinią znanego gangu. Nie ma żadnych danych o mężczyźnie. Myślimy że wypadek spowodował jakieś porachunki gangsterskie. Świadkowie twie...' Dalej nie byłam już wstanie słuchać. Złość we mnie rosła. Straciłam najlepszą przyjaciółkę. Przez moją jebaną głupotę.
- Ugh. Kurwa!- krzyknęłam po czym szybko wstałam z sofy i zaczęłam krążyć po pokoju. Zamachnęłam się przez co pięścią rozbiłam wazon. Zaczęłam po kolei zwalać wszystkie rzeczy z półek by móc wyładować złość. Czułam jak krew buzuje mi w żyłach a łzy lecą po policzkach. Nagle ktoś mocno pociągnął mnie za ramię i złapał za oba nadgarstki. Spojrzałam w górę i dostrzegłam tak dobrze mi znane brązowe tęczówki, w których tym razem czaiło się zdezorientowanie. Miałam teraz w dupie to że jest wkurwiający i że go nienawidzę. Owinęłam go rękoma w pasie i wtuliłam się do jego klatki piersiowej. Justin najwyraźniej był na początku bardzo zdziwiony, ale po chwili objął mnie ramionami i odwzajemnił gest, pocierając moje plecy.
Szlochałam w jego koszulkę, mocząc ją, ale nie przeszkadzało mu to. Mocniej mnie do siebie przyciągnął, choć nie wiem czy dało rade jeszcze bardziej.
- Cii. - starał się mnie uspokoić, szeptał mi do ucha słowa otuchy, przez co zaczęłam się powoli uspokajać. Justin spojrzał na telewizor, gdzie aktualnie pokazywali zdjęcia z miejsca wypadku i zrozumiał czemu wpadłam w furię. Po kilku minutach uspokoiłam się. Nagle Brandon przybiegł ze schodów i podbiegł do nas.
- Ari, dlaczego płaczesz? - spytał cichutko. Oderwałam się i przykucnęłam przy maluchu, by być na tym samym wzroście.
- Niechcący walnęłam ręką o wazon i mnie teraz bardzo boli ręka. - powiedziałam lekko się uśmiechając. Musiałam skłamać, co miałabym mu powiedzieć. Wpadłam w furię przez śmierć mojej przyjaciółki i rozwaliłam wazon. No chyba nie.
- Tato, czy mogę iść do parku z Ari pograć w piłkę? - spytał z nadzieją Mini Bieber, kierując pytanie do Justina. On uśmiechnął się i skinął głową że się zgadza.
- Ale idę z wami. - oznajmił. Brandon szeroko się uśmiechnął i przytulił się do moich i Justina nóg. - Idź się przebież. - zadeklarował. Maluch szybko pobiegł po schodach. - Powiem chłopakom żeby to posprzątali. - powiedział i skierował się w górę schodów, ale podbiegłam szybko do niego i pociągnęłam go za ramię, kiedy się odwrócił, pocałowałam go w policzek, wyszeptałam ciche 'dziękuje' i pobiegłam do swojego pokoju. Przebrałam się w szybko w inne ubranie, po czym umyłam dokładnie twarz i zbiegłam na dół gdzie czekali już Justin i Brandon. Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się w stronę parku.
- Ja chcę być z Ari. - oznajmił Brandon i położył piłkę na ziemi. Graliśmy z dobrą godzinę. Co chwila się śmialiśmy i wywracaliśmy. Było 6:5 dla mnie i Brandona. Nagle kiedy maluch chciał trafić w bramkę wykopał piłkę do małego lasku. Chciałam iść już po nią, ale Brandon mnie uprzedził i powiedział że sam pójdzie. Podeszłam do Justina.
- I co? Przegrywasz. - zaśmiałam się.
- Jeszcze zobaczymy. - oznajmił. Gadaliśmy przez jakiś czas, a Mini Bieber nadal nie wrócił, zaczęłam się martwić.
- Idę zobaczyć co z nim. - powiedziałam i pobiegłam w stronę lasku. Chodziłam odgarniając liście i gałęzie, które zagradzały mi drogę, cały czas nawołując jego imię. Nigdzie go nie było. Przestraszyłam się, wyszłam z lasku i podbiegłam do zniecierpliwionego Justina. Gdy zauważył że idę sama, widziałam szok wymazany na jego twarzy. To co mu powiedziałam wprawiło go w osłupienie.
- Brandon zaginął.

