wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 6

- Czym ty masz się zamiar ścigać? - spytaj Justin, gdy wysiadaliśmy z jego samochodu. Oj to się chłopak zdziwi.
- Choć, pokarzę ci. - odpowiedziałam i pociągnęłam go za rękę w stronę mojego dobrego znajomego. Gdy doszliśmy na miejsca, zobaczyłam jak Johny obściskuję się z jakimś wymalowanym plastikiem.
- To cię zabawimy. - szepnęłam z chytrym uśmieszkiem. Podeszłam do nich i puknęłam w ramię blondynkę, bo wcześniej żadne z nich nawet nie zwróciło na nas uwagi. Odwróciła się w moją stronę i wytarła usta ręką.
- Yo ,lalka. Odpierdol się od niego, bo rozjebie ci tą twoją wytapetowaną mordę. - syknęłam w jej stronę, szyderczo się uśmiechając. Widziałam w jej oczach strach.
- Ale on jest mój. - powiedziała tym swoim piskliwym głosikiem. Spojrzałam się na Johna który nie ogarniał co się dzieje.
- Jakoś nic o tobie nie mówił kiedy wykrzykiwał moje imię w łóżku, skarbie. - odpowiedziałam, cały czas patrząc na nich. Miałam z nich taką polewkę, odwróciłam głowę w stronę Justina i dostrzegłam że on też ledwo powstrzymuje śmiech. Znowu spojrzałam na tą blondi, widziałam łzy w jej oczach. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Wyrwała się z uścisku Malika, przyjebała mu liścia i szybko pobiegła w drugą stronę. Już nie mogłam wytrzymać, najwyraźniej Justin też, bo w tym samym czasie wybuchnęliśmy śmiechem. Bardzo często spławiałam jego nowe zdobycze. Johny podszedł bliżej i stanął naprzeciwko mnie.
- Jesteś zła, wiesz o tym? - spytał, jednak widziałam w jego oczach że chcę się uśmiechnąć.
- Nie musisz mi tak komplementować kochanie. - powiedziałam przesłodzonym głosikiem. Mruknął coś pod nosem i oparł się o jakiś samochód.
- Zgaduję że potrzebujesz samochodu? - jak on mnie dobrze zna. Przytaknęłam głową i skierowałam się za idącym Johnym, odwróciłam się jeszcze, by sprawdzić czy Bieber szedł za mną. Nie odchodził na krok, jak taki piesek. Stanęliśmy przy pięknym i moim Ferrari. Justin podszedł do niego i przejechał ręką po lakierze, obczajał cały samochód, od kół do dachu.
- Mówiłam że lepszym jeździłam. - powiedziałam do Biebera.
- Musze przyznać ci rację. - odpowiedział i otworzył drzwi od strony kierowcy, już chciał wejść do środka, ale zatrzymałam go, łapiąc go za rękaw skórzanej kurtki.
- Gdzie ty się wybierasz ? Mój samochód. - odpowiedziałam i szybko zajęłam miejsce za kierownicą. 
- No weź. Chcę się przejechać tym cackiem. - odpowiedział z miną zbitego szczeniaka. Nie na mnie te numery.
- Chyba śnisz, Bieber. - powiedziałam wkładając kluczyki do stacyjki. - Jadę na start. Trzymaj kciuki, chociaż wiesz? Nie będziesz musiał. - powiedziałam "skromnie", zaśmiał się i zamknął drzwi, lecz nie pozwolił mi odjechać, bo wsadził swoją głowę przez szybę.
- Wierzę w ciebie, shawty. - szepnął i złożył pocałunek na moim policzku. Odsunął się ode mnie i poszedł w stronę chłopaków, stojących przy swoich panienkach. Odpaliłam samochód i wyjechałam w stronę startu. Podjechałam do linii która wyznaczała, do jakiego miejsca możemy podjechać najbliżej. Spojrzałam na moje rywalki, było ich 7. Jedna z nich była strasznie zaopatrzona w tatuaże i kolczyki, następna to była jakaś plastikowe lalka, podobna do tej z którą ślinił się Johny. Reszta wyglądała jak przeciętne dziwki.
Spojrzałam na chłopaka który wystrzelał lufę, kiedy zaczynał się początek wyścigu.
Wygrana jest moja.

*Justin PoV*

Patrzyłem jak ta mała suka odjeżdża tym cackiem i staje na linii startu, przygotowując się na wystrzał lufy.
- Yo, Bieber. - usłyszałem krzyk, po czym się odwróciłem by spojrzeć kto mnie woła.
- Siema Chaz. - przywitałem się z nim.
- Dawno się nie widzieliśmy. Co cię tu sprowadza? - spytał zaciekawiony. Wskazałem palcem na samochód w którym znajdowała się Ariel. Somers ze zdziwienia otworzył szerzej oczy i rozdziawił buzię. Zaśmiałem się z tego widoku.
- No nie pierdol, że to twoja nowa dziwka. - zakpił.
- Mój cel. - poprawiłem go spoglądając na pas startu.
- Bieber, może byś się podzielił najlepszą zdobyczą? - spytał z nadzieją, miał kurwiki w uszach.
- Jest. Moja. - syknąłem w jego stronę, robiąc przerwę między jednym słowem a drugim. Chaz podniósł ręce w geście obronnym.
- Tylko pytałem. Chodź do nas. Napijemy się. - zachęcał Somers. Jeśli chodzi o alkohol, to nawet nie musiał pytać. Przytaknąłem że się zgadzam i poszliśmy w stronę grupki ludzi. Przywitałem się ze wszystkimi, od razu zabierając jeden kubeczek z alkoholem.
- Yo, patrz. - szturchnął mnie w ramię i skierowałam wzrok na linię startu.- Za chwilę startują. - dopowiedział, przez co zwrócił moją uwagę. Patrzyłem się na czerwone Ferrari i osobę która w nim siedziała. Widać że tak samo jak ja kocha samochody. Po chwili usłyszeliśmy strzał i głośny warkot silników. Wszystkie ruszyły w tym samym momencie, lecz wiedziałem że to się dopiero zaczyna.

