niedziela, 29 września 2013

Rozdział 11

 Kiedy łamiesz zasady, łam je mocno i na dobre.

- Brandon zaginął! - powiedziałam z łzami w oczach.
Może i krótko znałam tego malucha, ale się do niego bardzo przywiązałam. Był dla mnie jak synek.
Słodki bobas, biegający po domu, gdzie jest go wszędzie. Tak się zamyśliłam że nie czułam jak ktoś mną szarpie za ramiona.
Ariel! Ariel kurwa! - Justin krzyczał na mnie i potrząsał. Spojrzałam na niego i widziałam że także był bliski płaczu. Nie możliwe, wielki JUSTIN BIEBER powstrzymuje się od płaczu. - Gdzie jest kurwa Brandon?! - krzyknął wściekły, a także załamany.
Nie wiem.- szepnęłam, po czym po moim policzku spłynęła jedna łza. Justin szybko pobiegł w stronę lasku, gdy zauważyłam że go już nie ma obok mnie, także potruchtałam w tamtą stronę. Usłyszałam jak Justin nawołuje Brandona, również się przyłączyłam. Chodziłam w przeciwną stronę niż Bieber, cały czas naowłując malucha. Przytrzymywałam gałęzie by nie walnęły mi w twarz, lecz nic to prawie nie dawało, gdyż iż tak dostawałam liścimi w twarz. Chodziłam po tym lasku już bardzo długi czas i nadal nie znalazłam żadnego śladu po Brandonie. To wszystko moje wina. Moja kurwa jebana wina. Mogłam ja iść po tą piłkę. Na początku Lux, teraz Brandon. Nie, to nie może się tak skończyć.
- Brandon! Brandooon! - krzyczałam na całe gardło. Usłyszałam szeleszczące liście. Może i byłam głupia, ale wiem że to na pewno nie wiatr. Szłam w stronę miejsca z którego było słychać dźwięki. Nagle w oddali zauważyłam czarną kurtkę, taką samą jakom ma dzisiaj Brandon na sobie.
- Brandon! - krzyknęłam, po czym zaczęłam biec w stronę danego przedmiotu. Gdy zauważyłam że tam leży maluch, łzy zaczęły ciec mi z oczu jeszcze bardziej, ale przyspieszyłam. Padłam na kolana i zaczęłam przytulać Brandona, na widok mnie maluch się szeroko uśmiechnął.
- Ari. Ja tak baldzo pseplasam. Nie chciałem się zgubić. - mówił zasmucony. Podniosłam go z ziemi, pocałowałam w policzek i skierowałam się z nim na rękach do wyjścia z tego cholernego lasu.
- Nic się nie stało Brandon. To nie twoja wina. - powiedziałam uśmiechając się.
- Pseprasam ale zgubiłem piłkę. - szepnął po czym się mocniej we mnie wtulił.
- Najważniejsze jest to że ty jesteś cały, a nie jakaś głupia piłka. Kupię ci nową. - Mini Bieber na moje słowa szeroko się uśmiechnął i pocałował w policzek. Dochodziliśmy powoli do wyjścia z tego jebanego miejsca, z daleka mogłam zobaczyć Justina klękającego na ziemi, schował głowę w ręce. To niemożliwe, jak jedna malutka osóbka, może złagodzić Justina, jak umie się dla niej poświęcić, jak go bardzo kocha.
- Zrobimy niespodziankę tacie. - powiedziałam do Brandona pokazując głową na Justina. On (Brandon) się szeroko uśmiechnął, po czym skinął głową że się zgadza. Weszliśmy w las i przeszliśmy tak by móc stać za plecami Justina. Odstawiłam Brandona za moje nogi i pokazałam mu palcem że ma tu na razie stać. Odwróciłam głowę do Biebera i szturchnęłam jego ramię. Podniósł się do góry i odwrócił. Dzięki Bogu Brandon jest taki niski i Justin go nie widzi.