piątek, 6 września 2013

Rozdział 9

* PoV Ariel *

Gdy poczułam że zaczynam się powoli rozbudzać, mruknęłam coś pod nosem i mocniej się wtuliłam w moją cieplutką poduszkę. O dziwo była twarda i wcale nie puchowa, niż wcześniej. Ale nie miałam siły otwierać powiek by zobaczyć co jest nie tak. Lecz gdy tak leżałam, poczułam jak ta poduszka podnosi się i opada. To już było dziwne. Uchyliłam powieki, ale iskry światła dostały mi się do oczy, przez co musiałam je od razu zamknąć. Po kilku próbach w końcu udało mi się otworzyć powieki bez żadnego problemu. Podniosłam głowę i dostrzegłam te brązowe tęczówki z których iskry zadowolenia strzelały we wszystkie strony.
- Dzień Dobry - powiedział, po czym się szyderczo uśmiechnął. Spojrzałam na nasze sylwetki, i dostrzegłam że leżałam wtulona w klatkę piersiową Justina, on obejmował mnie ciasno ramieniem, a nogi mieliśmy splecione ze sobą. Każdy by powiedział że wyglądamy jak para zakochanych w siebie ludzi, ale tylko nie liczni wiedzą jak jest naprawdę. Chciałam się od niego odsunąć bo było mi głupio, ale on jeszcze ciaśniej mnie do siebie przybliżył, nie miałam szans się wyrwać. Położyłam się tak jak wcześniej i znów powróciłam wzrokiem na jego karmelowo-brązowe tęczówki.
- Czy możesz mnie puścić? - syknęłam. Miałam wielką ochotę przyjebać mu w ryj za wszystko co mi zrobił, za brata, za to że mnie tu trzyma i za wszystko inne. Tylko kurwa ta moja jebana troska o młodszych, o Brandona. Gdybym zabiła Biebera, Brandon by był bez ojca. Wystarczająco że jest bez matki, nie chce by przeżył to samo co ja.
- Jakoś to ci nie przeszkadzało, jak się do mnie tuliłaś. - powiedział i uśmiechnął się kpiąco.Przewróciłam oczami i położyłam głowę na jego klatce piersiowej, gdy to zrobiłam, byłam pewna że się uśmiechnął. Leżeliśmy w ciszy w takiej pozycji przez jakiś czas, dopóki nie przerwał jej Justin.
- Skąd znałaś Browna? - spytał. Szczerze? Zdziwiłam się tym pytaniem, ale w końcu uratował mi życie, coś za coś. Chyba mogę mu powiedzieć.
- Byłam z Brown'em 3 lata. Po tych jebanych 3 latach, poznał mnie na jakieś imprezie ze swoimi kumplami, on gdzieś odszedł, a jego podpici koledzy zaczęli się do mnie dobierać, miałam na sobie płaszcz Brown'a, zauważyłam w nim pistolet, pierwszy raz miałam coś takiego w ręku, ale nie miałam wtedy czasu na myślenie. - wciągnęłam powietrze, po czym je wypuściłam. Justin zaczął mnie pocieszająco głaskać po moim odkrytym ramieniu. - Wycelowałam w jednego z nich i nacisnęłam za spust, po czym nacisnęłam go jeszcze kilka razy w stronę reszty jego kolegów. Potem była tylko krew i ucieczka. - przy ostatnim zdaniu głos mi się ściszył. Nadal miałam przed oczami widok mnie prawie w samej bieliźnie, a wokół 5 mężczyzn śliniących się. Zacisnęłam mocno oczy i usta by wymazać z głowy tej obraz.
- Skąd wiedział że jesteś uczulona na Euthyrox? - spytał, spojrzałam w górę, ponownie natrafiając na jego tęczówki. Wypuściłam powietrze z ust, po czym zaczęłam tłumaczyć.