*Ariel PoV*

Wystartowałam najszybciej jak umiałam, lecz wszystkie jechałyśmy równo. Podrasowały sobie fury, dziwki. Docisnęłam pedał gazy, przyspieszając zaczęłam wymijać te samochodu, które wjeżdżały mi na mój pas. Spojrzałam na licznik, jechałam 290 kilometrów na godzinę. To dopiero początek, skarbie. Przeniosłam palec na radio, naciskając guzik, dzięki któremu pokazał się inny malutki guzik. Zanim jednak go nacisnęłam włączyłam muzykę. Spojrzałam się w lusterko i dostrzegłam że zaczynają mnie powoli doganiać. Trzymałam mocno kierownicę i dociskałam do końca pedał gazu, starając się jechać jak najszybciej. Nagle nie wiadomo skąd obok mojego samochodu jechał Mustang. Spojrzałam się w stronę kierowcy i dostrzegłam tam, tą wytatuowaną sukę. Czas się zabawić. Nacisnęłam magiczny guzik, a samochód zaczął coraz bardziej przyspieszać. Mustang jechał tuż za mną. Nacisnęłam ponownie guzik i wystrzeliłam samochodem jak z procy. Jednak zanim zauważyłam w oddali metę, musiałam zrobić kilka manewrów, by przejechać skręty. Widziałam już te czerwone światła sygnalizujące że jestem bardzo blisko linii mety. Spojrzałam się jeszcze raz w lusterka, jechały tuż za mną. Już przegrały. Najechałam na linię mety. gdzie facet pomachał flagą oznaczającą że wygrałam. Szybko wyhamowałam, by nie wjechać w ludzi i wyszłam z samochodu, gdzie roznosił się już tłum obok mnie. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Wygrałam dziwki. Przeszukałam wzrokiem tłum by znaleźć Johna, gdy go w końcu znalazłam, podeszłam do niego i dałam mu kluczyki. On się zaopiekuję moim cackiem.
- Wiedziałem że wygrasz. - powiedział i mnie przytulił.
- Ja zawsze wygrywam. - oznajmiłam i uśmiechnęłam się z satysfakcją. - Idę znaleźć tamtego kutasa. - powiedziała i chciałam już iść w stronę grupki ludzi, lecz ktoś mnie złapał za rękę. Johny.
- Kto to w ogóle jest ten chłopak z którym byłaś wcześniej? - spytał najwyraźniej zaciekawiony. Myśl Ari, myśl. Prawdy mu nie powiem, bo może mu się coś stać.
- Przyjaciel - skłamałam, jak gdyby nigdy nic.
- Ta, przyjaciel. - powiedział z sarkazmem i głupim uśmieszkiem Johny. Przewróciłam oczami, odwróciłam się na pięcie i szłam w stronę wcześniej grupki ludzi, jakąś ciemna alejką,  kiedy ktoś znowu złapał mnie za rękę.
- Czego kurwa? - syknęłam, odwracając się do osoby która mnie trzymała. Był to jakiś chłopak, od razu poczułam woń alkoholu. Zaczął się do mnie bardzo przybliżać i coraz bardziej ściskać mój nadgarstek.
- Puszczaj mnie kurwa. - warknęłam, starając się wyrwać z jego uścisku.
- Zamknij się, suko. - wysyczał w moją stronę, zaciskając mocniej rękę. Nie czułam strachu, tylko wkurw. Czułam jak mi oczy ciemnieją i jak krew we mnie buzuję.
- Jak się zamkniesz, szybko pójdzie, mała dziwko - wszystko we mnie buzowało. Zamachnęłam się lewą ręką, trafiając w jego ryj, dzięki czemu usłyszałam jak łamię mu się nos. Skulił się, łapiąc się za złamany nos. Widziałam jak mu leje się krew, przez co uśmiechnęłam się z satysfakcją. Zanim jednak zdążył się wyprostować, znowu się zamachnęłam. ale tym razem prawą ręką i przywaliłam mu prawym sierpowym, przez co upadł na ziemię.
- Nie. Jestem. Dziwką. Kutasie. - przy każdym następnym słowie zatrzymywałam się i mocno kopałam go po ryju. Błagał cicho pod nosem, bym przestała. Teraz dostanie karę za swoje.Wyciągnęłam z tyłu paska, mały scyzoryk, który znalazłam w schowku w Ferrari. Przykucnęłam przy nim i przysunęłam nóż do jego gardła.
- Przeproś. - syknęłam.
- P-prze-przepraszam. - wydukał, dławiąc się własną krwią.
- Za późno. skarbie. Miły snów. - powiedziałam z uśmiechem i poderżnęłam mu gardło. Szybko schowałam scyzoryk i wyszłam z alejki, zostawiając tego trupa. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Biebera. Chodziłam wokoło ludzi szukając tego cwela, aż w końcu natrafiłam na niego jak stał przy samochodzie z jakąś pindrą. Albo raczej ona leżała,a on na niej. Oni tu się zaczną za chwilę pieprzyć. Podeszłam do nich szybkim krokiem i stanęłam zakładając ręce na piersi. Nawet mnie nie zauważyli. Najwyraźniej teraz ta suka wzięła nad nim kontrolę bo ona była na górze, a on na dole. Cały czas się śliniąc. Chrząknęłam by zwrócić ich uwagę, ale nic. Nadal przekazywali sobie ślinę. Ja pierdole, oni są jacyś głusi. Wystarczająco że jestem już wkurwiona niech ona kurwa mnie nie dobij.
- Yo, suko. - warknęłam. A ta jakby na zawołanie, odwróciła się wstając z Biebera, który teraz zmazywał jej szminkę z ust. Zamachnęłam się dzisiaj już 3 razy i wymierzyłam jej idealnego prawego sierpowego, przez co upadła na ziemie.
- Pojebało cię? - wykrzyknął pan-muszę-wytrzeć-tą-szminkę-z-ust.
- Jedziemy. Natychmiast. - zaakcentowałam ostatnie słowo, patrząc na niego z pogardą. Pominęłam jego wcześniejszy komentarz i czekałam aż się ruszy, ale nic. Stał w tym samym miejscu i nie raczył nawet zrobić kroku. Spojrzałam na tamtą wywłokę i patrzyłam jak stara się wstać, ale coś jej nie wychodzi.
- Na początku, powiedz mi kurwa co się stało? - syknął w moją stronę, podchodząc niebezpiecznie blisko.
- Powiem ci w samochodzie. Ruszaj kurwa ten swój tyłek i zapierdalaj do tego samochodu. - wysyczałam kilka centymetrów od jego twarzy. Zaczynały mu powoli ciemnieć oczy. tak samo szczęka była mocno zaciśnięta. Ojć, chyba go wkurzyłam.
- Masz mi powiedzieć co się stało? JUŻ - ostatnie słowo wykrzyczał, na szczęście nikt tego nie słyszał, bo byliśmy oddaleni od imprezy. Nagle usłyszałam to czego najbardziej się obawiałam. Policja.
- Teraz kurwa wsiądziesz, do tego pierdolonego samochodu? - syknęłam, pokazując palcem w oddali światła syren policyjnych. Skinął głową i szybko wyjął kluczyki odblokowując Mustanga. Weszliśmy do niego najszybciej jak umieliśmy i odjechaliśmy z piskiem opon. Nie wiedziałam dokładniej gdzie jedziemy, ale nie interesowało mnie to teraz. Najważniejsze było to żeby uciec.
- Gdy wysiadłam z samochodu, podeszłam do Johna by oddać mu kluczyki. - spojrzałam się na Justina by sprawdzić czy mnie słucha, nie patrzył na mnie ale wiedziałam że i tak mnie słucha. - Potem chciałam znaleźć ciebie, ale nie chciało mi się przejść przez tłum ludzi, więc poszłam ciemną alejką - mówiłam dalej spoglądając na Justina, jak jego szczęka się zaciska. Chyba już się domyślał co było dalej, ale wolałam mu powiedzieć. - Nagle ktoś mnie złapał za rękę, starałam mu się wyrwać, ale mocniej ją ścisnął. Był to jakiś chłopak, nie przyglądałam mu się. Zaczął mnie wyzywać od suk i dziwek. Wiec go na początku pobiłam, a później jak przeprosił to poderżnęłam mu gardło. - uśmiechnęłam się z satysfakcja, gdy przypomniał mi się jak płakał i błagał bym go nie zbijała. Spojrzałam na Justina i dostrzegłam że się uśmiecha.
- Dobra dziewczynka. - powiedział i pogłaskał mnie po włosach, jedną ręką trzymając kierownicę. Szybko strzepnęłam jego rękę.
- Grr... Moich włosów się nie tyka. - syknęłam, starając się ukryć uśmiech który chciał się wkraść na moją twarz. Justin się zaśmiał. ale tak szybko jak pojawił sie jego uśmiech tak znikł.
- Kurwa. - szepnął spoglądając na tylnie lusterka. Odwróciłam głowę by spojrzeć co to było. No oczywiście że Policja. Mam pomysł. Otworzyłam schowek i wyjęłam stamtąd pistolet, szybko go odbezpieczyłam.
- Co ty kurwa robisz? -syknął spoglądając na mnie, ale cały czas patrząc się w szybę.
- Staram się nam pomóc. - odpowiedziałam jak gdyby nigdy nic. Odpięłam pasy i otworzyłam okno znajdujące się obok mnie. Wychyliłam się i wymierzyłam pistolet w koło radiowozu. Nacisnęłam na spust, dzięki czemu kula centralnie wylądowała w oponie. Szybko wymierzyłam w tylnie i także nacisnęłam za spust. Najwyraźniej nie byli przygotowani, bo samochód zarzucił ich na prawą stronę i wjechali z impetem w drzewo. Szybko się schowałam do środka i zamknęłam okno. Oparłam się o siedzenia, wciągając powietrze i się wydmuchując, by się uspokoić.
- Masz cela. - usłyszałam jak się w końcu uspokoiłam. Spojrzałam na niego, w tym samym momencie co ona na mnie. Dostrzegłam w jego oczach ulgę i dume? Bardzo się zdziwiłam ale nie dałam po sobie tego poznać.
- Jeśli jesteś w gangu musisz mieć dobrego cela. - powiedziałam uśmiechając się i zapinając pas.
- U mnie nawet chłopaki by nie wcelowali. - odpowiedział. Zostawiłam ten komentarz bez słowa i wpatrywałam się w drogę którą jedziemy. Jechaliśmy do domu Biebera. Po jakiś 30 minutach siedziałam już na sofie, oglądając telewizję. Nagle poczułam jak miejsce obok mnie się zapada, odwróciłam się w tamtą stronę i dostrzegłam Mendlera, patrzącego się na mnie z uśmiechem.
- Cześć - powiedział i zabrał mi pilota.
- Siemka - odpowiedziałam, zabierając mu pilota którego wcześniej go zajebał.
- Jestem Cris. - powiedział i ponownie zabrał mi pilota.
- Super - odpowiedziałam od niechcenia, ponownie zabierając mu pilota.
- A ty jak masz na imię? - spytał, znowu mi zabierając ten pierdolony plastik z guziczkami.
- Ariel. A teraz kurwa oddaj tego pilota. - syknęłam i zabrałam pilota przełączając na jakiś program o CSI.
- Uu.. ostra. Fajnie że podoba ci się ten pilot ale on jest mój. - powiedział przesłodzonym głosikiem i zabrał go mi wstając z sofy i stawając na niej bym nie dosięgła pilota. Wstałam tak samo jak on, stanęłam na palcach by dosięgnąć pilota ale byłam za niska.
- Oddaj mi kurwa tego pilota. - syknęłam w jego stronę.
- Pod jednym warunkiem. - podniosłam zdziwiona jedną brew by kontynuował dalej. Pokazał swoim palcem na policzek odwracając głowę w bok. A więc o to mu chodzi. Przybliżyłam się do niego, przez co ona zamknął oczy. Szybko się zamachnęłam i strzeliłam mu mocnego liścia, jednak zanim on zdążył upaść na ziemie zabrałam mu pilota i przełączyłam na to co wcześniej oglądałam.
- AŁAAA, KURWA. - wydarł się na cały dom, przez co się zaśmiałam z jego reakcji. Starał się podnieść, ale chyba plecy go strasznie bolały tak samo jak policzek. Mógł oddać pilota. Po chwili wszyscy chłopcy stali w drzwiach frontowych do salonu i dziwnie się patrzyli na mnie i na Crisa.
- Co się stało że leżysz na ziemi? - spytał zdziwiony Nick i podszedł do sofy siadając na niej, po chwili wszyscy chłopcy oprócz leżącego cały czas na ziemi Crisa siedzieli obok mnie.
- Ona się stała. - powiedział i pokazał na mnie palcem, przez co się uśmiechnęłam z satysfakcją. Chłopaki dziwnie na mnie spojrzeli, a ja nadal się wgapiałam w telewizor.
- A dokładniej? - poprosił Bieber.
- Usiadłem obok niej i grzecznie spytałem jak ma na imię, wcześniej się przedstawiając... - chciał ciągnąć dalej ale Travis mu przerwał.
- I złożyła ci wpierdol ? - zapytał z uśmiechem. Na jego komentarz od razu się uśmiechnęłam z satysfakcją.
- Niee. Powiedziała jak ma na imię, a ja zabrałem jej pilota, później ona mi i tak w kółko. Aż w końcu stanąłem na sofie i trzymałem pilota jak najwyżej umiałem by ona nie dosięgnęła. Trochę mnie powyklinała, a potem spytała co ma zrobić żebym jej oddał pilota. Więc nastawiłem policzek i pokazałem na niego palcem by mi dała buzi, a ona przyjebała mi z liścia, zabierając pilota. - odpowiedział udając smutnego. Zaśmiałam sie w duchu, z jego miny.
- A więc tobie chodziło o buziaka? Sorry, nie wiedziałam. - pierwszy raz od jakiegoś czasu się odezwałam. Spojrzeli się na mnie,a potem na Crisa i wybuchnęli śmiechem. Mendler wstał otrzepał się i usiadł naburmuszony w fotelu obok. Spojrzałam na zegarek widniejący nad drzwiami i zobaczyłam że jest już 2 w nocy.  Przełączyłam szybko telewizję na wiadomości nasłuchując się.
" Wczoraj o 22:30 znalezione martwe i skatowane ciało Grega Butlera. Leżało ono w ciemnej uliczce przy gangsterskim poligonie. Sekcja zwłok odkryła że na początku został pobity i skopany, a potem poderżnięto mu gardło." Gdy usłyszałam to zaśmiałam się cicho. Spojrzałam na chłopaków którzy mieli wytrzeszczone oczy. Jednak gdy usłyszeli że się zaśmiałam skierowali wzrok na mnie.
- To o tym facecie mówiłaś mi w samochodzie? - spytał oszołomiony Bieber. Przytaknęłam głową i uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Wiesz kto to był? - spytał Cris, który najwyraźniej już się nie obrażał. Gdy zauważył że nie mam pojęcia, zaczął tłumaczyć. - To jest syn najgroźniejszego gangu w Londynie. - nie przejęłam się tym bardzo, bo po co.
- No i?- spytałam podirytowana. Ale oni wielkie zamieszanie z tego robią.
- On miał 12 ochroniarzy, nikomu nie udało się nawet dotknąć Grega. - powiedział Nick.
- To jestem pierwsza. - odpowiedziałam i wstałam z sofy, kierując się do mojego pokoju. Weszłam do środka i otworzyłam torbę z ubraniami. Założyłam szybko piżamę i wskoczyłam do łóżka, opatulając się kołdrą pod samą szyję. Byłam strasznie zmęczona. Zamknęłam oczy i odpłynęłam do krainy Morfeusza.

^*^*
Pisałam ten rozdział 5 godzin. Nie jest taki jak bym dokładnie chciała, ale jest bardzo do niego przybliżony.
Mam nadzieję że się spodoba.
JEŚLI CHCESZ ZOSTAĆ POINFORMOWANY/A TO NAPISZ SWOJĄ NAZWĘ TWITTERA, GDY BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ NOWE ROZDZIAŁY NAPISZE DO CIEBIE.

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 5

*Justin PoV*
Jechaliśmy pustą ulicą by dotrzeć do szpitala. Okazało się że rana Travisa nie było taka mała, jak myśleliśmy.
Nick powiedział że nic nie zdziała z raną i trzeba jechać do szpitala.
- Nie pobrudź mi tapicerki. - ostrzegłem Travisa patrząc na tylnie lusterko, w których odbijał się Parker.
- Oczywiście, Bieber - syknął nadal trzymając się za ramię.
- Suka ma cel. - zaśmiał się Nick, a ja mu zawtórowałem. - A tak w ogóle to gdzie ją zaniosłeś? - spytał najwyraźniej zdziwiony.
- W moim pokoju. Wymieniłem z nią parę zdań i wyszedłem. - uśmiechnąłem się z satysfakcją, gdy przypomniał mi się widok strachu w jej oczach, kiedy przycisnąłem ją do ściany. Wjechałem na parking i czekałem aż chłopaki wyjdą z auta.
- Jedź do domu, my potem wrócimy. - usłyszałem ,zanim Cris zamknął drzwi. Odjechałem z piskiem opon i skierowałem się ulicą w stronę miejsca do którego chce jechać. Minęło jakieś 20 minut zanim wjechałam do garażu, zamykając bramę. Wyszedłem z auta i otworzyłem zakluczone drzwi. Gdy przeszedłem przez próg, od razu poczułem zapach naleśników który dostał się do moich nozdrzy. Kto kurwa zrobił naleśniki? Chłopaki gotować nie umieją, a w tym ja. Brandon powinien jeszcze spać, ale też gotować nie umie. Cicho wszedłem po schodach. Jestem kurwa pojebany, kto normalny skrada się we własnym domu. Otworzyłem drzwi od mojego pokoju myśląc że znajdę tam Ariel, ale jej nie było. Jak ja ją kurwa znajdę to zabije. Miała nie wychodzić z pokoju. Kurwa, 5 zasad, tak trudno je wykonać. Suka jebana. Wyszedłem z pokoju i zacząłem wchodzić do wszystkim po kolei, sprawdzając czy nikogo nie ma. Gdy przeszukałem wszystkie pokoje, pomyślałem jeszcze o Brandonie. Jeśli ona chociaż go dotknęła, to będzie umierać w męczarniach i bólu. Najciszej jak potrafiłem nacisnąłem klamkę i otworzyłem drzwi. To co tam zobaczyłem, przeżyłem szok. Brandon wtulał się w Ariel, a ona go obejmowała. Spali.
Nagle usłyszałem głośne rozmowy, chłopaki wrócili. Niech oni kurwa zamkną te ryje.
- Zamknąć się. - syknąłem do nich. Gdy usłyszeli że ich uciszam, szybko przybiegli do mnie na górę, oni także byli w szoku.
- Brandon nikomu się nie dawał przytulać, oprócz nam. - cicho powiedział Cris.
- Polubił ją. - wyszeptałem nadal zdziwiony.
- Ona najwyraźniej go też. - tak samo cicho powiedział Nick. Tego obawiałem się najbardziej, że Brandon ją polubi. Gdy on zaczyna kogoś lubić, nie chcę by ta osoba go opuszczała.
- Dobra chłopaki, zjeżdżać stąd. - syknąłem przez zęby w ich stronę najciszej jak umiałem, by nie obudzić Ariel i Brandona. Jak na moją komendę, rozeszli się do swoich pokoi. Wszedłem głębiej do pomieszczenia i podszedłem do łóżka. Muszę zabrać ją z tego pokoju, on się nie może do niej przywiązać. Przecież to mój wróg. Zdjąłem malutkie rączki z ciała Ariel i podłożyłem obie ręce pod jej nogi i plecy, by móc ją podnieść.
Podniosłem ją najciszej jak umiałem, by ich obojga nie obudzić. Gdy wychodziłem już z pokoju, spojrzałem ostatni raz na Brandona i dostrzegłem że się uśmiecha, dzięki czemu na mojej twarzy też wstąpił uśmiech.
Odkładałem powoli ją do łóżka, gdy poczułem że trzyma mnie za rękę, ale nadal ma zamknięte oczy. Starałem się strzepnąć jej rękę, ale za mocno mnie trzymała. Nie mogłem położyć się obok niej na łóżka bo jakby Brandon do nas przyszedł to by sobie coś pomyślał. On jest malutki, może wszystko wymyślić. Usiadłem na ziemi i wpatrywałem się w nią. Miała długie rzęsy i dobrze wyeksponowane kości policzkowe. Przyznam, była naprawdę gorąca i piękna, aż szkoda skrzywdzić takiej buźki. Ale no cóż, za coś trzeba żyć.
Gdy tak na nią patrzyłem, poczułem się senny. Nie mogłem utrzymać już w górze powiek. Zasnąłem.

