środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 17

- Nic teraz nie mów Bieberowi, znając go teraz chodzi nabuzowany i obmyśla plan jakby mógł szybko dojechać do Brandona i od razu cię zabić. - powiedział już nieco ciszej. Najwyraźniej musiał się skapnąć że tak głośno wydarł japę i przez co Justin usłyszał ostatnie zdanie.
- Ale dlaczego? - spytałam zdziwiona.
- Nie zadawaj chociaż raz zbędnych pytań i zrób to co ci mówie. - warknął. Tak jak mówił tak zrobiłam. Wzięłam telefon ze sobą i szybko pobiegłam na górę i zamykając się w pokoju Justina. - A teraz mnie uważnie słuchaj. - mruknął poddenerwowany Cris. - Za nic nie otwieraj drzwi, chociażby nawet groził ci jak najgorszą krzywdą. - mówił cicho i spokojnie. Lekko przerażona wybabuszyłam oczy. - Jak nie będzie... - 
-Aaa - pisnęłam wystraszona gdy usłyszałam jak Justin starał się dobić do drzwi, wykrzykując ' Ariel, otwieraj!', 'Kurwa, otwieraj te drzwi suko!'. Czemu nie ma Pattie kiedy jej najbardziej potrzebuje? Nie ma to jak wyjść na herbatkę do sąsiadki i zostawić jej syna z 'jego' dziewczyną kiedy chcę ją zabić.
- Oho.. Już się zaczyna. - wyszeptał cicho Cris - Jak nie będzie już żadnych odgłosów za drzwi, będziesz mogła wyjść lecz musisz być naprawdę cicho. Jeśli jednak uda mu się wywarzyć drzwi... - tu przełknął ślinę, a dzwięki jakie były za dzwiami jeszcze bardzej się nasiliły.
- Bedziesz musiała zrobić coś, co nie uważam za stosowne, ale żeby przeżyć musisz. Gdy dostanie się do pokoju, uwiedź go. Uwiedź go jak nikogo innego. Tylko ty sprawisz że zrobi się spokojny. Nie masz pojęcia jak na niego działasz. My już jesteśmy w szpitalu. - mruknął ściszonym tonem. I w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem, strasząc mnie, prze co telefon wypadł mi z rąk i rozbił się o ziemie, rozwalając szkiełko. Bałam się, a nawet nie, była przerażona. Bieber był jedyną osobą na tym zasranym świecie kogo się cholernie bałam. Podniosłam wzrok i pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to jego zakrwawione kostki w lewej ręce. O kurwa.
- Zabije cię suko. - warknął. Ręce miał zaciśnięte w pięści, jego szczęka była mocno zaciśnięta, a oczy wyglądały jak dwa węgielki. Iskrzyła w nich tylko głęboka nienawiść. Do mnie. Kurwa mać, a skąd miałabym wiedzieć że to był syn lidera Dert Devil'ów. Nie znam kurwa życiorysu wszystkich osób z każdego gangu.
- Bieber, uspokój się. - powiedziałam cicho, powoli podnosząc ręke, jakbym chciała jakąś magiczną mocą zatrzymać go. Normalnie zaśmiałabym się z mojego pomysłu, lecz w tej sytuacji nie było mi za wesoło.
- Zabije cię, rozumiesz? Dwa razy naraziłaś Brandona na niebezpieczeństwo. Teraz moja kolej by tobie mogło się coś stać. - mruczał pod nosem, z każdym jego nastepnym krokiem, moje nogi także robiły mały kroczek w tył. Popatrzyłam przerażona w jego czarne tęczówki. Nigdy nie pomyślałabym że kiedykolwiek to powiem ale już brakuje mi jego karmelowo-czekoladowych oczu. - Bedziesz zdychać w męczarniach. Na początku scyzorykiem wygraweruje na twojej skórze moje inicjały. Byś zawsze pamiętała kto ci to zrobił. Następnie zaczne cię bić, kopać i rzucać o ściane. A na sam koniec, zerżne cię do nieprzytomności, byś przez sen powtarzała moje imie, a moja twarz ujawniała się przed twoimi oczami co noc. - warknął przez zaciśnięte zęby. Trzęsłam się ze strachu. Uniosłam wzrok na tęczówki chłopaka, by znaleźć w nich jakieś małe rozbawienie, ale dostrzegłam coś czego się nie spodziewałam. Miał rozszerzone źrenicę. A to skurwysyn.  
Ćpał.
Jebany ćpun. 