- Kiedyś zachorowałam, lekarz dał mi lekki w którym było Euthyrox. Po nich zasnęłam i nie mogli mnie wybudzić. Więc Brown zawiózł mnie do jakiegoś jego lekarza i mu najwyraźniej powiedział że jestem na to uczulona, więc to wykorzystał przeciwko mnie. - Chuj jebany. Wstrzyknął mi to i myślał że jak zasnę to będzie mógł robić ze mną wszystko na co mu nie pozwalałam. Jak ja się ciesze, że strzeliłam mu kulkę w łeb. Justin tylko skinął głową że rozumie i zamknął oczy, po czym położył głowę na poduszkę. Zaczęłam mu się przyglądać, zauważyłam że miał dobrze wyrzeźbione kości policzkowe, nie miał tego 'dziecięcego tłuszczyku', usta miał lekko zaróżowione i pełne, nos idealnie dopasowany do jego twarzy, a długie rzęsy upadały mu na policzki.
- Zrób zdjęcie, chyba będziesz tak samo usatysfakcjonowana patrząc na nie, jak teraz na mnie. - powiedział, nadal z zamkniętymi oczami, a jego kąciki ust lekko uniosły się w górę. Szybko spuściłam wzrok. Gdy poczułam jak jego ręka lekko odpuszcza w uścisku, podniosłam się i pociągnęłam moją bluzkę w dół, gdyż podwinęła mi się. Spałam tylko w damskich bokserkach i krótkim t-shircie, więc czułam się trochę goła gdy wstałam, pociągnęłam koniec kołdry pod którą leżał Bieber, dzięki czemu, ja byłam już zakryta, a Justin leżał pół nagi na łóżku. Szlak, musiał akurat dzisiaj nie zakładać bluzki? Robi to specjalnie. Gdy skapnął się że zabrałam kołdrę i się nią owinęłam, jego chamski uśmieszek powrócił.
- Nie wstydź się. Będziesz niedługo chodzić nago wokół mnie. - powiedział flirtująco w moją stronę, lecz na mnie to nie zadziałało. Przewróciłam oczami i skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych by iść do łazienki. Lecz nie dane było mi przekroczyć nawet progu drzwi, gdyż zostałam z całej siły przygwożdżona do futryny. Poczułam ostry ból w kręgosłupie. Będzie Siniak. Otworzyłam oczy, które wcześniej zaciskałam z bólu i natrafiłam na bardzo ciemny kolor tęczówek, należący oczywiście do Justina.
- Na mnie nie przewraca się oczyma. - syknął przez zęby. Ale on się szybko wkurwia. Miałam wielką ochotę by przewrócić ponownie oczami , ale wolałam się nie narażać na następnego siniaka na plecach. On jest kurwa jakiś bipolarny, na początku jest miły, potem zboczony, a następnie przygwożdża mnie do ściany. No ja pierdole, ale z niego kutas. - Rozumiesz? - syknął ponownie. Gdy nie usłyszał ode mnie odpowiedzi, jeszcze mocniej na mnie naparł, przez co nie mogłam złapać oddechu, po czym ponowił pytanie, jeszcze bardziej wkurwiony. Skinęłam głową że się zgadzam, bo tylko na tyle było stać moje obolałe ciało. Kiedy zauważył że się z nim zgadzam, pogłaskał mnie po głowie.
- Dobra dziewczynka. - powiedział, po czym mnie puścił i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Skuliłam się tak by móc złapać jak najgłębsze oddechy. Wdech, Wydech, Wdech, Wydech. Poczułam jak po moim policzku poleciała łza. Łza bólu.
- Kutas - syknęłam cicho, gdyż głośniej nie dałam rady. Siedziałam skulona w kącie, łapiąc krótkie oddechy, gdy usłyszałam jak drzwi się otwierają. Opatuliłam się mocniej ramionami, bojąc się że to Justin wrócił by mi coś zrobić. Przyznaję się, boję się go strasznie. Coś w nim jest takiego przerażającego. Po chwili poczułam jak coś ciepłego i puchatego leży mi na ramionach. Podniosłam głowę i dostrzegłam Crisa, z troską w oczach, uśmiechnął się lekko lecz ja nie odwzajemniłam gestu. Westchnął głęboko i usiadł obok mnie. Zatraciliśmy się oboje w swoich myślach, gdyż nikt się nie odezwał. Spojrzałam na Crisa, miał zamknięte oczy i lekko uchylone usta, przez które oddychał. Powróciłam wzrokiem na ścianę znajdującą się przede mną i analizowałam wszystko w głowię. Chciałabym wrócić do dziewczyn, być przy nich w tych trudnych chwilach, kiedy nie ma Lux, jeszcze do tego ja zniknęłam. Moje przemyślenia przerwał cichy głos Crisa.