*Ariel PoV*

Otworzyłam oczy, kiedy poczułam że jestem wyspana. Uchyliłam jak zawsze lekko powieki i dostrzegłam że jestem w pokoju Justina. Jak ja się tu znalazłam?  Zdjęłam gumkę z ręki i zwiozłam szybkiego koka. Musze się wykąpać, mam nadzieje że nie długo wrócę do dziewczyn. Jestem ciekawa co u nich. Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę drzwi od łazienki, gdy nagle jebłam o ziemie z hukiem. Syknęłam z bólu.
- Ałaa - usłyszałam za sobą, odwróciłam się w tamtą stronę i dostrzegłam Justina.
- Co ty kurwa robisz na podłodze? - spytałam zdziwiona.
- Łapie kurwa słonie. - syknął w moją stronę, przeczesując swoje włosy.
- Ile złapałeś? - spytałam sarkastycznie. Przewrócił oczami. - Powtórzę pytanie. Co ty kurwa robisz na podłodze? - mówiłam otrzepując się z niewidzialnego kurzu wstając z ziemi.
- Spałem. - odpowiedział jak gdyby nigdy nic. Najwyraźniej zobaczył mój zdziwiony wzrok bo zaczął tłumaczyć - Przyniosłem cię z pokoju Brandona, bo zasnęłaś najwyraźniej u niego. Ale jak cie kładłem na łóżku, złapałaś mnie za rękę i nie chciałaś puścić. - gdy to powiedział, zarumieniłam się i spuściłam głowę. - Przyznam, masz naprawdę mocny uścisk, aż mi krew nie dopływała do ręki. - powiedział, a ja walnęłam go w ramię, przez co syknął. - Nie położyłem się obok ciebie, co bym z chęcią zrobił. - na jego komentarz przewróciłam oczami. - Bo bałem się że Brandon przyjdzie do nas i coś sobie pomyśli. Więc położyłem się na ziemi. - wytłumaczył i sam wstał.
- Mogę skorzystać z łazienki? - spytałam patrząc na niego.
- A będę mógł z tobą? - uśmiechnął się figlarnie.
- Wolę sama. - odpowiedziałam. Najwyraźniej nie spodobała mu się ta odpowiedz, bo podszedł do mnie bliżej i przycisnął mnie do ściany. ZNOWU.
- Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem. - wyszeptał mi do ucha.
- Nie wszyscy dostają to czego chcę. - poczułam że wzmacnia uścisk na moim nadgarstku.
- A jeśli, zrobię to - pocałował mnie w szyję - albo to - zassał skórę na mojej szyi - lub to - przegryzł ją. Przez co jęknęłam, co dało mu satysfakcję - albo jeszcze to - oderwał się od mojej szyi i przegryzł płatek mojego ucha. To był mój punkt. Jęknęłam z rozkoszy, co go najwyraźniej bardziej podnieciło, bo poczułam przy udzie jego sztywnego przyjaciela. - mogę iść z tobą? - wymruczał mi do ucha i znowu przegryzł płatek mojego ucha, tylko tym razem mocniej.
- Nie - powiedziałam z uśmiechem i szybko wyrwałam się z jego uścisku, wyminęłam go i zamknęłam się w łazience. Zanim jednak odkręciłam wodę, usłyszałam jego chichot i głos.
- Jeszcze zobaczymy. -
Zdjęłam z siebie ubrania, a następnie wzięłam się za bieliznę, po czym szybko wskoczyłam do kabiny prysznicowej. Gdy poczułam ciepłe krople na mojej skórze, od razu się rozluźniłam. Obmyłam swoje ciało dokładnie i umyłam włosy, o dziwo był damski szampon. Nie powiem, bardzo się zdziwiłam. Wyszłam spod prysznica i zaczęłam szukać ręcznika, znalazłam go dopiero w trzeciej szufladzie. Spojrzałam w lustro i dostrzegłam że mam coś fioletowego na szyi. Malinka. Co za chuj. Naznaczył mnie.Wytarłam się dokładnie i zawiesiłam je sobie nad piersiami, żeby zasłaniało mi ono tyłek i inne części intymne. Rozejrzałam się ponownie po łazience i dopiero teraz uświadomiłam sobie że nie mam w co się ubrać. Starych ubrań nie założę bo były lekko podziurawione. Od kluczyłam drzwi i wyszłam, stanęłam przy jego szafie, by poszukać jakiś ubrań. Gdy chciałam znaleźć jakiś dres, przeszkodził mi w tym ktoś.
- Nie kuś, skarbie. - usłyszałam przy moim uchu cichy głos. Ręce Biebera znalazły się na mojej tali, po czym mnie odwrócił twarzą do siebie. Przegryzłam wargę, gdyż czułam się nie komfortowo w samym ręczniku, przyciśnięta do klatki piersiowej Justina. - Zerwał bym z ciebie tę ręcznik i rżnął na okrągło. Ale przepraszam kochanie, na razie musisz poczekać. - mruknął i pocałował fioletowe miejsce, gdzie wcześniej zrobił mi malinkę. Zasyczałam z bólu, co najwyraźniej go bardziej pobudziło bo zrobił to samo. Zaczął składać powolne i mokre pocałunki na szyi w górę. Gdy dotarł do moich ust, pocałował mnie w nie z mocną siłą, przez co bym upadła, ale trzymał mnie mocno w pasie. Nie odwzajemniłam jego pocałunku, co najwyraźniej go wkurzyło, bo mocniej zacisnął ręce na mojej talii.
- Pocałuj mnie - wyszeptał prosto do moich ust. Nie miałam innego wyjścia, musiałam go pocałować. Mam do niego sprawę, więc robię to co mi każe. Wbił się w moje usta z taką zachłannością, jakby nigdy się nie całował. Odwzajemniłam pocałunek. Nasze usta, synchronizowały się w tym samym czasie. Justin przejechał moją dolną wargę językiem przez co złączyłam usta w cienką linię, nie dając mu dalszego dostępu. Jednak to na niego nie działało, jego ręce wylądowały na moim tyłku, by móc go ścisnąć. Przez co wyrwał się z moich ust jęk, Justin najwyraźniej pomyślał, że to jego okazja i wsunął swój język. Oboje przeszukiwaliśmy swoją jamę ustną. Podniósł moje ręce i zawiesił je sobie na szyi. Oplotłam palce wokół jego czupryny, zaczęłam ciągnąć końcówki włosów, przez jęknął prosto w moje usta. Gdy zabrakło nam powietrza oderwaliśmy się od siebie. Justin polizał usta, a ja przegryzłam swoją dolną wargę. Schylił się do zagłębienia w mojej szyi i zaczął składać tam powolne pocałunki.
- Mm.. świetnie całujesz. - mruknął blisko mojego ucha.
- T...Ty też. - wyszeptałam. Wyjęłam z szafy Justina - Justin ? -
- Mmm ? - mruknął
- Czy będę mogła dzisiaj pojechać na wyścigi w których biorę udział?- to właśnie wyścigi, były dla mnie takie ważne. Nawet głupie porwanie, nie przeszkodzi mi w wygraniu ich. Odsunął się ode mnie, ale cały czas trzymał ręce na mojej talii.
- Chodzi ci o te wyścigi, najlepszych lasek ? - spytał zdziwiony. Przytaknęłam w odpowiedzi. Uśmiechnął się szyderczo. - Zgodzę się, pod dwoma warunkami. - dałam mu znak by zaczął mówić. - Po pierwsze, masz się trzymać tylko mnie. Jak zobaczę przy tobie jakiegoś przydupasa, ty będziesz cierpieć, a on zginie na miejscu. Jasne? - powiedział lekko wkurzony, zauważyłam że jego szczęka zaciska się.
- A ten drugi? - spytałam cicho, żeby przerwać niezręczną ciszę.
- Po drugie, proszę rób częściej śniadanie dla Brandona. - powiedział niepewnie.
- Ok, polubiłam go. - uśmiechnęłam się. - To twój syn? - spytałam cicho, tak by go nie wkurzyć. Spojrzał na mnie, widziałam w jego oczach ból i zmartwienie? Kiwnął głową.
- Justin, to nic strasznego że masz syna. - powiedziałam przysuwając się do niego.
- Ja już nie daje rady. - wyszeptał. Widać było, że Brandon jest dla niego całym światem.
- Pomogę ci. - oznajmiłam cichym głosem.
- Nie potrzebuje niczyjej pomocy - syknął. Popatrzyłam na niego, oczy mu pociemniały, szczękę miał zaciśniętą, tak samo jak pięści. Zaczęłam powoli się cofać do tyłu, by nie zrobił mi krzywdy. Gdy zauważył że się oddalam, zaczął powoli podchodzić w moją stronę. Poczułam że jestem już pod ścianą, gdyż moje plecy przylegały do jakiegoś miejsca, nie mogłam się dalej ruszyć. Justin położył swoje ręce, po obu stronach mojej głowy i pochylił się nade mną. Spojrzałam znowu na niego i dostrzegłam że już się rozluźnił. On jest kurwa jakiś bipolarny, czy co. Zaczął składać pocałunki wzdłuż mojej szyi. Gdy był przy moim uchu, zatrzymał się na chwilę, ale nie oddalał. Dotknął opuszkami palców miejsca za uchem, przedstawiający tatuaż, piórko. Pocałował to miejsce i przegryzł płatek mojego ucha, przez co jęknęłam głośniej niż wcześniej. Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Brandon. Szybko się od siebie oderwaliśmy, zarumieniłam się i spuściłam głowę.
- Tata , tata , tata . - wykrzykiwał Brandon biegnąc w stronę Biebera. Podniósł go i usadowił sobie przy biodrze, maluch zaczął coś szeptać na ucho do Justina.
- Nie wiem, musisz się Ariel spytać. - odpowiedział na odpowiedź którą Brandon szeptał mu do ucha. Postawił go na ziemi, a brunet szybko do mnie podbiegł, przykucnęłam przy nim i się uśmiechnęłam dając mu gest na to, aby zaczął mówić.
- Arii ? - mruknął cicho Brandon, przeciągając literkę i.
- Tak Brandon? -
- Cy zrobiłabyś mi i chłopcom pysny obiadek? - spytał nieśmiało. Jaki on słodki.
No oczywiście. - odpowiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Kto pielwsy na dole. - krzyknął Brandon i szybko wybiegł z pokoju. Chciałam już wyjść, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię. Justin. Odwróciłam głowę w jego stronę i zrobiłam zdziwioną minę.
- Dziękuje. - szepnął. Skinęłam głową że rozumiem i pobiegłam na dół do kuchni. Brandon siedział na krzesełku i czekał aż zejdę.
- Co chciałbyś zjeść na obiad? - spytałam kierując to pytanie do Brandona uśmiechając się.
- Kluski z selem. - powiedział, pokazując swoje ząbki. Wyjęłam garnek, makaron i ser. Wszystko razem zasmażyłam. Gdy wszystko skończyłam rozłożyłam talerze dla chłopaków i Brandona. Postawiłam na środku stołu miskę z makaronem z serem.
- Idź Brandon ich zawołaj, ja muszę się przespać. - skłamałam. Po prostu nie chciałam z nimi jeść. Jak bym znów zobaczyła Travisa, to chyba bym mu oczy widelcem wyrwała. Gdy maluch pobiegł po nich, ja szybko wyszłam z kuchni i skierowałam się do tymczasowego pokoju. Mam przynajmniej nadzieje że tymczasowego. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka, na szczęście Justina już nie było. Podeszłam ponownie do biurka ze zdjęciami i zaczęłam je ponownie oglądać, teraz już wiedziałam że to Justin i chyba jego młodsza siostrzyczka. Na następnym zdjęciu był Brandon, słodko się uśmiechając. Byłam bardzo ciekawa, co się stało z jego matką? Zabita? Zgwałcona i pobita? Wypadek? Czy własna głupota? Podeszłam do drzwi balkonowych, otworzyłam je i wyszłam na dwór. Było ciepło, w końcu to środek lata. Zaczęłam rozglądać się po ulicy, sprawdzając czy przypadkiem nie znam tego miejsca. Było mi kompletnie nie znane, nie wiedziałam gdzie jestem. W oddali widziałam tylko samochody i kilku pieszych. Najwyraźniej się spieszyli, bo bardzo szybko szli. Ciekawe jak to jest, jesteś normalną osobą, nie goni cię policja, nikt nie chce cię zabić i nie musisz dbać o to czy zadajesz się z nim czy z nią. Masz na to wywalone. Przykucnęłam i oparłam się plecami o szybę, nasłuchując się silników samochodów, to jest to, co kocham. Po jakimś czasie, usłyszałam że ktoś mnie woła. Weszłam do środka i zamknęłam balkon. Spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam tam Justina stojącego z talerzem.
- Czemu z nami nie zjadłaś? - spytał zdziwiony, podchodząc do mnie, gdy ja siadałam na jego łóżku.
- Bo jak bym zobaczyła Travisa, to bym mu widelcem oczy wygrzebała. - odpowiedziałam, przez co Justin się zaśmiał. Usiadł obok mnie i podał mi talerz. Podziękowałam mu i zaczęłam jeść, gdy skończyłam spojrzałam się na Biebera i zauważyłam że się mi przygląda.
- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - spytałam zdziwiona, marszcząc brwi.
- Bo jesteś ważna dla Brandona, a Brandon jest ważny dla mnie. Ciesze się jego szczęściem. - odpowiedział. Szczerze? Zdziwiłam się jego odpowiedzią, myślałam że powie ''bo nie mogę cię jeszcze zabić''.
- Ja też się cieszę. - powiedziałam uśmiechając się lekko. - Ale jak by coś, to ja nigdy też taka miła nie jestem. Tylko dla Brandona. - ostrzegłam go, przez co się zaśmiał, a ja żartobliwie walnęłam go w ramię.
- Tam w rogu - wskazał palcem na prawy róg pokoju - stoi twoja torba z ubraniami. - powiedział. Najwyraźniej już pomyślał że chcę zadać pytanie, bo zaczął tłumaczyć. - Jak dziewczyn nie było, wkradłem się do domu i zabrałem trochę twoich ubrań.
- Ok, nie wnikam dalej. Ja idę się ubrać na wyścigi i jedziemy. - odpowiedziałam. Podeszłam do torby i wybrałam z niej krótkie spodenki i top lekko prześwitujący z ćwiekami, a do tego AIR MAXY. Szybko poszłam do łazienki, przebrałam się i umalowałam. O dziwo, moja kosmetyczka była w łazience Justina. Nie wnikam. Gdy wszystko skończyłam wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę siedzącego Justina.
- I jak ? - spytałam okręcając się wokół własnej osi.
- Będę musiał dzisiaj przy tobie cały czas stać, żeby wiedzieli że jesteś moja. - powiedział i podszedł do mnie uśmiechając się kpiąco.
- Możesz sobie pomarzyć. - odwróciłam się na pięcie i wyszłam razem z Justinem z jego domu, kierując się do pięknego mustanga. Podeszłam do niego i przejechałam palcem po masce samochodu.
- Wow - szepnęłam. Najwyraźniej Bieber to usłyszał bo się z satysfakcją uśmiechnął.
- Niezły nie? - spytał, najwyraźniej się ciesząc swoim autkiem.
- Jeździłam lepszym, skarbie. - oznajmiłam z uśmieszkiem, wchodząc od strony pasażera do samochodu. Zanim jednak wsiadłam usłyszałam jeszcze śmiech Biebera.