- Znalazłaś go?- spytał z nadzieją. Spuściłam głowę by ukryć mój uśmieszek i by tym gestem powiedzieć że go nie znalazłam. Ponownie podniosłam głowę by spojrzeć w jego zaszklone oczy i w tym momencie już nie mogłam wytrzymać. Roześmiałam się. Justin spojrzał na mnie dziwnie, a ja przesunęłam się w lewo by mógł zauważyć Brandona. Spojrzał na małą postać, po czym się szeroko uśmiechnął, przykucnął i mocno przytulił Brandona. Maluch odwzajemnił gest. Z mojej perspektywy to naprawdę słodko wyglądało. Nigdy nie widziałam żeby ktoś był tak oddany swojemu synowi. Maluch nie ma matki, a on stara się jak może by zastąpić mu ją i żeby mu niczego nie brakowało.
- Za dużo wrażeń jak na dzisiaj, wracajmy do domu. - oznajmił Justin, kierując się z Brandonem na rękach do domu, szłam za nimi ze spuszczoną głową. Co by było jakby się okazało że nie znaleźliśmy Brandona? Że ktoś go porwał. Nie wyobrażam sobie tego jakby mój syn/córka zniknęli. Justin gdy się dowiedział że nie mogę znaleźć Brandona, nie okazywał na zewnątrz uczuć, ale wiedziałam że rozpierdala go od środka. Po przekroczeniu progu domu, ściągnęłam buty z nóg i weszłam wgłąb korytarza. Przeszłam przez białe pomieszczenie i znalazłam się w salonie gdzie siedzieli chłopcy. Zauważyłam że Justin skierował się z maluchem do kuchni, pewnie obaj zgłodnieli. Usiadłam obok Crisa i patrzyłam się w telewizor na którym leciał akurat mecz. Usiadłam wygodnie i wpatrywałam się w piłkarzy biegających po boisku, ale zaczęło przeszkadzać mi to że czułam pary oczu na sobie. Spojrzałam w lewo. Wszyscy chłopcy patrzyli się na mnie z rozdziawionymi ustami, włącznie z Justinem który przed chwilą przyszedł.
- Co? - spytałam zdziwiona.
- Od. kiedy. dziewczyna. ogląda. mecz? - Cris zadając pytanie robił znaczącą pauzę co każde słowo.
- Nie wszystkie dziewczyny są takie same Cris. - oznajmiłam po czym wróciłam do dalszego oglądania, lecz nadal czułam to że chłopaki się na mnie patrzą. - Jeszcze raz się kurwa któryś na mnie spojrzy to was wykastruje i powieszę wasze małe klejnoty nad drzwiami. - syknęłam przez zęby, przez co chłopaki od razy odwrócili wzrok.
- Suka. - mruknął pod nosem Travis
- Kutas. - odburknęłam
- Dziwka. - 
- Chuj. -
- Pizda. -
- Niedoruchany płód. - powiedziałam po czym się uśmiechnęłam w jego stronę, chłopaki cicho zachichotali pod nosem.
- Przegięłaś nadęta dziwko. - splunął po czym wstał do mnie, ja również podniosłam się z miejsca. Zamachnął się pięścią, lecz nawet jego ręka nie dotknęła mojej twarzy gdyż czyjaś ręka zatrzymała ją.
- Jeśli ją kurwa tkniesz będziesz 6 stóp pod ziemią. - syknął mój brat. Nigdy nie widziałam żeby ktoś się o mnie tak troszczył i nigdy nie widziałam go tak wzburzonego. Uśmiechnęłam się z satysfakcją po czym ponownie usiadłam obok Crisa. Po obejrzeniu meczu przypomniało mi się że chciałam porozmawiać z moim bratem. Zdjęłam Brandona z kolan, gdyż jak była połowa meczu to przyszedł do nas i się spytał czy może z nami pooglądać, po czym usiadł mi na kolanach. Szturchnęłam Mendlera w ramię i skinęłam głową by poszedł za mną do kuchni.