- Co ci zrobił? - powiedział to tak cicho, jakby bał się że ktoś go mógłby usłyszeć.
- Nic. - odpowiedziałam także cicho. Po co miałabym mu to mówić. Gdy Cris zauważył że nic ze mnie nie wyciągnie, podszedł do mnie i podniósł palcem wskazującym i kciukiem moją brodę do góry. Podniósł drugą rękę, przez co się skuliłam. Bałam się że podniesie na mnie rękę. Mendler zauważając mój strach, pogłaskał mnie po policzku swoją ciepłą dłonią.
- Ari, nie skrzywdzę cię. Nie mógłbym. - powiedział szeptem. Spojrzałam mu w oczy i już wiedziałam że mówi szczerze. Powoli podniosłam głowę do góry tak jak wcześniej zrobił to Cris swoją ręką i czekałam na jego ruch. Podniósł ponownie drugą rękę i przejechał opuszkami palców po miejscu gdzie przyduszał mnie Justin. Jestem pewna że są tam ślady po jego rękach, inaczej Cris by nie wiedział gdzie mam ślady po wybrykach Biebera. Zauważyłam że w brunecie wzbiera się złość gdyż zaciskał w pięść wolną rękę. Przywołałam głowę do normalnego kąta stopni.
- ZABIJĘ SUKINSYNA! - krzyknął, po czym wstał i wyszedł szybkim krokiem z pokoju. Ja również podniosłam swoje cztery litery i pobiegłam za Crisem. Wystarczająco że miałam już przejebane u Biebera, nie chce mieć większych problemów. Najwyraźniej się spóźniłam gdyż słyszałam na dole jak krzyczą. Szybko zbiegłam po schodach, po czym skierowałam się w miejsce skąd dochodziły krzyki. 
- Czemu kurwa podniosłeś na nią rękę?! - usłyszałam krzyk Crisa, gdy przekroczyłam próg kuchni.
- A czemu kurwa nie?! Suka nie będzie mnie przedrzeźniać! - również wykrzyknął Bieber. 
- Nie nazywaj jej tak! Ona nie jest kurwa jak te wszystkie inne z którymi się pieprzyłeś! - wydarł się brunet. 
- Chłopaki. Stop! - starałam się ich jakoś uspokoić , ale na marne. Jakby kurwa mnie tu nie było. A gdzie jest Nick i Travis kiedy są potrzebni?! Oni się kłócą, a oni nie wiadomo gdzie są.
- Co ty ją kurwa tak bronisz?! Od początku przypominałeś nam że nie można jej bić, znęcać się nad nią, prosiłeś mnie o to by mogła wychodzić normalnie z pokoju i żebyśmy ją zabrali z piwnicy! Wiedziałeś kurwa lepiej od lekarza co jej dolega! Co ty się tak kurwa o nią troszczysz?! - wykrzyknął Justin, widać było już jego żyły na szyi. Szczerze? Też byłam ciekawa tego pytania. Od kilku dni, bardzo mnie to ciekawiło.
- Bo ona jest kurwa moją siostrą! - syknął Cris. Zamurowało mnie. Ale..ale jak to? Przecież mi zabili brata i to jeszcze ich gang to zrobił, sam Justin. O co tu kurwa chodzi? Usłyszałam jak ktoś przeklina za mną. Odwróciłam głowę i dostrzegłam tam Nicka i Travisa. Ponownie skierowałam wzrok na Justina i Crisa, którzy w tym samym czasie odwrócili się w moją stronę. Głowa buzowała mi z bólu. Patrzyłam na nich z wytrzeszczonymi oczami.
- Co ? - szepnęłam. Widziałam jak Cris coś mówił, gdyż poruszał ustami, lecz nic nie słyszałam. Potem były tylko mroczki i ciemność.