^*^*^

Postaram się jak najszybciej dodać następny rozdział. Kocham was! ♥

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 4

Kurewski ból głowy. Tylko to czułam od razu po przebudzeniu. Ból pleców był niczym w porównaniu do tego co teraz pulsowało mi w głowię. Rozchyliłam lekko powieki na tyle ile pozwalał mi ból. 
Przeczesałam wzrokiem pokój w którym się znajdowałam, było tu tylko jakieś biurko, cienki materac na którym teraz leżałam, był chujowo nie wygodny i mała żaróweczka wisząca z sufitu, migała.
Pomieszczenie wyglądało tak samo jak te w horrorach. Było strasznie cicho, żarówka nie dawała za dużo światła przez co było ciemno w pokoju.  
Gdzie ja kurwa jestem? Kto mnie porwał? Ile już tu jestem? 
Te pytanie chodziły po moją głowę, niestety, nie znałam odpowiedzi. Podniosłam się z mojego tymczasowego łóżka i skierowałam się do drewnianego biurka. Zauważyłam że miało kilka szafek, zaczęłam otwierać wszystkie po kolei w znalezieniu jakiegoś przydatnego przedmiotu, ale na moje nieszczęście niczego nie znalazłam. Odwróciłam się w stronę ścian i zaczęłam je obmacywać w poszukiwaniu jakiś drzwi. Czułam tylko zimne,wilgotne ściany. Piwnica. Zamknęli mnie w zimnej, mokrej, piwnicy. Chuje.
Nagle poczułam coś metalowego. Drzwi. Obmacałam ją ponownie, aż w końcu znalazłam to czego szukałam, klamka. Pociągnęłam ją w dół, sprawdzając czy drzwi są otwarte. O dziwo, były. Ja pierdole, jacy idioci mnie porwali. Nawet drzwi nie umieją zamknąć, ale tym lepiej dla mnie. Wyszłam z tego pomieszczenia i skręciłam w prawo, po kilku krokach zauważyłam schody. Po cichu zaczęłam do nich podchodzić, wspięłam się po kilku schodkach do góry, gdy nagle usłyszałam jakąś rozmowę.
Stanęłam w miejscu i przyłożyłam ucho do drzwi, starając się być jak najciszej.
- Co mamy z nią zrobić ? - spytał jakiś męski głos.
- Nic nie możemy, dopóki on nie wróci.- odpowiedział mu jakiś inny głos, był bardziej piskliwy ale nadal męski. Byłam ciekawa o jakiego ON chodziło.
- A co będzie jeśli dziewczyny z jej gangu będą starali się ją znaleźć? - spytał jakiś jeszcze inny głosy. Mogłam rozpoznać że ta rozmowa jest odgrywana przez samych chłopaków.
- Zabawimy się z nimi. Podobno są gorące. - odpowiedział mu ten chłopak co mówił na temat JEGO. Gdy przez jakiś czas, nie odzywali się, lekko uchyliłam drzwi. Spostrzegłam że na przeciwko drzwi za którymi się kryłam, leżała na stolika broń. Przeczesałam wzrokiem korytarz by zobaczyć czy nikogo nie ma, było pusto. Szybko wyszłam zza drzwi i podeszłam cicho do spluwy, wzięłam ją w ręce i cicho odbezpieczyłam. Normalna osoba by uciekła, ale nie ja. Zawsze kończę to co zaczynam.
- Słyszałeś to ? - usłyszałam szelest z głębi domu. Idą tu. Szybko schowałam się za jakimiś drzwiami. Rozejrzałam się wkoło i zobaczyłam biurko, kilka szafek, jakieś zdjęcia i papierki. To pomieszczenia wyglądało jak biuro. Lecz nie miałam czasu żeby rozglądać się dłużej po pokoju, szli tu. Musiałam przykucnąć żeby cokolwiek zobaczyć przez dziurkę od klucza, znajdującą się w drzwiach. Cała ich trójka przeszła przez korytarz i skierowała się do drzwi, prowadzących do miejsca z których nie dawno wyszłam. Otworzyli je, ale nie zeszli na dół. Patrzyli się w ciemność, szczerze nie wiedziałam czego oni tam szukają. Wyszłam cicho z ukrycia i wycelowałam w nich broń, byli cały czas odwróceni. Średniego wzrostu szatyn gdy się skapnął że nic tam nie ma, odwrócił się i doznał szoku. No tak, nic dziwnego. Kto normalny trzyma zakładnika w piwnicy, a gdy słyszy jakiś szelest i się odwraca mierzy w niego dziewczyna spluwą.
- Yyy... chłopaki. - szturchnął ich ręką. Miałam nad nimi przewagę, przez co się z satysfakcją uśmiechnęłam.
- Czego chcesz Mendler? - odezwał się drugi szatyn, tylko o wiele wyższy niż tamten. Czyli ten pierwszy chłopak ma na nazwisko Mendler. Coraz łatwiej. Gdy ten drugi się odwrócił i dostrzegł mnie z wycelowanym spustem w niego, powiększyły mu się oczy.  
Zaskoczony? Nie trzeba było mnie porywać, kutasie.
- Travis odwróć się. - powiedział przez zęby Mendler. Czyli ten ostatni brunet to Travis. Przyznam Travis wyglądał najgroźniej z nich. Jednak każdy z nich miał coś co mnie w nich lekko przerażało, lecz nie mogłam tego pokazać.
- Jak ty się kurwa stamtąd wydostałaś? - syknął w moją stronę Mendler. Przewróciłam oczami.
- Tacy z was idioci że nawet nie umiecie drzwi zamknąć porządnie. Nawet pięciolatek by uciekł. - powiedziałam cały czas z wymierzonym w nich spustem. Travis i Mendler spojrzeli się z ogniem w oczach na chłopaka którego imienia nie znałam. Zaśmiałam się w duchu.
- Odłóż spluwę i jak grzeczna dziewczynka wróć do piwnicy. - syknął Travis.
- Gdybyś jeszcze nie zauważył to nie jestem grzeczną dziewczynką. - powiedziałam uśmiechając się szyderczo - A jak nie pójdę to co mi zrobisz ? - syknęłam. 
- Nie chcesz wiedzieć, skarbie. - odpowiedział robiąc krok w moją stronę.
- Zrobisz jeszcze jeden krok, a ten nabój będzie w twojej skórze. - odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby. Nie zwrócił uwagi na to co powiedziałam, jakby mnie nie usłyszał. Zrobił krok w moją stronę, przez co pociągnęłam za spust i strzeliłam w jego ramię. Zdziwił się. Myślał że nie strzelę. Złapał się za ramię.
- Pieprzona dziwka - mruknął pod nosem myśląc że nie usłyszę, ale mylił się. Rzuciłam broń o ziemie i kopnęłam go w jaja, przez co się skulił. 
- Nie. Jestem. Dziwką. - syknęłam kopiąc go kilka razy po brzuchu przez co upadł na ziemie. Miałam zamiar nadal go napastować ale poczułam że ktoś złapał mnie za ręce. Starałam się mu wyrwać, kiedy chłopaki szybko podbiegli do krwawiącego Travisa. Chuj będzie cierpiał. Nie wiedziałam kto mnie trzyma. Ale czułam że jest nieźle napakowany bo aż syknęłam z bólu, gdy mocniej ścisnął moje przedramiona. Cały czas się wierciłam żeby wyrwać się z niego uścisku.
- Uspokój się, kochanie - usłyszałam przy uchu ochrypły męski głos. Znałam go, aż za dobrze.
- Bieber, puść mnie. - syknęłam.
- Przepraszam skarbie. Nie mogę, byłaś niegrzeczna. - mruknął. Odwrócił mnie do siebie i przytrzymał w talii, przez co widziałam jego orzechowe oczy. Starałam się wyrwać z jego uścisku, ale wzmocnił go. Spojrzałam znowu w jego oczy, nie były już orzechowe. Były ciemne, puste, nie mogłam nic z nich wyczytać. Podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię, nic nie mówiąc. Chyba go wkurzyłam. Odwrócił się w stronę chłopaków, przekręciłam głowę w stronę w którą właśnie patrzył i dostrzegłam że z Travisem już lepiej. Kurwa. Siedział na sofie i przyciskał rękę do rany.
- Jak z nim ? - spytał Justin.
- Będzie żył, kula nie przebiła jego ręki na wylot, więc jest ok. Opatrzę go. - odpowiedział mu chłopak którego imienia jako jedynego nie znałam.
- Spoko. Nick ? - zawołał go Bieber zanim wszedł po schodach niosąc cały czas mnie na ramieniu. Wkurwiał mnie.
- Co? -
- Brandon śpi w samochodzie, weź go stamtąd. - oznajmił i wszedł najwyraźniej do swojego pokoju. Zamknął drzwi i przekręcił klucz. Kurwa. A już myślałam że będę mieć jakieś szanse żeby uciec.
- Postaw mnie kurwa na ziemi - wysyczałam przez zęby. O dziwo, posłuchał mnie.
- Będziesz mieszkać w tym domu przez dłuższy czas więc... - przerwałam mu od razu, kiedy usłyszałam to zdanie.
- Czekaj, kurwa, co ? Ja tu nie zostaje, masz mnie w tej chwili wypuścić. - powiedziałam na jednym wdechu, patrząc na jego twarz. Poczułam mocny ból w plecach i rękę która przygwoździła mnie do ściany. Dupek.
- Teraz kurwa ja mówię, a ty masz mnie słuchać. Jasne? - wysyczał przez zęby, jego oczy pociemniały kiedy nie usłyszał odpowiedzi. Mocniej mnie przycisnął do ściany. - Jasne?
- T...tak - wysapałam. Bałam się. Tak, Ariel Evans się bała. Nie wiedziałam do czego był zdolny.
Może mnie zabić, albo zgwałcić, albo zrobić coś dziewczynom.
- A więc jak już mówiłem, będziesz mieszkać w tym domu przez dłuższy czas, a tu obowiązują zasady dla takich jak ty. Pierwsze, nigdy mi się nie sprzeciwiasz. - ta, już to widzę. Zobaczy do czego jestem zdolna. - Drugie, robisz to co chcę. Trzecie, nie możesz wychodzić z tego pokoju, inaczej, zabije cię. Czwarte, nie możesz kontaktować się z dziewczynami z twojego gangu.- a więc coś o mnie wie. Szkoda, że ja nic o nim. - Piąte i ostatnie, jak będziesz coś chciała, to nawet o to nie proś. - wypowiedział te wszystkie zasady z takim jadem, jakim u nikogo nigdy nie usłyszałam. Gdy skończył wszystko tłumaczyć, wziął ręce, przez co upadłam na ziemie z hukiem. Bolało. Ale nie mogłam dać po sobie tego poznać. Wstałam z ziemi i spojrzałam na Justina, wyjął telefon z kieszeni, o dziwo wyglądał jak mój. Obmacałam swoje kieszenie i czułam że mam pusto w kieszeniach.
- Oddaj mój telefon. - powiedziałam wkurwiona że ruszał nie swoją rzecz. Spojrzał na mnie i się bezczelnie uśmiechnął.
- Jak będziesz grzeczna, to może kiedyś go dostaniesz z powrotem - odpowiedział i jak gdyby nigdy nic, wyszedł z pokoju, znowu zamykając drzwi na klucz od zewnętrznej strony. Rozejrzałam się po pokoju, było wielkie łóżko, biurko, szafa i drzwi, prowadzące pewnie do łazienki. Podeszłam do biurka i zobaczyłam że jest na nim kilka ramek ze zdjęciami. Podniosłam jedno, widniał na nim chłopiec i dziewczynka. Widać było że była młodsza od chłopczyka. Malec przypomniał mi kogoś, ale nie mogłam wymyśleć kto jest do niego tak podobny. Byłam zmęczona. Odłożyłam zdjęcie na miejsce, na którym wcześniej stało i skierowałam się do łóżka. Zdjęłam bluzę którą miałam na sobie, położyłam ją na fotel i wskoczyłam pod kołdrę. Ułożyłam wygodnie się na poduszce i powąchałam ją. Pachniała Justinem. Nie miałam siły by myśleć nad dzisiejszym dniem, od razu zasnęłam.