- Będę mogła wrócić do mojego domu, do dziewczyn? - spytałam z nadzieją siadając na blacie kuchennym.
- Nie - odpowiedział po czym skierował się do wyjścia z kuchni lecz przystał w miejscu kiedy usłyszał moje pytanie.
- Dlaczego mnie tu trzymasz? Po co ja wam tu? Z tego waszego gangu to jedyne co, to ty mnie jeszcze znosisz - odpowiedziałam i podniosłam wzrok na niego, widziałam w jego oczach zakłopotanie
 i ...zdenerwowanie.
- Im mniej wiesz tym lepiej śpisz. - rzekł po czym już ostatecznie wyszedł z kuchni. Zeskoczyłam z blatu i poszłam w stronę salony gdzie poszedł Cris. Usiadł na sofie obok Biebera i Brandona i wrócił wzrokiem na telewizję.
- Proszę daj mi do nich pojechać, chociaż na godzinę. Możesz pojechać ze mną, tylko błagam daj mi je odwiedzić. - prosiłam zasłaniając mu i chłopakom telewizor, spojrzał na mnie po czym przewrócił oczami i wypuścił powietrze z ust.
- Dobra. Ale ja z tobą nie pojadę, Nick i Travis też nie. Czyli Justin tylko może. - odpowiedział. Wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na Biebera, który na twarzy miał ten szyderczy uśmiech. Miałam wielką ochotę przyjebać mu w tego ryja.
- CO KURWA?- syknęłam przez zęby. Justin schylił się do Brandona, powiedział mu coś na ucho po czym maluch pobiegł na górę.
- Albo Justin, ale nie jedziesz wcale. - skwitował. Przewróciłam oczami.
- Dobra - mruknęłam pod nosem.
- Czekaj, co? Bo nie usłyszeliśmy. - drażnił się Bieber. Ale kutas.
- Dobra - mruknęłam głośniej lecz nadal cicho. - CO? - krzyknęli wszyscy. Oni się kurwa specjalnie droczą ze mną.
- DOBRA! - również krzyknęłam wkurwiona. Zaczęli się głupio śmiać, ponownie zrobiłam młynek oczami, weszła po schodach by po chwili znaleźć się w 'moim' pokoju. Podeszłam do torby i wyjęłam stamtąd świeże ubrania. Wskoczyłam szybko do łazienki, zdjęłam brudne ubrania i bieliznę, po czym weszłam do kabiny i przemyłam swoje ciało wodą i płynem. Musiałam odchylić głowę do tyłu by nie zmoczyło mi włosów, gdyż nie miałam tu suszarki. Wyszłam spod prysznica i owinęłam się ręcznikiem by się wytrzeć. Założyłam obcisłe jeansy i białą bokserkę, a do tego granatową ciepłą bluzę. Spojrzałam się w lustro i zobaczyłam że mam strasznie potargane włosy. Gdy zdejmowałam gumkę do włosów z nadgarstka, zauważyłam że mam na rękach siniaki. Aha... Ślady po Justinie. Naciągnęłam bluzę na nadgarstki i wyszłam z łazienki, zarzuciłam torbę na ramię po czym zbiegłam na dół. Justin razem z Brandonem siedzieli na sofie oglądając tv.
- Chodź Brandon. Zawiozę cię do babci. - oznajmił Bieber po czym wstał z sofy. Maluch szybko do mnie pobiegł i przytulił się do moich nóg. Podniosłam go i posadziłam na biodrze po czym skierowałam się za Justinem w stronę drzwi. Założyłam sobie i Brandonowi trampki po czym wyszliśmy na dwór do samochodu. Usadowiłam go w siodełku, zapinając go, po czym usiadłam obok kierowcy na miejscu pasażera, również zapinając pasy.
- Pojedziemy do tych twoim przyjaciółeczek, ale najpierw zawieziemy Brandona do mojej matki. - powiedział cicho, wyjeżdżając z podwórka.