 Gdy moje plecy walneły o coś marmurowego, moje ręce automatycznie  przeszukiwały ją, by znaleźć coś czym mogłabym w niego rzucić. Moje opuszki palców, natrafiły na jakiś metalowy przedmiot, dzięki czemu moje palce zacieśniły się w koło tej rzeczy. Mam plan. Przeniosłam wzrok na drzwi od łazienki, licząc w głowie, jakie mam szanse, by się tam dostać. Oh... Pieprzyć to. Zamachnęłam się prawą ręką, wypuszczając owy przedmiot i jak długa pobiegłam do łazienki, zamykając się w niej. Kurwa, Ari. Myśl, Myśl, Myśl. Telefon Justina jest rozbity, Cris z chłopakami za szybko nie przyjadą, bo dopiero są u Brandona. Ah... Ariel, w co ty się wpierdoliłaś? Tym razem będzie go o wiele trudniej uwieść, gdyż może sobie pomyśleć że znowu go wkręcam. Nigdy nie pomyślałabym że kiedykolwiek będę musiała użyć swojego ciała by przeżyć. Skoro Bieber jest zjarany, oznacza to że jest słabszy. Mam jakieś szanse. Może uda mi się uciec. Cały czas w głowie odbiajały mi się dźwięki wybijane o drewno przez Justina.
 - Otwórz te pierdolone drzwi, suko! -
- Kurwa, otwieraj! -
- Jeśli za chwilę nie otworzysz tych drzwi, to je kurwa wywarze! - co chwilę Bieber wymyślał nowe groźby i wyzwiska bym w końcu mu otworzyła. Trzęsłam się ze strachu. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach, starając się znaleźć jak najlepsze wyjście.
- Bieber, uspokój się i pojedź po Brandona. On teraz cię bardziej potrzebuje - krzyknęłam starając się go jakoś zmylić. Najwyraźniej te słowa dotarły do Justina, gdyż wszystko jakby nagle ucichło. Wpatrywałam się w cień stóp Biebera, który było widać u dołu drzwi. Usłyszałam ciche oddalające się dźwięki kroków, a po chwili nie było widać już nic, prócz promieni słonecznych. Stałam jeszcze przy drzwiach łazienki przez jakiś czas, ale gdy nie słyszałam już żadnych dźwięków, wyszłam. Przekręciłam głowę na początek w lewo, a potem w prawo, starając się znaleźć jakieś ślady że Justin tu jeszcze jest. Skierowałam nogi prosto do drzwi, od razu lekko i cicho przekręcając gałkę. Przekraczając futrynę drzwi, nie natrafiłam na żadną żywą duszę. Przeszłam na paluszkach po schodach i tak samo cicho skierowałam się do kuchni. Chciałam polać twarz wodą i czegoś się napić. Muszę ochłonąć. Przekraczając drzwi od kuchni, poczułam mocny uścisk na szyi, oraz naparcie z tyłu pleców. Otworzyłam oczy, które mocno się zacisnęły pod wpływem bólu. Natrafiłam na tę jebane czarne powiększone tęczówki. Zaczęłam się wiercić, gdy spostrzegłam że dyndam w powietrzu, przez to że Justin złapał mnie za szyje z dużą siłą. Kaszlałam cały czas starając się złapać chociaż ciut powietrza. Oczy chłopaka były jak węgiel, czarne i puste. Machałam nogami, a rękami starałam się odciągnąć dużą dłoń Justina z mojej szyi. Widziałam także że chłopak też zaczyna słabnąć. Dziwnie na niego działają narkotyki. Najczęściej jak ktoś coś sobie wstrzyknie, bądź wciągnie to staje się bardzo silny i agresywny. U Justina pojawia się tylko agresywność. Na moje szczęście i nieszczęście. UWIEDŹ GO mignęło mi w myślach. No tak, Cris powiedział że tylko ja na niego działam z taką siłą. Co racja to racja. Tak, znam swoją wartość. Wiem, że gdzie kol wiek się pojawię to mężczyźni patrzą na mnie drapieżczym wzrokiem. Przyznam, mam zajebiste ciało. Lecz żeby takie mieć trzeba dużo pracować. Muszę się uwolnić. Nastawiłam paznokcie i zaczęłam je lekko wbijać w jego skórę. Nie chciałam mu zrobić krzywdy, by leciała mu krew. Wiem, że jego siła dzisiaj jest osłabiona. Żarliwie złapałam powietrze, gdy poczułam jak ręka Justina puszcza moją szyję. Cała moja krtań pulsowała z bólu. Nie mogę się poddawać. Potarłam bolące miejsce i zaczęłam podchodzić wolnym krokiem do Justina. Widziałam że zaczął szukać czegoś w szafce ze sztućcami. Na początku scyzorykiem wygraweruje na twojej skórze moje inicjały.  