***

Przebudziłam się gdy poczułam że ktoś mnie obserwuje. Uchyliłam lekko oczy i dostrzegłam malutkiego chłopczyka, na oko wyglądał na 4-5 lat. Był bardzo słodki. Miał brązowe włosy i tego samego koloru oczy.
- Ceść - powiedział swoim cieniutkim głosikiem.
- Hej maluszku. - odpowiedziałam siadając obok niego na łóżku. - Co tu robisz? - spytałam patrząc się na niego przyjaźnie. Nie chciałam żeby się mnie bał.
- Psysedłem do taty, ale zobacyłem ze go nie ma. - powiedział smutny. Zrobiło mi się go szkoda. Ciekawe kto jest jego tatą. Zauważyłam że był w piżamce.
- Jak masz na imię, słodziaku ? - spytałam. Po moim komentarzu, od razu się uśmiechnął. Dzięki czemu, na mojej twarzy też pojawił się lekki uśmiech.
- Brandon. - odpowiedział. Miałam w dupie zasady Biebera. Wyjdę z tego pokoju tak czy siak. Nie może mnie trzymać jak więźnia.
- Chodź Brandon, ubierzemy się i zrobimy pyszne naleśniki. - powiedziałam podnosząc się z łóżka i podając rączkę maluchowi.
- Ale fajnie, dziękuje. - wykrzyknął i przytulił się do moich nóg. Był malutki, więc nie mógł dosięgnąć wyżej. Podniosłam Brandona i wzięłam go na ręce.
- Bardzo proszę. - odpowiedziałam całując go w policzek. - Pokażesz mi gdzie masz pokój? - spytałam odkładając go na ziemie. Złapał moją rękę swoją malutką rączką i szybko wybiegł z pokoju, ja razem z nim. Podszedł do drzwi z napisem Brandon i otworzył je, ciągnąc mnie do środka. Miał pokój koloru niebieskiego, zabawki były porozrzucane po kątach, ale najwyraźniej to mu nie przeszkadzało.
- Masz bardzo ładny pokoik. - powiedziałam odwracając się w jego stronę z uśmiechem. Gdy się patrzyło na tego maluszka, nie było możliwości się nie uśmiechnąć. Doczłapałam się do szafki i ją otworzyłam w przeszukaniu ubrań. Gdy znalazłam jakieś spodnie z opuszczonym krokiem i bluzkę ze znakiem supermena, a do tego malutkie Vansy, podałam je chłopczykowi.
- Leć do łazienki i się przebież, będę na ciebie czekać tutaj. - oznajmiłam. Brandon szybko do mnie podbiegł i znowu się do mnie przytulił, objęłam go rękoma i również go przytuliłam.
- Plosę cię, nie odchodź. - wyszeptał mi do ucha Brandon. Po chwili poczułam kilka mokrych kropel spadających mi na ramię. On płakał. Odsunęłam go od siebie, przykucnęłam przy nim i kciukiem otarłam łzy na jego policzkach.
- Nigdzie się nie wybieram, skarbie. Nie płacz. - także wyszeptałam. Byłam ciekawa, co się przytrafiło w jego życiu, że tak się bał że odejdę.
- Obiecujesz? - zapytał z nadzieją.
- Obiecuję. - odpowiedziałam lekko się uśmiechając. - A teraz leć się szybko ubierz, to zrobimy do tych naleśników jeszcze kakao. - gdy usłyszał co do niego powiedziałam, szybko pobiegł do łazienki. Po niecałych 3 minutach, znowu był z powrotem.
- Gotowy? -
- Taak - wykrzyknął. Wzięłam go na ręce i wyszłam z jego pokoju, zeszłam po schodach i skierowałam się do kuchni.
- Z czym chciałbyś naleśniki? - spytałam, zakładając słodki fartuszek. Nie ma to jak być w gangu i mieć w kuchni słodki fartuch.
- Nutellą. - wykrzyknął. Dziwiłam się, ile ten dzieciak ma w sobie energii.
Wyjęłam potrzebne rzeczy do zrobienia naleśników i wrzuciłam je do jednej miski. Spojrzałam się na Brandona i dostrzegłam że wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem.
- Chcesz mi pomóc ? - spytałam go. Zobaczyłam na jego twarzy wielki uśmiech, po chwili pokiwał głową. Zeskoczył z krzesełka, podszedł do mnie i wyciągnął ręce w górę bym go podniosła.
Podrzuciłam go do góry i usadowiłam go na blacie kuchennym. Podałam mu miskę i łyżeczkę.
- Ja przygotuje patelnię, a ty będziesz mieszać, ok ? - kiwnął głową na znak że się zgadza i zaczął mieszać masę. Widać że sprawiało mu to dużą przyjemność, bo uśmiech nie odstępował od niego na krok. Był szczęśliwy.
Gdy każdy z nas skończył swoją pracę, zaczęłam robić naleśniki. Po 15 minutach była już ich sterta.
Wyjęłam z lodówki nutellę, postawiłam ją obok Brandona i rozłożyłam 2 talerzyki. 
- Smacznego, skarbie. - powiedziałam i nałożyłam dla nas po naleśniku. Polubiłam tego malucha.
Ale cały czas byłam ciekawa, kto jest jego ojcem? I po co ja tu jestem? Moje rozmyślenia, przerwało mi szturchanie w ramię. Odwróciłam się w stronę Brandona i zauważyłam że był cały brudny Nutellą. Uśmiechnęłam się, wzięłam serwetkę i wytarłam jego buźkę.
- Smakowało? - spytałam, gdy zbierałam wszystkie naczynia.
- Baldzo, dziękuje ci jesce raz. - powiedział i znowu się we mnie wtulił. - Pocytas mi bajeckę ? - spytał słodko. I jak ja mam mu odmówić? Każdy uważa mnie za zimną, bezduszną sukę, uważają że nie mam uczuć. Mylą się. Nie znają mnie, a od razu osądzają. Każdy wie że uwielbiam się ścigać i zabijać, dlatego się mnie boją.
- Oczywiście, maluchu. - odpowiedziałam i potargałam jego brązowe włoski. Szybko pobiegł na górę, a ja za nim. Dziwne było to że nikogo nie było w domu. Zostawili malucha samego. Skierowałam się za Brandon do jego pokoju. Ja pierdole, ile mieli tutaj schodów.
- Jaką bajkę chciałbyś? - zapytałam przeglądając szafkę z książkami, gdy Brandon przykrywał się kołdrą, już w piżamie. Szybki jest, nie powiem że nie.
- 7 krasnoludków - wykrzyknął, przez co się zaśmiałam. Wyjęłam książkę z szafeczki i położyłam się obok Brandona. Opatuliłam go bardziej kołdrą i oparłam się o ścianę, by mieć lepszy widok na książkę.
- Pewnego ciepłego dnia ... - czytałam mu książkę przez bardzo długi czas, dopóki nie poczułam jak się we mnie wtula. Myślałam że mogę już go opuścić i wrócić do "mojego" pokoju. Lecz nie było mi to dane. Gdy chciał wstać, poczułam mocniejszy uścisk malucha na mojej ręce w którą się wcześniej wtulał. Nie było szans żebym wróciła do siebie. Położyłam się z powrotem obok niego i objęłam go ramieniem by było mu cieplej. Uśmiechnął się przez sen. Musiał dużo przeżyć, naprawdę dużo. Nie wiem czemu, ale byłam zmęczona. Zamknęłam oczy i odpłynęłam do krainy Morfeusza z nadzieją że niedługo się stąd wydostanę.


^*^*^

W tym tygodniu powinien pojawić się następny rozdział. Będą one dodawane częściej bo są WAKACJE. *-*

sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 3

Przebudziłam się po kilku godzinach snu gdy usłyszałam jak dziewczyny drą mordy na cały dom.
Wyczłapałam się z łóżka, co było nie lada wyzwaniem i skierowałam się do szafy. Wybrałam jakieś ciuchy i poszłam wziąć rozbudzający prysznic. Gdy byłam już ogarnięta, szybko zbiegłam na dół do miejsca gdzie te suki tak się wydzierają. 
- Co się tu kurwa dzieje?! - ryknęłam głosem, od razu po wejściu do kuchni. Wszystko jakby się ocknęły, zamknęły buzie i wpatrywały się we mnie. - Powtórzę pytanie. Co się tu kurwa dzieje ?! - krzyknęłam.
- No bo ta pizda zjadła mi moje żelki! - odpowiedziała na moje pytanie Lux.
- Wcale nie, wyrzucałam puste opakowanie po nich, bo Nela je opierdoliła! - wcięła się Sevana. 
O kurwa, to się zacznie.
- Nie prawda. To kurwa Lux je zjadła, tylko nie chcę się przyznać! - kłóciły się tak jeszcze z kilka minut. Nie no kurwa dość tego. One są jakieś popierdolone czy co? Jest 12, a one drą te mordy. Sucze jebane.
Zagwizdałam najgłośniej jak umiałam i wykrzyknęłam.
- SIADAĆ! - najwyraźniej się tego nie spodziewały, bo od razu usiadły na podłodze. No nie chodziło mi o to żeby siadały na ziemi, ale jak już są spokojne to okej. 
- Do jasnej kurwy nędzy! Obudziliście mnie swoim darciem mordy o 12 po południu. Do tego wszystkiego wy się kłócicie o żelki, jak jakieś pierdolone zakompleksione pięciolatki! Jadę teraz do sklepu po te wasze chujowe żelki, ale jak wrócę ma na mnie czekać śniadanie! - wykrzyknęłam na całą kuchnie, odwróciłam się na pięcie i wyszłam z domu, zabierając po drodze, już dorobione kluczyki do samochodu. Miałam dość ciągłego bawienia się kabelkami. Wpakowałam się do samochodu i odjechałam z piskiem opon. Ale mnie dziewczyny wkurwiły. Ugrr... Suki. Dzięki moim zdolnościom rajdowym, bardzo szybko podjechałam pod sklep. 
Wysiadałam z samochodu, zamknęłam go i skierowałam się do małego budynku, z dużym neonowym nadrukiem "Sklep".  Gdy już chodziłam przy półkach by poszukać tych zasranych żelek, poczułam znany mi męski zapach Axe. Tylko jedna osoba używa takich perfum ... Justin Bieber. Nie czułam strachu, jest po prostu moim celem. Poczułam jego umięśnione ręce oplatające moją talię. Szybko strzepnęłam jego ręce, ale cały czas stałam do niego tyłem.
- Jeszcze raz mnie dotkniesz, to ci odstrzelę jaja. - syknęłam w jego stronę. Nadal szukając tych pierdolonych Jolly Rancher. Gdzie one kurwa są?!
- No nie bądź taka nie dostępna. - wymruczał mi do ucha, przez co poczułam ciarki na dole kręgosłupa. Ari, ogarnij się.
- Spierdalaj Bieber. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Najwyraźniej każdy nas znał i wolał nie zwracać na nas uwagi, co chyba się nie powiodło. Przyciągaliśmy wzrok kasjerów.
- Czego się kurwa patrzysz cwelu, pozwoliłam ci ? - syknęłam w jego stronę, podziałało, od razu odwrócił wzrok. Mają tu kurwa pracę, to niech ją robią, a nie patrzą się na nas. Nagle poczułam coś metalowego na swoich plecach i cichy szept Justina.
- Teraz spokojnie wyjdziesz ze sklepu i nie odezwiesz się słowem. - on chyba nie myślał że jestem taka głupia. Jesteś posrany Bieber.
- A jak nie to co mi kurwa zrobisz? - syknęłam, starając się być odważna. Przyznam, nieco się wystraszyłam tym pistoletem w moją stronę.
- To wystrzelę spluwę prosto w twoje nerki, skarbie. A uwierz nie chcę tego robić. Jesteś na to za piękna. - odszepnął i popchnął mnie w stronę drzwi wyjściowych. Puściłam jego komplement mimo uszy. Trzymałam mnie bardzo mocno za ramię. Przez co w niektórych miejscach były już fioletowe ślady.Gdy byliśmy już przy samochodzie Biebera, wpadłam na plan. Może nie był najlepszy, ale może się udać.
Potrząsnęłam lekko biodrami, przez co poczułam jak jego przyjaciel się podnosi. Ale on się szybko podnieca.
- Nie wierć się tak, bo mój przyjaciel pragnie ciebie jeszcze bardziej. - powiedział, lekko mrucząc kiedy zabujałam biodrami w okolicach jego krocza. Gdy poczułam że jest jeszcze bardziej podniecony, walnęłam go łokciem w brzuch, przez co się skulił i opuścił na ziemie broń.
- Mała suka. - syknął na tyle głośno ile pozwalał mu ból. Szybko przyłożyłam mu jeszcze z pięści w twarz i pobiegłam w stronę swojego samochodu. Jednak zanim weszłam do mojego wozu odwróciłam się do niego i wykrzyknęłam .
- Nie jestem suką, kutasie. - odjechałam z piskiem opon. Na szczęście nikt nas nie widział. Jechałam ulicą, wyprzedzając masę takich samych samochodów. Czego chciał ode mnie Bieber ? Przecież to ja miałam go zabić, nie on mnie. Nawet nie wiem kiedy, a zajechałam pod "moje" miejsce. Wysiadłam z samochodu i skierowałam się przez leśną dróżkę do wyznaczonego przeze mnie miejsca. Po kilkunastych takich samych ruchach nogami, zauważyłam w oddali panoramę, bardzo dobrze znanego mi Stratford. Usiadłam na malutkiej ławeczce, podciągnęłam kolana do twarzy i opatuliłam je ramionami, zaciągając rękawy bluzy, którą miałam teraz na sobie. Patrzyłam się na coraz bardziej ściemniające się niebo i samochodu które jechały zatłoczonymi ulicami. Po kilku chwilach usłyszałam huk łamiących się gałęzi. Pewnie to wiatr. Zostawiłam temat wiatru w spokoju i zaczęłam znowu przyglądać się panoramie Stratford. Zawsze w tym miejscu czułam się bezpiecznie. Ale nie dziś. Czułam że nie jestem w tym miejscu sama. Ale szczerze, nie obchodziło mnie to aż tak bardzo. Byłam po prostu ciekawa czego chciał Justin Bieber ? Jednak nie dane było mi pomyśleć, bo poczułam smak i zapach połączenia cynamonu z pieprzem. Co oznaczało tylko jedno. Utrata przytomności. Jednak zanim zasnęłam usłyszałam jeszcze męski głos.
- Słodkich snów, shawty. - 
Nie mogłam rozpoznać kto to powiedział, bo opadałam z sił. Później była już tylko ciemność.


>*>*>
Przepraszam że taki krótki, ale następny będzie o wiele dłuższy.

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 2

Ból i zmęczenie.
Tylko to czułam od razu po przebudzeniu. Jednak nie miałam siły wstać, chociażby nawet podnieść powiek.
Powinnam być przyzwyczajona do bólu, ale nie do takiego. Czułam jakby mi rozrywali ramię. Uchyliłam lekko powieki, ale szybko zamknęłam przez jasne promienie słoneczne przedzierające się przez rolety.
Po kilku następnych próbach, udało mi się przystosować do światła. Byłam w swoim pokoju.
Co ja to robię? Jak ja się tu znalazłam? Patrzyłam w sufit i starałam przypomnieć sobie, co tak naprawdę się stało.
Gadałam, albo raczej kłóciłam się z bardzo seksownym chłopakiem. Nie powiem że nie.
Uśmiechnęłam się w duchu na samą myśl o przystojnym chłopaku.
Po kilku zdaniach powiedział coś co mnie mocno wkurwiło i przyjebałam mu z pięści w nos.
Przyznam mam naprawdę dobry prawy sierpowy.
Widocznie go też mocno wkurzyłam, bo przerzucił mnie sobie przez ramię i zaprowadził na tyły clubu.
Reszty nie pamiętam, oprócz jakiś urywek.
Pocałunek, strzał i ... ciemność.
Jakoś bardzo się nie zdziwiłam tym pocałunkiem. Najdziwniejsze było to że nie pamiętam imienia i nazwiska tego chłopaka. Zawsze chociaż znałam nazwisko. Teraz była tylko pustka. U mnie to była norma. Impreza, drinki, potem jakiś przystojny chłopak, pocałunek i koniec. Nigdy żadnego chłopaka nie uwodziłam by znaleźć się z nim w łóżku. Obrzydzało mnie to. Inne zdanie o tym miała Lux. Znajdywała pierwszego lepszego, ładnego chłopaka i wykorzystywała go w łóżku. Ooo..o wilku mowa. Wtargnęła do mojego pokoju, oczywiście bez pukania, usiadła na łóżku i wpatrywała się we mnie swoimi wyłupiastymi niebieskimi oczami.
- Co ? - spytałam lekko podirytowana jej spojrzeniem. Najwyraźniej wybudziłam ją z transu bo potrząsnęła głową i zaczęłam się do mnie szczerzyć. Coś chce ode mnie.Zauważyłam że malutki uśmieszek wkrada się na jej usta.
- Kim był ten kurewsko przystojny chłopak ? - poruszała śmiesznie brwiami, A więc o to chodzi. 
- Jaki chłopak ? - głupio spytałam. Wiedziałam że chodziło jej o tego ''bad boya''. Ale starałam się być głupia i nie wiedzieć o kogo chodzi.
- Ari nie udawaj głupiej. Chodzi mi o tego chłopaka który tak się bardzo kręcił przy tobie. Dziwne było to że później oboje zniknęliście mi z oczu. - mówiła patrząc na mnie tajemniczo. Nie mogłam jej okłamać. Jest moją najlepszą przyjaciółką. Tak, inne dziewczyny też są mi bliskie. Ale nie tak jak Lux. Znam ją całe życie, nikt nie jest aż tak blisko jak ona. Starałam sobie przypomnieć lepiej tego chłopaka.
Kruczoczarne włosy, postawione do góry na żel, śnieżnobiały uśmiech, orzechowo-karmelowe oczy i małe dołeczki przy uśmiechu. Tatuaż w kształcie głowy tygrysa znajdujący się na bicepsie.
Widać było po nim że dużo ćwi... Czekaj , czekaj. Ten tatuaż był mi znany, kiedyś już go widziałam. Ale za nic kurwa nie mogłam sobie przypomnieć skąd go znam. Wzięłam kartkę z nocnego stolika i zaczęłam rysować tygrysa na tyle ile pozwalała mi pamięć. Zauważyłam że Lewis się na mnie dziwnie patrzy. 
- Lux, pamiętasz może kto miał taki tatuaż ? - spytałam podając jej już ukończone dzieło. Popatrzyła na rysunek, nawet jak się schyliła mogłam dostrzec że się lekko trzęsie i była przerażona, co się bardzo rzadko zdarzało. Coś było nie tak. Zaczęłam ja szturchać żeby zwróciła na mnie uwagę, co się nie powiodło. Cały czas patrzyła uparcie w kartkę z szaro-czarnym rysunkiem.
- Lux. - powiedziałam - Lux - powiedziałam głośniej. Cisza - LUX DO KURWY NĘDZY POWIEDZ MI KTO MA TAKI TATUAŻ ! - krzyknęłam, najwidoczniej udało mi się podziałać na nią, bo się wzdrygnęła na mój krzyk.
- U kogo i kiedy go widziałaś ? - szepnęła. Mówiła tak cicho że można było jej nawet nie usłyszeć.
- To nie ma kurwa znaczenia. Powiedz mi do jasnej cholery kto ma taki tatuaż ?! - powiedziałam z podniesionym głosem.
- Powiedz mi kurwa kiedy widziałaś ten tatuaż ? - tak samo jak ja, podwyższyła ton swojego głosu. Nie miałam wyjścia, musiałam jej powiedzieć.
- Wczoraj... ten chłopak miał taki tatuaż na lewym bicepsie. - odpowiedziałam nieco już ściszonym głosem.
Spojrzała na mnie wystraszona, podniosła rękę, odwinęła mi bandaż i przypatrywała się ranie.
- To on ci to zrobił ? - spytała najciszej jak umiała.
- Niee , nie wiem kto to zrobił. Byliśmy na dworze, było ciemno, nie widziałam. - widać było że po mojej odpowiedzi, odetchnęła z ulgą. - Powiedz mi, pamiętasz może kto miał taki tatuaż ? - dopowiedziałam po chwili. Zauważyłam że się napięła i starała nie odpowiedzieć na moje pytanie. Spojrzała na moje ręce, widziała że jestem już bardzo wkurzona bo miałam je zaciśnięte w pięści, aż miałam białe knykcie.
Mruknęła coś pod nosem.
- Co ? - byłam już bardzo mocno wkurwiona, ale starałam się powstrzymać przed wybuchnięciem.
Znowu coś mruknęła tylko głośniej.
- CO ? -spytałam głośniej.
Tym razem to samo było. Mruknęła coś pod nosem. Słyszałam tylko '' mmhjummbmhber''
- POWIEDZ W KOŃCU KURWA O KOGO CHODZI !- wybuchnęłam.
- Bieber... Justin Bieber - powiedziała cichutko.Nie.. nie, to niemożliwe. Przecież ja nie mogłam się całować z wrogiem, celem. Poznałabym go. Mineło może i te 6lat, ale bym go przecież poznała. Tatuaż na lewym bicepsie w kształcie głowy tygrysa... dlaczego muszę być taka głupia? To oczywiste że to Bieber.
-KURWA! - wykrzyknęłam.Wystrzeliłam z łóżka i zaczęłam krążyć po pokoju w kółko.
Zaczęłam wszystko zwalać z szafek co miałam przed oczami. Rami ze zdjęciami, wazony, broń, szklanki... wszystko co stało mi na drodze.
 Było tylko słychać huk rozbijanych rzeczy. Lux najwyraźniej widziała że napad mnie atak złości bo wybiegła z mojego pokoju. Gdy już trochę ochłonęłam, wzięłam kurtkę i wyszłam z domu trzaskając drzwiami, co oznaczało że nie wrócę za szybko do domu.
Weszłam do mojego samochodu, odpaliłam i wyjechałam z piskiem opon. Jechałam wzdłuż ulicy, póki nie zatrzymałam się na czerwonym świetle obok białego BMW x6. Nagle okno po stronie pasażera otworzyło się i dostrzegłam w głębi samochodu członka gangu Biebera. Widać było że też mnie poznał po się cwaniacko uśmiechnął. Po niedługim czasie z tylnych siedzeń wyłonił si we własnej osobie, pan Bieber. Sarkazm.
- Ścigasz się maleńka? - spytał koleżka Biebera.
- Nie chcę żebyś się popłakał z przegranej. - odpowiedziałam czekając na zielone światło. Widziałam że na twarzy Biebera wstąpił mały uśmieszek.
- Raczej na odwrót. Przynieść ci chusteczkę ? - odpowiedział, naciskając pedał gazu, dzięki czemu samochód zawarczał.
- Ty to co najwyżej możesz, to wąchać spaliny mojego odjeżdżającego Mustanga, skarbie. - powiedziałam, przypatrując się znaku świetlnemu.
- Powodzenia, kochanie. - mruknął wskazując na następne światła. Gdy pojawiło się zielone oboje wystartowaliśmy, na początku on wygrywał ale jeszcze nie znał moich możliwości. Zaczęłam wyprzedzać po kolei wszystkie samochody które jechały przede mną, Już po chwili razem z BMW jechaliśmy obok siebie.
Widziałam naszą metę. Jeszcze tylko 600m...500m... jechaliśmy cały czas obok siebie... 400m...300m...200m...100m... Gdy byliśmy już przy mecie przycisnęłam do końca pedał gazu, przyjechałam linię mety, którą były następne światła. WYGRAŁAM. Chociaż to nie była nowość, w sprawach wyścigów i zabijania byłam najlepsza. Ostro skręciłam i skierowałam się prowadząc samochód w stronę domu.
***
Weszłam po cichu do domu, zdjęłam buty i kurtkę. Rzuciłam już dorobione klucze do samochodu na szafkę i doczłapałam się do wnętrza salonu. O dziwo nikogo nie było. Poszłam do kuchni, otworzyłam lodówkę i wyjęłam pizze, odgrzałam ją i rzuciłam się na sofę znajdującą w salonie. Włączyłam telewizje i akurat trawiłam na mecz. Zaczęłam cicho jeść i oglądać rozgrywki piłki nożnej.