- Do twojej matki? - zdziwiłam się. Justin jest w najniebezpieczniejszym gangu w Kanadzie, a jego matka jak gdyby nigdy nic się z nim zadaje i opiekuje jego dzieckiem.
- Nie wiesz kto to matka? - spytał rozbawiony i lekko zirytowany.
- Nie rób ze mnie idiotki. Wiem kto to matka. Po prostu... - chciałam już coś powiedzieć, lecz zapauzowałam. Odwróciłam się do Brandona, zabierając Justina telefon i słuchawki, po czym mu je dałam. - Trzymaj Brandon, nie będzie się nudzić. - maluch założył słuchawki i włączył sobie jakąś grę. - Po prostu jesteś w gangu znanym w całej Kanadzie a twoja mama jak gdyby nigdy nic opiekuję się Brandonem. - powiedziałam lekko zdziwiona. Justin spojrzał na mnie, po czym się kpiąco uśmiechnął.
- No chyba cię pojebało żeby moja matka wiedziała o tym że zabijam ludzi. Ona myśli że jestem mechanikiem w nielegalnych wyścigach. - parsknął śmiechem, po czym zrobił kilka manewrów skrzynią biegów by wyprzedzić jadącego przed nami FORDA.
- Nie widziała cię nigdy w telewizji że jesteś ścigany? - spytałam ciekawa. Mnie nigdy nie pokazywali w telewizji że jestem ścigana przez policję, ale wolałam się spytać. Niektóre małe 'gangi' są tak niedoświadczone, że dają sobie zrobić zdjęcie, po czym policja pokazuję to w telewizji i tak łapią te małe suczki.
- No chyba ciebie kurwa pojebało. Jak jesteś już w tym całym gównie, to musisz chronić swoją dupę, a zwłaszcza jak masz dla kogo. - powiedział.
- Co ja mam powiedzieć twojej matce? Że kim dla ciebie jestem? Że kim jestem dla Brandona? - pytałam spanikowana.
- Powiedz że poznaliśmy się na jakieś imprezie. Że jesteś moją przyjaciółką, a Brandon cię traktuję jak ciocię, więc jesteś przyszywaną ciocią. - oznajmił. Włączył kierunkowskaz, skręcając w prawą uliczkę, po kilku minutach dojechaliśmy do naprawdę ładnego domu jednorodzinnego. Wysiedliśmy z samochodu, otworzyłam drzwi od strony Brandona i odpięłam go z pasów podnosząc i usadawiając sobie na biodro. Podeszliśmy do beżowych drzwi, Justin je otworzył i wszedł do środka, a ja z Brandonem za nim. Pff...Ale dżentelmen. 
- Jesteśmy! - krzyknął Duży Bieber. Odstawiłam Małego Biebera na ziemie, łapiąc go za rączkę.
- Ooo... jak dobrze was widzieć. - oznajmiła promiennie piękna kobieta wychodząca zza ściany. Przyznam była naprawdę pogodna, miła i wesoła. Przeciwieństwo Justina.
- Babciaa! - krzyknął Brandon, puszczając moją rękę i podbiegając do kobiety rzucając jej się na szyje. Na ten widok sama się uśmiechnęłam. Justin pociągnął mnie za nadgarstek w stronę jego matki, cicho syknęłam z bólu, ponieważ złapał mnie za tą rękę na której miałam siniaki.
- Mamo, poznaj Ariel, moją dziewczynę. - powiedział po czym owinął ręce wokół mojej talii, kładąc swój podbródek na moim ramieniu, spojrzałam na niego spod byka, szepcząc cicho 'what'. On tylko się głupio uśmiechnął po czym pocałował mnie w policzek, odwróciłam wzrok od niego i uśmiechnęłam się sztucznie do mamy Justina. Wyciągnęłam rękę, lecz ona machnęłam ręką i przytuliła mnie. 
- Jestem Pattie. Miło cię poznać. - Ciepło biło od niej na kilometr. Również odwzajemniłam gest, gdyż poczułam się jak malutka dziewczynka. Moja mama zawsze mnie tak przytulała. Po jakimś czasie oderwaliśmy się od siebie.