Usłyszałam cicho w głowie. Kurwa, on szuka noża. Podeszłam wolnym krokiem do niego, starając się go nie wystraszyć. Zasunęłam szafkę, starając się nie zatrzasnąć mu ręki, a sama się wsunęłam w miejsce gdzie wcześniej była szuflada. Widziałam po jego mimice twarzy że jest zdziwiony, starał się to jak najlepiej ukryć. Ale mnie się nie da tak łatwo oszukać. Stanęłam na palcach, przejechałam nosem o jego policzek po czym przegryzłam leciutko płatek jego ucha, w tym samym czasie lekko zahaczyłam ręką o jego przyrodzenie. Usłyszałam z jego ust, ten upragniony jęk który dał mi satysfakcje że on pragnie mnie. Jego ręce szybko znalazły się na moich biodrach i przysunęły do umięśnionej klatki piersiowej. Ciekawe ile musiał ćwiczyć by był tak zajebisty efekt. Jego usta z zawrotną prędkością znalazły się na moich. Przyznam, mnie też to się cholernie podobało. Ten pocałunek nie był jak te które dzieją się między dziwką a mężczyzną, lub playboyem a kobietą, ten pocałunek miał w sobie coś tajemniczego. Był miły, namiętny, miał w sobie nutkę pikanterii i delikatność, lecz było w nim zawarte coś czego nie rozumiałam. Tęsknota. Tęsknota za poczuciem bycia dla kogoś ważnym. I jestem pewna że nie chodziło tu o Brandona. Z taką samą zachłannością oddawałam te pocałunki. Chłopak leciutko przegryzł moją dolną wargę, przez co z moich ust wydostał się niekontrolowany jęk. Czułam że lekko się uśmiechnął. Zarzuciłam moje ręce za jego szyje i splotłam je leciutko. Uchyliłam lekko usta, czując jak chłopak prosi mnie o wejście, przejeżdżając koniuszkiem języka o moją dolną wargę. Czułam jak nasze ciała stają się rozpalone. Jego język tak zwiedzał moje usta, tak samo jak mój jego. Ciepłe dłonie chłopaka zjechały na tylną cześć ud, po czym od razu powędrowały na mój rozgrzany tyłek. Zacisnął na nich ręce, dając mi tym znak bym podskoczyła. Tak też zrobiłam, od razu czując zimny marmur pode mną. Usta Justina szybko zjechały na moją szczękę i zaczęły wędrować za ucho, na mój tatuaż piórka, lecz później zjechały na moją szyję. 
- Justin... - wysapałam, czując jak jego usta natrafiły na mój czuły punkt. Mruczałam w zachwycie. Oh, Ari. To ty miałaś go uwieźć, a nie na odwrót! Skarciłam się w myślach. Zarzuconymi rękami na jego szyje, jeszcze bliżej przysunęłam jego rozgrzane ciało do mojego. Tym razem to Justin zaczął mruczeć z satysfakcją. Tak, to mnie cholernie podniecało, lecz nie mogłam dać mu się omotać, jego pełnymi, malinowymi ustami. To było taka przyjemność, że na krótko jej nie zapomnę. 7 niebo. Ręce chłopaka z mojej talii zaczęły małymi kroczkami zjeżdżać do moich ud. Ponownie tego dnia poczułam jak zostaje unoszona. Oplotłam automatycznie nogi wokół pasa Justina, bym nie spadła. Moje usta oderwały się od jego ust, by po chwili, mogłabym przycisnąć je do jego szyi. Przejechałam na początku nosem wzdłuż szyi Justina, od razu zostawiając po sobie malutkie mokre pocałunki. Na jego skórze od razu pojawiła się gęsia skórka. Uśmiechnęłam się przez pocałunki. Cris miał rację. Naprawdę dobrze na niego działam. Uchyliłam lekko oczy by zobaczyć gdzie się znajdujemy. Salon. Odsupłam nogi i stanęłam na własnych siłach. Złożyłam jeszcze kilka pocałunków na jego szyi, chciałam wbić się ponownie w jego usta, lecz przeszkodził mi w tym dźwięk otwieranych drzwi. Nareszcie. Bieber najwyraźniej jest tak napalony że nawet nie usłyszał. Jeszcze chwila i bym nie dała rady. Cały czas składałam pocałunki na szyi pomrukującego Justina. Teraz albo nigdy. Uniosłam leciutko kolano i wymierzyłam cios. Przynajmniej miał być wymierzony i trafiony. Bieber złapał szybko moją nogę, czując że chciałam go pozbyć płodności. Ponownie dzisiejszego dnia widziałam jak jego oczy stają się tak samo czarne jak wcześniej, albo i nawet gorzej. W Justinie zbierał się gniew. Starałam mu się wyrwać, lecz na marne. Był za silny, co mnie bardzo dziwiło. Chłopaki, ruszajcie się. pomyślałam, przywołujących ich w myślach. Nagle jakby w Justinie skulminował się cały dzisiejszy gniew. Podniósł bardzo wysoko moją nogę i z całej siły popchnął mnie na szklany stolik. Moja głowa automatycznie pofrunęła w stronę krzyku który wydobył się z ust małego, zapłakanego Brandona.
- Mamo!...
Ból, Światło, Łzy, Krzyk i Ciemność


*^*
Chciałabym strasznie przeprosić i podziękować!
Podziękować za 10156 wyświetleń! To dla mnie bardzo dużo znaczy!
Przeprosić za to że musieliście czekać prawie 3 tygodnie ;c Brak Weny! Jednak udało mi się coś nabazgrać :)
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU! 2014!
BY BYŁ O WIELE LEPSZY OD POPRZEDNIEGO, SŁONECZKA!