* Justin's POV: *

- Hahaha, przegrałeś z dziewczyną ! - śmiałem się przez całą drogę powrotną do domu z Crisa. Weszliśmy do salonu i dostrzegliśmy resztę chłopaków.
- Co się dzieje ? - spytał Nick. Najwyraźniej usłyszał że się śmieje z Crisa. Od razu przypomniał mi się ten nieszczęsny wyścig. Znowu zacząłem się śmiać, leżałem na ziemi łapiąc się za brzuch. Gdy już trochę się ogarnąłem, usiadłem na fotelu.
- Chodzi o to że jak wracaliśmy od Josha i staliśmy na światłach, to pojechał obok nas ten najnowszy Mustang, a Cris chciał się popisać bo zauważył że jakaś bardzo seksowna dziewczyna siedziała za kółkiem tego wózka. To chciał się z nią ścigać, ale ona go zgasiła jednym tekstem. Ale widać było że i tak będzie się ścigać. Wystartowaliśmy oboje w tym samym czasie, ale jak byliśmy już prawie przy mecie, ona nas wyprzedziła i wygrała. - wytłumaczyłem. Nie chciałem im mówić że znam tą dziewczynę z wczorajszego wypadu do clubu . Ale przyznam była na prawdę ładna. Chłopaki popatrzyli się na początku na Crisa, a potem na siebie nawzajem i wybuchnęli śmiechem. A ja razem z nimi. Gdy już wszyscy się ogarnęliśmy, Travis przyniósł piwa, rozsiedliśmy się na sofie i zaczęliśmy oglądać mecz. O dziwo, nie mogłem się skupić. Byłem ciekawy tej dziewczyny. Wiem tylko to że jest w gangu, świetnie całuje, ma przestrzelone ramię i jest super kierowcą. Zajebista suka. Moje rozmyślenia przerwały krzyki chłopaków, spojrzałem na telewizor i dostrzegłem że jest 1:0 dla naszych. Zostawiłem tą dziewczynę w spokoju i oglądałem mecz do końca. 
- Ej, Bieber ! - krzyknął Nick, z drugiego końca sofy. 
- Czego kurwa Foster ?! - syknąłem.
- Co chciał od ciebie Josh ? Szybko wyszliście z domu, widać było że to ważne. - odpowiedział na twoje pytanie. Upijając łyk piwa z puszki. 
- Ah... Mamy zlecenie. Ja muszę porwać jakąś Ariel Evans, a wy musicie zabić Ivana Hollsa. - wytłumaczyłem, upijając łyk piwa. - Wiecie która to jest ? Bo Josh mi nawet żadnego zdjęcia, ani namiarów nie dał na tą dziwkę. - dopowiedziałem, patrząc na chłopaków. Mieli jakoś dziwne miny.
- Naprawdę nie pamiętasz która to Ariel Evans ? - spytał Travis.
- No nie, tylko nazwisko jest mi jakoś znajome. - odpowiedziałem na pytanie. Evans...Evans...Evans... pustka w głowię.
- No to pozwól że ci przypomnę. Pamiętasz może akcje 6 lat temu. Miałeś za zadanie uprowadzić Alexa Evansa, ale jak już go mieliśmy, to James to postrzelił i coś zrobił z jego ciałem. - wytłumaczył Parker. Szczerze? Nadal mam pustkę w głowie. Wiem który to był Alex, pamiętam skurwysyna. Był winny hajs za narkotyki. Zapożyczył się za bardzo, no i trzeba było go uprowadzić a potem zabić, ale najwidoczniej James był szybszy. - Wiesz już która to ? - spytał po chwili, najwidoczniej widział że analizuję wiadomości. Mieli tylko takie same nazwisko. Potrząsnąłem głową, w odpowiedzi że nadal nie wiem o kogo chodzi. Wciągnął powietrze i po chwili je wypuścił.
- Kurwa, Bieber, MYŚL. - najwidoczniej chciał żebym to ja na to wpadł, ale ja naprawdę nie wiem która jest tą suką.
- Dobra, Parker. Widzisz że on nie wie. Powiedz mu w końcu kurwa, która to. - syknął Nick
- Ja pierdole, Bieber musisz uprowadzić siostrę Alexa Evansa. To jest ta laska która mnie dzisiaj prześcignęła w tym mustangu. I ta suka wczoraj się z tobą zabawiała pod clubem. - wytłumaczył już wkurwiony Cris. Zaśmiałem się.
- No nie pierdol że to jest ona ? - splunąłem. - Łatwy cel. - dopowiedziałem, uśmiechając się pod nosem. Zabawię się z tą suką. Moje jakiś szybki numerek czy coś.
- Bieber, kurwa. Ta laska jest liderką w gangu. Gdy James zabił jej brata, ona cały czas obwinia ciebie za to. Wiesz że gang Jamesa jest nie zniszczalny. Ona nie wie o tym że James zabił go. Chciała się dowiedzieć wszystkiego o śmierci Evansa. Ta suka, zabiła swoich własnych rodziców, SAMA, bo nie chcieli jej nic powiedzieć na temat brata. A miała wtedy tylko jebane 13 lat !. - ryknął Travis.
- Travis, laski jakieś się cykasz? Taka z ciebie baba, że kurwa jakieś suki się boisz.! - syknąłem. Poczułem mocny ból w lewej stronie szczęki. Chuj mnie uderzył. Oddałem mu cios, tylko dwa razy mocniej i przycisnąłem go do podłogi.
- Nigdy więcej tak nie rób. - wysyczałem mu prosto w twarz, wstałem z niego i usiadłem na sofie. Wszyscy siedzieli cicho, nikt nie chciał się odezwać.
- A wiecie co jest najśmieszniejsze? - najwyraźniej Cris nie czekał na odpowiedź bo od razu dokończył swoje zdanie. - Jej gang ma też takie same zlecenie, tylko ona ma zabić naszego Justina. - zaśmiał się Mendler. Ale widać było że chłopak i tak nie jest do śmiechu.
- Prędzej ja z tą suką będę się pieprzyć, niż ona wyceluje we mnie spluwę. - splunąłem.
- Ej , Bieber. Gdzie jest Brandon*? - spytał Nick.
- U mojej matki. Wraca jutro. - odpowiedziałem. - Idę spać. Jutro przygotujcie się na nowego gościa. - oznajmiłem. Wstałem z sofy i skierowałem się w stronę schodów, prosto do mojego pokoju. Umyłem się, przebrałem i wskoczyłem do łóżka. Jednak za nim zasnąłem dostałem sms. Przeturlałem się po łóżku, na druga połówkę i podniosłem telefon. Odblokowałem go i nacisnąłem przycisk ''otwórz''.
" Ma być cała i zdrowa. Jutro ma być u ciebie. Nikt ma się o tym nie dowiedzieć. J"
Uśmiechnąłem się w duchu. Chyba ta sprawa jest ważna, skoro daje mi wskazówki. Położyłem się wygodnie i poszedłem spać.

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 1

Błagam kurwa, tylko nie on. To on mi kurwa zniszczył życie, to on doprowadził do takiego stopnia że zaczęłam się ciąć. To on zabił mi brata. Alex był dla nich najważniejszy, był ich oczkiem w głowie. Nawet ja się nie liczyłam, a byłam stamtąd najmłodsza. Rodzice wpadli w depresję kiedy się dowiedzieli że ktoś go zamordował. Na początku matka zaćpała się na śmierć, potem ojciec upił się do nieświadomości i zeskoczył z mostu. Obiecałam sobie wtedy że nie pozwolę by ten skurwiel zbliżył się do dziewczyn i każdego kto jest dla mnie ważny. Nienawidzę go. Ale skoro muszę to zrobić to nie mam innego wyjścia. Jak bym nie wypełniła zadania, zapłaciłabym własnym życiem. Takie są zasady tej gry. Stanęłam na środku salonu i krzyknęłam najgłośniej jak umiałam.
- DZIEWCZYNY, ZBIÓRKA W SALONIE ! - już po chwili wszystkie stały przede mną w szeregu. Jak w wojsku.
- Mamy zlecenie. - powiedziałam tajemniczo. Uwielbiam je trzymać w niepewności. - Musicie , albo raczej ja muszę , ale wy mi pomożecie. Zabić Ivana Hollsa. Ma on handel narkotykami, która jest znana w całym Stratford. Ale dowiedziałam się że to zadanie nie jest takie łatwe, ponieważ na początku żeby akcja przebiegła pomyślnie muszę zabić lidera gangu, który też ściga Hollsa. A więc zrobimy tak, ja zabijam lidera gangu, a wy Ivana. Jasne ? - spytałam na jednym wdechu. Wszystkie kiwnęły głową. Zauważyłam że Lux trzyma rękę w górze. Ostrzegłam je żeby nigdy mi nie przerywały jak mówiłam o jakieś akcji. Dlatego podnosili rękę. Wiedziały że lepiej mi nie przerywać, nie powstrzymałabym się przed uderzeń którejś z nich. Kiwnęłam głową na znak że może zadać pytanie.
- Kto jest liderem gangu ? - spytała lekko wystraszona. Boją się najczęściej pytać, bo znają moją zasadę. Im mniej wiedzą tym lepiej robią zadanie. Ale w tym przypadku chyba mogę im powiedzieć.
- Justin Bieber. - odpowiedziałam na wcześniej zadane pytanie. Spojrzałam na nie i dostrzegłam w ich oczach strach i smutek. - Ej , dziewczyny. Spokojnie, to ja mam go zabić nie wy. - powiedziałam śmiejąc się, po chwili wszystkie przytulając.
- Ale... ale... ale wiesz co się stało 6 lat temu, co on zrobił. - powiedziała cicho Neli. Zawsze gdy dziewczyny o tym wspominały starałam się powstrzymać łzy, tym razem tez mi się udało. - Prosimy cię , uważaj na siebie. - dopowiedziała i mocno mnie przytuliła, po chwili wszystkie się do mnie tuliły.
- Ja zawsze jestem ostrożna. Nie martwcie się. - powiedziałam odsuwając się od nich. - A teraz ubierać się i do klubu ! - krzyknęłam. Po chwili już żadnej dziewczyny nie było w salonie, oprócz mnie. Ja także pobiegłam do swojego pokoju, otworzyłam szafę i zaczęłam szukać jakieś ładnej sukienki. Po jakieś godzinie stałam już ubrana w "małą czarną" i lekko umalowana na ulubionych szpilkach. Wyprostowałam jeszcze wcześniej włosy i zeszłam na dół gdzie czekały już na mnie dziewczyny.
- Wow , ślicznie wyglądacie - powiedziałam z uśmiechem.
- To ty wyglądasz pięknie. - Lux jak zawsze stara się mnie dowartościować. Mam bardzo zaniżoną samoocenę. Uważam że jestem za gruba i za brzydka, a Lux cały czas mi mówi że jestem właśnie za chuda i bardzo śliczna. Najgorsze jest jeszcze to że jestem bardzo niska.
- Dobra pipy, idziemy. - powiedziałam. Wsiadłyśmy wszystkie do samochodu, ja jak zwykle kierowałam. 
Pomajstrowałam przy kabelkach i odjechałyśmy z piskiem opon.
***
- Ale tu głośno. - krzyknęła mi do ucha Neli jak już znajdowałyśmy się w klubie.
- To w końcu najlepszy Club w Stratford. - odkrzyknęłam jej. Poszliśmy po drinki i usiedliśmy przy stolikach. Po kilku seriach, czułam jak alkohol we mnie buzuję. Kochałam ten odlot. Nie musiałam się niczym przejmować, miałam wolność, której mi teraz brakuje, której brakuję mi od 14 roku życia. Kocham swoją pracę, to moje całe życie, ale bywa naprawdę męcząca. Szumiało mi w uszach. Tańczyliśmy aktualnie wszystkie razem na parkiecie. Poczułam czyjeś ręce na mojej pupie. O nie kurwa, ZNOWU ? Odwróciłam się i odepchnęłam ręce chłopaka. Skądś go kojarzyłam, ale alkohol dawał się we znaki. Więc nie mogłam ogarnąć skąd go znam. Był bardzo przystojny.
- Zabieraj łapy - syknęłam przez zęby, tak żeby tylko on usłyszał. Zaśmiał się i przyciągnął do siebie mocno za biodra.
- Ostraa... Lubię takie. - odpowiedział z tym głupim uśmieszkiem. Wyrwałam się mu i stanęłam od niego z kilka metrów. Wkurzał mnie ten jego bezczelny uśmieszek. Miałam ochotę zerwać mu go z twarzy.
- Powiedziałam nie dotykaj mnie, bo zrobię ci krzywdę. ! - powiedziałam oschle. Czułam że buzuję już we mnie krew.
- Ty to co najwyżej możesz mi laskę zrobić. - odpowiedział. Przesadził. Przyjebałam mu z pięści w twarz. Złapał się za obolałe miejsce i splunął krwią. Spojrzał na mnie  Po chwili poczułam że nie mam gruntu pod sobą. Ten dupek podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię. Zaczęłam się rozglądać czy przypadkiem nie ma w pobliżu któreś z dziewczyn. Na moje nieszczęście nie widziałam w zasięgu wzroku żadnej z nich. Poczułam ciarki na sobie, zimny powiew wiatru otulił moje nogi i ramiona. Jak mu za chwilę przypierdolę to się nie pozbiera.
- Odstaw mnie na ziemie bo ci jaja odstrzelę. - syknęłam przez zęby, uderzając go kilka razy w plecy. Jak na rozkaz , postawił mnie na ziemi. Trzymał mnie za nadgarstki. Ojoj, bał się że taka mała dziewczynka mu znowu przypierdoli w jego piękną buźkę. Aż szkoda było go krzywdzić, naprawdę był ładny. Czekaj , czekaj, co ? Nie Ari, ogar. To jest twój cel. Nie możesz tak myśleć. Skarciłam się w myślach. 
- Już nie jest tak wesoło, co ? - na kilometr można było usłyszeć chłód w jego głosie. Chyba ktoś tu miał złe dzieciństwo. Zaśmiałam się w duchu. 
- A żebyś wiedział, że nadal jest bardzo wesoło. - odpowiedziałam i kopnęłam go w kroczę, dzieki czemu od razy się skulił z bólu. Normalna osoba by już zaczęła uciekać, ale nie ja. Ja zawsze kończę to co zaczęłam. Podniósł się, przeczesał swoje kruczoczarne włosy i uśmiechnął się złośliwie. Przycisnął mnie do ściany, aż można było usłyszeć plask, złączający plecy z gipsową ścianą. Trzymał ramiona mocno na moich biodrach. Czułam przez sukienkę jak wbiłam palce w moją skórę. Zasyczałam z bólu. Na jego twarzy pojawił się ten głupi uśmieszek satysfakcji z tego że sprawia mi ból. Ale o dziwo poluźnił uścisk.
- Tak chcesz się bawić, skarbie ? - zadał pytanie na które ja nie odpowiedziałam. Cisza najwyraźniej dała mu odpowiedz. - Mam nadzieje że spodoba ci się to - pocałował mnie w szyję, przejeżdżając językiem po obojczyku. Skąd on znał mój czuły punkt? - I to - tym razem pocałował mnie za uchem, przegryzając jego płatek. O dziwo nie odepchnęłam go. Co gorsze, podobało mi się to, nawet bardzo. Ariel nie możesz. To twój wróg. Znowu skarciłam się myślach. - A zwłaszcza to - powiedział i wbił się zachłannie w moje usta. Nie odwzajemniałam go. Starałam się go odepchnąć, ale był za silny. Przy nim po prostu traciłam siłę. Tak jakby miał coś w sobie. Najwyraźniej zauważył że nie odwzajemniam jego pocałunku, bo przeniósł ręce na mój tyłek i go ścisnął, przez co jęknęłam. Gdy miał okazję wsunął język do mojej buzi. Nie wiem czemu, ale zaczęłam powoli odwzajemniać go. Pieściliśmy swoje języki nawzajem. Oboje się zatracaliśmy w tym pocałunku, gdy nagle usłyszeliśmy głośny huk. Patrzyłam na moje ramię, była tam kula, zaczęło krwawić. Wszystko widziałam przez mgłę, jeszcze słyszałam jak ten chłopak do mnie mówi i trzyma na ziemi w swoich ramionach. Czułam że cały alkohol już ze mnie wyparowywuję, tak samo jak cała siła. Spojrzałam jeszcze raz na chłopaka, teraz już wiedziałam kto to. 
Justin Bieber. Potem była już tylko ciemność. 