- Zrobiłam obiad, chodźcie. - uśmiechnęła się, po czym zniknęła za drzwiami. Jednak zanim weszłam do kuchni, usłyszałam ten chrapliwy seksowny głos... Czekaj. Seksowny? Ari ty go nienawidzisz...
- Dobra robota, kochanie - powiedział Justin po czym przegryzł płatek mojego ucha, przez co zadrżałam. Uśmiechnął się na mój tik. W mgnieniu oka był już w kuchni, ja również weszłam do środka.
- Może w czymś pani pomóc? - spytałam gdy zauważyłam jak miesza zupę. Odwróciła się do mnie z uśmiechem na ustach.
- Żadna pani, mów mi Pattie. - skinęłam głową i powtórzyłam pytanie zmieniając nieco formę.
- Pomóc ci w czymś Pattie? - spytałam grzecznie.
- Mogłabyś jeśli możesz porozstawiać naczynia - oznajmiła, po czym wróciła do mieszania zupy.
- Oczywiście - podniosłam z blatu naczynia i skierowałam się do wyjścia z kuchni.
- Chodź kochanie, pokarze ci gdzie jest jadalnia. - oznajmił Justin to, tak żeby Pattie usłyszała. Poprowadził mnie do jadalni, po czym pomógł mi rozstawić naczynia, już chciałam wrócić do kuchni kiedy nagle ktoś złapał mnie za talię i odwrócił w swoją stronę. Oczywiście nie kto inny, tylko Justin. Spojrzałam w jego brązowe tęczówki w których widziałam rozbawienie. Chciałam już się spytać z czego on jest taki wesoły lecz przerwał mi jego głos.
- Kto by pomyślał że Ariel Evans może być miła dla kobiety która urodziła najniebezpieczniejszego gangstera w Kanadzie. - rzekł po czym się zaśmiał. Przewróciłam oczami i chciałam mu odpowiedzieć jakąś ciętą ripostą, lecz przycisnął mnie z mocną siłą do ściany. Zdziwiłam się że Pattie nie przybiegła przez ten huk. Niezłe mają tu ściany. Justin przybliżył się, przez co dotykaliśmy się czołem i nosem.
- Nie wywracaj na mnie oczami, suko. - skwitował, po czym puścił mnie, lecz zanim to zrobił pocałował mnie w czoło i uśmiechnął się do właśnie wchodzącej Pattie. Uśmiechała się do nas, co oznaczało że nie widziała i nie słyszała co się stało. Justin odsunął mi i swojej mamie krzesło, zdziwiło mnie to, ale cicho podziękowałam i usiadłam na swoim miejscu. Brandon szybko przybiegł i usadowił mi się na kolanach.
- Brandon zejdź z kolan Ari, tak nie ładnie. - oznajmiła Mama Bieber, nakładając nam zupy. Brandon mruknął i się zasmucił, chciał już zejść z moich kolan, lecz go zatrzymałam.
- Nie, mi to nie przeszkadza. Jeśli chce może siedzieć. - uśmiechnęłam się i pocałowałam Brandona w policzek.
- Smacznego. - powiedziałam po czym zaczęłam karmić siebie i Brandona. Rozmawialiśmy wszyscy ze sobą w miłej atmosferze. Po chwili usłyszałam pytanie, na które tak bardzo nie chciałam odpowiedzieć.
- A kim są twoi rodzice? - spytała z uprzejmością Pattie. Justin tak samo jak ja zamarł, ale szybko się otrząsnęłam i ponownie wsadziłam łyżkę zupy do buzi Brandona.
- Mamo...nie. - powiedział cicho Justin.
- Justin, spokojnie. - powiedziałam do niego, lekko się uśmiechając. - Moi rodzice nie żyją. - następna łyżka zupy wylądowała w buzi malucha. Chciałam już mówić dalej ale przeszkodziłam mi w tym Pattie.
- Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz. - oznajmiła mama Justina, pocierając moje ramię.
- Kiedyś to musiałabym powiedzieć. Gdy mój brat zginął, moi rodzice się załamali, mama zaćpała się na śmierć, a tata upił do nieświadomości i zeskoczył z mostu. - powiedziałam znowu dając łyżkę pełną zupy Brandonowi. Poczułam jak czyjaś ciepła ręka gładzi moje kolano,dodając mi otuchy, spojrzałam w tamtą stronę i dostrzegłam rękę Justina, podniosłam wzrok na niego i uśmiechnęłam się, co odwzajemnił. Nie był to jakiś zboczony, czy kpiący lub sztuczny uśmiech. Było to naprawdę szczere.
- Przepraszam, nie wiedziałam. - zasmuciła się Pattie. Pogłaskałam ją po ramieniu, przez co podniosła wzrok na mnie.
- Nic się naprawdę nie stało, to już przeszłość. - rzekłam uśmiechając się. Po przegadaniu jeszcze kilkunastu minut, wstaliśmy i posprzątaliśmy. Przyszła pora się pożegnać.
- Ari, bardzo miło było cię poznać. Mam nadzieje że jeszcze się zobaczymy. Chcę lepiej poznać moją synową. - powiedziała po czym mnie mocno przytuliła. Odwzajemniłam gest i uśmiechnęłam się.
- Mamo... - przewrócił oczami Justin. Pattie do niego podeszła i również przytuliła.
- Masz o nią dbać, jest tego warta. Jeśli ją skrzywdzisz będziesz mieć ze mną do czynienia. - Powiedziała i pogroziła mu palcem, zaśmialiśmy się wszyscy. Poczułam jak ktoś mnie ciągnie w dół za rękę, przykucnęłam i dostrzegłam Brandona, który rzucił mi się na szyje i zaczął tulić. Również go przytuliłam.
- Kocham cę. - powiedział mi na ucho maluch, uśmiechnęłam się i mocniej w niego wtuliłam.
- Ja ciebie też skarbie. - wyszeptałam po czym wstałam i skierowałam się w stronę Justina. Pomachaliśmy jeszcze na pożegnanie i weszliśmy do samochodu. No to teraz do dziewczyn. Jechaliśmy cały czas w cichy, tylko muzyka grała. Położyła głowę na szybę i patrzyłam jak mijamy drzewa z dużą prędkością.
- Polubiła cię - powiedział cicho Justin, spojrzałam się na niego ze zdezoriętowaniem, gdyż odpłynęłam myślami. Spojrzał na mnie i najwyraźniej zobaczył że nie wiem o co chodzi, gdyż wytłumaczył swoją wypowiedź.
- Moja mama cię polubiła. - a więc o to chodzi.
- Aaa... Też ją bardzo polubiłam. - odpowiedziałam uśmiechając się do siebie. - Czemu nazwałeś mnie swoją dziewczyną, skoro ustaliliśmy że jesteśmy przyjaciółmi? - spytałam zaciekawiona.