*^^*

Przepraszam wszystkich za to że tak późno dodaje rozdział, Ale byłam strasznie zabiegana.
Wiecie, szkoła, książki, lekcje i prace domowe.
Mam nadzieje że podoba wam się rozdział. Czekam na komentarze. ;)
KOCHAM WAS!

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 8

* PoV Justin *
Gdy Ashton wyszedł starałem się przez jakiś czas uspokoić, gdy nic mi nie pomagało, wziąłem kluczyki od samochodu i wyszedłem z domu. Jechałem przez jakiś czas samochodem i zastanawiałem się, skąd ona go znała. Skąd wiedziała jak on ma na imię? Dlaczego gdy miała pistolet w ręku nie zastrzeliła mnie i nie uciekła? Jeździłem w tą i z powrotem, by opaść z emocji, ale gówno mi to dawało. Nagle zobaczyłem w oddali tak dobrze znany mi budynek, był strasznie zniszczony, ale teraz nie interesowało mnie zewnętrzny wygląd, tylko to co znajdowało się w środku. Wyszedłem z auta i skierowałem się prosto do wejścia.
- Najlepsza kurwa z tego burdelu w pokoju numer 7. Teraz. - syknąłem w stronę kobiety siedzącej za biurkiem i patrzącą na mnie ze strachem.