~~^~~^~~^~~
A więc 1 rozdział jest. Jak myślicie, co będzie dalej ? 
 CZYTASZ = KOMENTUJESZ

wtorek, 28 maja 2013

Prolog

* Justin Bieber w tym fanfiction nie jest sławny jako piosenkarz!

 BUM, BUM, BUM

Nawet w specjalnych słuchawkach dało się usłyszeć odgłos wystrzeliwanego naboju z pistoletu.

BUM, BUM, BUM

- Ari, zostaw ten pistolet i chodź coś zjeść! - krzyczała z góry Neli.
- Jeszcze chwilka - odkrzyknęłam naciskając guzik, dzięki któremu tarcza przysunęła się do mnie.
FUCK YEA ! W sam środek. Jestem mistrz.
- Nie zaraz, tylko teraz ! - słychać było po jej głosie że jest już lekko zirytowana. Hah, nic dziwnego, od rana siedzę w naszej piwnicy i strzelam do tarcz.
- Dobra , kurwa idę ! - odłożyłam pistolet do schowka i pobiegłam schodami na górę. Weszłam do kuchni i zobaczyłam w niej wszystkie moje przyjaciółki. Podeszłam na początku do Neli, pocałowałam ją w policzek, potem zrobiłam to samo Savanie i Lux.
- Cześć Ari ! - krzyknęły popijając napój który miały w kubkach.
- Siemano, gdzie moja kawa ? - spytałam. Miałam wielką ochotę na kawę z mlekiem i dwiema łyżeczkami cukru.
- Tutaj. - powiedziała Lux. Ona jak zawsze kipi energią. Kochana wariatka. Podstawiła mi pod nos kubek i sama zajęła się swoim. Zamoczyłam usta w ciepłej cieszy i delektowałam się smakiem. Mmm... pycha. Gdy wypiłam całą zawartość kubka, wsadziłam ją do zmywarki.
- Która godzina ? - spytała zerkając do lodówki w której jak zawsze świeciły pustki.
- 16:30 - odpowiedziała na moje pytanie Savana.
- Wiesz jak my cię bardzo kochamy Arielko. - krzyknęły, przesłodzonym głosikiem dziewczyny.
Aha, zaczyna się. Tylko kiedy chcą mnie wkurzyć, albo czegoś chcą mówią do mnie ''Arielko''.
- Czego ? - spytałam oschle pijąc karton soku pomarańczowego.
- Mamy dwie prośby. - zaczęła Lux. Oho...Uwaga. Aż dwie prośby, ciekawie się zaczyna.
- Czy będziemy mogły iść dzisiaj wszystkie razem na dyskotekę do tego nowego klubu ''Stalx'' ? - dokończyła za nią Neli. Ahh taak ... a więc o to chodziło. Ja jestem liderem gangu, a zarazem najstarsza z nich wszystkie i mnie muszą się pytać o zgodę. Pewnie jeszcze podwózkę chcą. Tylko ja mam prawo jazdy. Jeśli chodzi o jazdę samochodem to są one straszne kiepskie w tym, ale jeśli chodzi o zabijanie to jestem z nich dumna.
- Hmm... No dobra, czemu nie. - odpowiedziałam po chwili namysłu. Należy nam się jakaś rozrywka. - A ta druga sprawa ? - spytałam od niechcenia , przeczesując ręką włosy.
- Bo nie ma nic w lodówce do jedzenia, czy mogłabyś pojechać do sklepu? - tym razem Lux zadała pytanie. Jestem strasznie głodna, nie mam innego wyjścia.
- Spoko. - powiedziałam. Wyszłam z domu, biorąc jeszcze ze sobą portfel i skierowałam się do czerwonego kradzionego Jaguara. Weszłam do niego, pomajstrowałam trochę przy kabelkach i już po chwili było słychać ten cudowny ryk samochodu. Zawsze się dziwiłam że jeszcze nikt go nie ukradł. Ale teraz tak myślę i pewnie się boją. Ludzie trzymają się najdalej od wszystkiego co jest związane z gangami. Nawet nie wiem kiedy a już byłam w sklepie. Gdy byłam w sklepie zaczęłam szukać jakiegoś jedzenia po pułkach. Wpakowałam do wózka potrzebne rzeczy. Zapłaciłam za wszystko i skierowałam się do samochodu. Zobaczyłam że jakiś 3 napakowanych chłopaków krąży wokół mojego skarba. Podeszłam do niego i spakowałam zakupy do środka. Nagle usłyszałam gwizdy, wydobywające się z ust tych 3 muskularnych gostków. Widać było po nich że jadą na sterydach.
- Cześć mała. - powiedział ten największy, figlarnie się uśmiechając i coraz bardziej się zbliżając. Zostawiłam to zdanie bez komentarza. - Co robi tutaj taka piękna dupa przy takim samochodzie sama ? - wyszeptał mi do ucha gdy stałam do niego tyłem. Nie bałam się go. To on powinien zacząć się bać mnie. Klepnął mnie w tyłek i zaczął się głupio śmiać. Przegiął. Nikt nie ma prawa mnie dotykać. Odwróciłam się i go odepchnęłam.
- Jeszcze raz mnie dotkniesz, to ci utnę obie ręce, wykastruje i podetnę gardło. - syknęłam z jadem w głosie do niego. Zamruczał ale już się nie przybliżył do mnie. Stał 3 metry od mojego samochodu i ode mnie.
- Mm...Zadziorna. Lubię takie. - odpowiedział i podniósł jedną rękę. Szybko wyjęłam nóż z moich spodni i przecięłam mu rękę, widać było że zrobiłam bardzo duże cięcie.
- Suka. Chłopaki, brać ją ! - tych dwóch napakowanych szybko do mnie podbiegli. Jednak zanim mnie złapali wyciągnęłam pistolet z tyłu spodni. Jednemu strzeliłam centralnie w czoło, a drugiemu w serce. Od razu padli. Tamten trzeci wykrwawiał się. Podeszłam do niego.
- Nie nazywaj mnie mała. - powiedziałam oschle i wymierzyłam pistoletem w jego głowę. Widać było w jego oczach strach i ból. Ze mną się nie zadziera. Nacisnęłam na spust i zabiłam dupka. Odłożyłam pistolet za paskiem z tyłu spodni. A nóż złożyłam i wpakowałam do kurtki. Wsiadłam do samochodu i odjechałam z piskiem opon.
- Co tak długo ? - usłyszałam gdy przekraczałam dom mój i dziewczyn.
- Jakieś 3 cwele chcieli się do mnie dobrać. To ich zabiłam. - powiedziałam jak niby nigdy nic.
- Spoko. Mam nadzieje że uważałaś ? - spytała Lux. Przewróciłam oczami.
- Oczywiście, aż taka głupia nie jestem. - odpowiedziałam od niechcenia. Weszłam do salonu i dałam do rąk Lux siatki z zakupami. Pobiegłam na górę, otworzyłam drzwi od swojego pokoju i zaczęłam szukać jakiś ubrań na przebranie. Gdy w końcu coś znalazłam , przebrałam się w nie i zbiegłam na dół gdzie czekała na mnie kolacja. Była już 19:30. Usiadłam przy stole bez słowa i zaczęłam konsumować moje spagethii. Po skończeniu posiłku, odstawiłam talerz do zmywarki. Chciałam iść do swojego pokoju ale przeszkodził mi w tym dzwoniący telefon stacjonarny. Szybko do niego podbiegłam i nacisnęłam zielony guzik, przykładając słuchawkę do ucha.
- Czego? - spytał oschle
- Mam dla was zadanie. Zwłaszcza dla ciebie. - po głosie mogłam rozpoznać że dzwoni Josh. On nam daje robotę. Najdziwniejsze jest to że współpracujemy z nim przez ponad 6 lat, a ani razu go nie widzieliśmy w życiu. - Trzeba zabić Ivana Hollsa. - dopowiedział.
- Bardzo łatwe. - powiedziałam uśmiechając się pod nosem że dostałam tak łatwe zadanie.
- No właśnie, żeby nie było ci tak łatwo. Inny gang też poluję na Hollsa. Musisz na początku zabić lidera gangu,a potem Ivana. - powiedział. Wypuścił powietrze i dodał - Masz to zrobić jak najszybciej. Zależy mi na czasie. -
- Jak nazywa się ten lider gangu ? - spytałam.
- Tylko musisz bardzo uważać, on jest niebezpieczny. Będziesz musiała zaopatrzyć się w .... - chciał ciągnąć dalej ale mu przerwałam.
- JAK ON SIĘ KURWA NAZYWA ?- syknęłam. Już mnie zaczął wkurwiać.
- Justin Bieber - powiedział po chwili. Zamarłam. O kurwa.

                   Ja pierdolę. Tylko nie on !