* PoV Ariel *

Obudził mnie ostry ból w kostce u prawej nogi. Otworzyłam oczy, po czym przetarłam je ręką by lepiej widzieć. Gdy mój wzrok stał się ostrzejszy i mogłam już wszystko zobaczyć bez rozmazanego widoku, przeczesałam wzrokiem pokój. To było moje dotychczasowy pomieszczenie. Jak ja się tu znalazłam ? Starałam przypomnieć sobie wszystko co było przedtem. Odwróciłam się w stronę ściany. Na myśl o Lux moje oczy się zaszkliły, zaczęłam cicho szlochać. Czemu akurat ona? Czemu to nie byłam ja? To ja ją wciągnęłam w to całe gówno? To wszystko przeze mnie.  Nagle poczułam jak jakieś małe rączki mnie przytulają, odwróciłam się w tamtą stronę, by zobaczyć Brandona.
- Nie płac Ari. - wyszeptał, przez co się w niego mocniej wtuliłam. - Co się śtało ?- spytał cichutko. Nie mogłam mu powiedzieć wszystkiego, ale też nie mogłam go okłamać, nie był niczemu winien.
- Straciłam bardzo ważną dla mnie osobę. - wychrypiałam cichutko. Brandon gdy to usłyszał mocniej się do mnie przytulił.
- Nie płac Ari. Pomyśl siobię że tej osiobię jeśt lepiej tam na górze. Jeśt teraz twoim aniołkiem. - powiedział maluszek. Na 4 latka był naprawdę mądry.
- Ty jesteś moim aniołkiem. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Chłopczyk się uśmiechnął i wstał z łóżka, po czym ja też to zrobiłam. Podniosłam chłopca i zeszłam z nim na dół. Weszłam do salonu i zauważyłam że chłopaki oglądali telewizję, nie było tylko Justina. Gdy zauważyli że ktoś schodzi na dół skierowali wzrok w naszą stronę. Cris podniósł się z sofy i podszedł do mnie.
- Możemy porozmawiać ? -spytał. Skinęłam głową że się zgadzam i odstawiłam Brandona na ziemie, szybko podbiegł do Nicka i rzucił mu się na kolana, gdy zauważył kto to uśmiechnął się do niego i zaczął go gilgotać. Poszłam za Crisem do kuchni lekko kulejąc i oboje usiedliśmy na stołkach. Jednak za nim Mendler usiadł nalał wodę do szklanki i wyciągnął jakieś tabletki po czym położył je obok mnie.
- Weź je. - powiedział łagodnie, co mnie zdziwiło. Ale posłusznie wzięłam leki i popiłam je wodą.
- Co się stało wcześniej? - spytałam cicho.
- No jakby to wytłumaczyć. Chod... - Cris chciał zacząć mi tłumaczyć co się wydarzyło, ale ktoś głośno odchrząknął. Spojrzeliśmy w tamtą stronę i dostrzegliśmy tam Justina.
- Cris weź zrób jakieś jedzenie dla Brandona. Ja jej powiem co się stało. - powiedział Bieber. Cris podszedł do mnie po czym mnie przytulił. Było to trochę dziwne ale uśmiechnęłam się lekko. Po chwili już go nie było. Justin usiadł na tym samym miejscu co Cris wcześniej i zaczął mi się przyglądać. Spuściłam głowę i zaczęłam bawić się swoimi palcami. Nawet nie wiem kiedy a usłyszałam swój głos.
- Dlaczego? - spytałam cicho, nawet nie byłam pewna czy usłyszał co powiedziałam. Ale szybko rozwiałam myśli gdy usłyszałam jego ochrypły głos.
- Ale co, dlaczego? - spytał marszcząc brwi z lekkim zdziwieniem.
- Dlaczego mnie uratowałeś przed wybuchem? - spytałam ponownie, podnosząc głowę by spojrzeć na jego brązowe tęczówki. Chwili nie odpowiadał aż w końcu, wciągnął powietrze, po czym je wypuścił.
- Ty uratowałaś moje, ja uratowałem twoje, przynajmniej starałem się je uratować. - powiedział, lecz gdy zauważył moje zdziwienie zaczął tłumaczyć. - Brown najwyraźniej wstrzyknął ci Euthyrox na który jesteś uczulona. Gdy ciebie złapałem przy wybuchu, ty zemdlałaś. - wstał od stoły a ja przeżyłam szok. Pieprzony Brown. Wiedział że mam na to uczulenie, że nawet mogę umrzeć przez to. Justin ponownie usiadł z szklanką soku pomarańczowego. Siedzieliśmy w cichy przez jakiś czas, myślałam nad tym wszystkim. Mógł zostać w tym samochodzie i patrzeć jak wybucha auto przy którym stałam, ale on sam narażał swoje życie by mnie uratować. - Dlaczego wybiegłaś do tych jebanych palących się samochodów? - syknął w moją stronę. Oho.. Wrócił chamski Bieber. On jest kurwa jakiś bipolarny. Siedzi spokojnie, odpowiada grzecznie, a po chwili staje się chamski i oschły. Nie odpowiedziałam mu, patrzyłam się w swoje palce. Usłyszałam donośny huk obok mnie przez co podskoczyłam na krześle, spojrzałam na Justina, ręce miał zaciśnięte w pięści, a szczęka była mocno zaciśnięta. Spojrzałam w miejsce gdzie usłyszałam huk i zobaczyłam tam kilkasetek malutkich szkiełek i rozlana pomarańczowa substancja.
- Odpowiedz mi kurwa! - warknął okrążając blat kuchenny. Wstałam szybko i także zaczęłam okrążać go po przeciwnej stronie co on. Gdy nie usłyszał odpowiedzi, walnął pięściami w blat, przez co znowu podskoczyłam. Bałam się go. Był jedyną osobą której się bałam. - Mów kurwa! - wydarł się, a jego wzrok stał się ciemniejszy, jego tęczówki już nie były jak karmel i tylko jak smoła. Nie można było nic z nich wyczytać.
- Moja przyjaciółka była w tym samochodzie!. - także wykrzyknęłam. Poczułam jak po moim policzkach leci fala łez. 

Gdy zauważył moje łzy jego oczy złagodniały, znów miały swój brązowy kolor. Mimo że widziałam przez mgłę mogłam zobaczyć jak jego ręce też odpuszczają. Już nie był napięty. Miałam w dupie to że widzi jak płacze, może przynajmniej teraz nie będzie uważał że jestem zimną suką. Widziałam przez łzy jak zaczął się do mnie zbliżać, ale się nie odsunęłam, coś w jego oczach mówiło mi że nic mi nie zrobi.  Podszedł do mnie i zrobił coś czego nigdy nie spodziewałam się po nim. Przytulił mnie. Byłam zdziwiona. Ale nawet taka "zimna suka" jak ja też czasem tego potrzebuję. Owinęłam ramiona wokół jego pasa i mocno się w niego wtuliłam, zanosząc się jeszcze większym płaczem. Gładził mnie uspokajająco po plecach.
- Ciii, nie płacz. - szeptał mi do ucha. Minęło kilka chwil aż w końcu przestałam płakać. Odsunęłam się od niego i wytarłam wierzchem dłoni zaschnięte łzy na policzkach. - Już lepiej? - spytał.
- Tak, dziękuje. - skinęłam głową i lekko się uśmiechnęłam.
- Chodź. Obiecaliśmy coś wcześniej Brandonowi. - powiedział i zaciągnął mnie za rękę do salonu. Chłopaki patrzyli na nas ze zdziwieniem. No tak, przecież mogli usłyszeć krzyki z kuchni. Brandon gdy nas zauważył uśmiechnął się, dzięki czemu na mojej twarzy też pojawił się uśmiech.
- Chodź Brandon. Obiecaliśmy ci coś wcześniej. - powtórz Justin to samo co mówił mi przed chwilą. Było już po dwudziestej drugiej. Brandon szybko zeskoczył z kolan Nicka i podbiegł do mnie łapiąc mnie za rękę i ciągnąc mnie na górę po schodach, zaśmiałam się i dorównałam kroku chłopcu. Weszliśmy do pokoju Brandona, naszykowałam mu piżamkę, po czym pomogłam mu się przebrać. Wskoczył do łóżka, na szczęście było ono gigantyczne więc Justin i ja też się zmieścimy. Trochę mnie to przerażało że będę w jednym łóżku z Bieber'em. Ale robie to dla Brandona.
- Zachwilę wrócę. - oznajmiłam mu i wyszłam z pokoju. Skierowałam się do mojej torby z ubraniami, po czym założyłam wcześniej znalezioną piżamę. Po chwili już byłam z powrotem w pokoju chłopca. Zauważyłam że Justin leżał już obok Brandona.
- Więc jaką książkę mam przeczytać? - spytałam, przeglądając szafkę w której znajdowały się różnie baśnie.
- Klólewnę Śnieszkę. - wyseplenił malutki Bieber. Uśmiechnęłam się, po czym położyłam obok Brandona. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Gdy byłam przy połowie książki usłyszałam głos malucha.
- Ja tesz będę kiedyś takim kśięciem. - powiedział, uśmiechnęłam się tak samo jak Justin na jego słowa. Zaczęłam dokańczać książkę, lecz po jakimś czasie ponownie przerwało mi coś. Ktoś cichutko chrapał. Spojrzałam w lewo i dostrzegłam że i Justin i Brandon już spali. Odstawiłam książkę na bok po czym zgasiłam lampkę i zamknęłam oczy. Lecz nie było mi dane porządnie usnąć gdyż usłyszałam dzwięk telefonu, oznajmiającego że przyszedł sms. Najwyraźniej był to telefon Justina bo usłyszałam poruszające się lekko łóżko, dalej nie wiedziałam co się dzieje, gdyż zasnęłam.

* PoV Justin *

Gdy Ariel czytała bajkę dla Brandona, poczułem się senny i zasnąłem. Nie dane było mi jednak pospać całą noc bez zakłóceń bo usłyszałem dźwięk mojego telefonu, wyjąłem go spod poduszki i odblokowałem by po chwili otworzyć szerzej oczy po przeczytaniu wiadomości:
" Lepiej pilnuj swojej dziewczyny. Bo stanie się z nią to samo co z jej przyjaciółeczką. "