- Bo jakbym powiedział ci w samochodzie że powiemy że jesteś moją przyjaciółką, to wpadłabyś w szał, a był z nami Brandon, dlatego tego nie chciałem. A do tego Pattie by mi nie uwierzyła że jesteś moją przyjaciółką, dlatego że nigdy w życiu nie miałem żadnej przyjaciółki. - skwitował, co oznaczało, koniec rozmowy. Szczerze? Miał rację, bym zrobiła mu w samochodzie zadymę. Jednak nie jest taki głupi jak myślałam. Po jakimś czasie dojechaliśmy do domu dziewczyn i wyszliśmy z samochodu, zabierając jeszcze swoją torbę z ubraniami. Był to mój dom, więc nie pukałam i weszłam do środka. Było strasznie cicho, to nie możliwe że drzwi są otwarte, a nikogo nie ma w domu. Przeszłam przez korytarz by otworzyć szafkę na kluczę, wyjęłam stamtąd broń i odbezpieczyłam ją. Odwróciłam się do Justina i pokazałam mu by wyjął swoja broń, tak też zrobił. Pokazałam mu byśmy się rozdzielili, skinął głową że się zgadza i ruszył w przeciwną stronę niż ja. Wymierzyłam pistolet przed siebie i przeszłam przez salon, który był pusty, weszłam cicho do kuchni przeszukując czy nikogo nie ma, był pusty tak jak salon. Sprawdziłam jeszcze jadalnie, pokój Sevany, Neli i były pokój Lux. Justin sprawdził gabinet i wszystkie łazienki, było pusto. Został tylko mój pokój. Wymierzyliśmy pistolet w zamknięte drzwi. Justin skinął głową że wyważy drzwi, zgodziłam się po czym lekko odsunęłam. Stanął w jednej pozycji, po czym kopnął drzwi z całej siły, przez co futryna wyleciała razem z nimi. Wycelowaliśmy pistolet poziomo i weszliśmy do środka, osłaniając siebie nawzajem. Gdy przeszukaliśmy wszystkie zakamarki wyjęłam torbę z szafy po czym wszystkie ciuchy schowałam do środka. Weszłam do łazienki i przeżyłam szok.
- Justin. - pisnęłam. Szybko zjawił sie obok mnie, na jego twarzy też malował się szok. Ciało Sevany i Neli leżały w wannie całe we krwi. A na lustrze widnieje napis 'Ty będziesz następna suko' namalowany krwią. Poczułam jak moje policzki stają się mokre, przez Niagarę łez. Justin zabrał moją torbę po czym wrzucił wszystkie moje rzeczy do niej. Wyszłam z łazienki gdyż nie mogłam już patrzeć na ten piekielny widok. To nie możliwy. Wciągu tygodnia straciłam wszystko co było dla mnie najważniejsze.Wyjęłam kluczyk spod biurka, po czym podniosłam dywan i rzuciłam go na drugi koniec pokoju, przykucnęłam i odnalazłam wzrokiem kontury prostokąta wyciętego z podłogi. Wsadziłam kluczyk do środka i przekręciłam go 2 razy, a następnie pociągnęłam do góry by się otworzył, tak tez się stało. Zauważyłam że w środku znajduję się jakieś czerwone opakowanie w ładnie zawiniętą kokardkę, wyjęłam to i poczułam że to jest naprawdę ciężkie.
- Co to? - spytał Justin, przykucając przy mnie. Ruszyłam ramionami z odpowiedzą że nie wiem. Przyłożyłam do ucha i potrząsnęłam, usłyszałam tylko lekki stukot metalu, lecz też było mi to ciężko usłyszeć gdyż strasznie głośno oddychałam. Justin spojrzał ze strachem na czerwone opakowanie, po czym przyłożył swoją rękę do moim ust, by uciszyć mnie. Oboje usłyszeliśmy ciche tykanie, które stawało się coraz szybsze. To oznaczało tylko jedno...
- BOMBA! - krzyknął Bieber uprzedzając mnie.

*~*
Starałam się ten rozdział jak najszybciej napisać. Lecz nie było to łatwe bo straciłam wenę na 3 dni.
Ale moja kochana przyjaciółka mi pomogła.
Mam nadzieję że wam sie spodoba.
KOMENTUJESZ - JA MAM LEPSZĄ WENĘ! ♥

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 10

'Żyjemy nie tak, jak chcemy, lecz tak, jak potrafimy.'

Ciepłe promienie słońca, padały na moją twarz. Siedziałam na parapecie skulona, na moich ramion spoczywał niebieski koc. Moje tęczówki studiowały panoramę znajdującą się za oknem. Mnóstwo drzew, kilkanaście domów, droga przez którą od czasu do czasu przejeżdżały samochodu i grupka ludzi ubranych na czarno. Widać było że chociaż połowa z nich jedzie na sterydach, najdziwniejsze było to że za nimi wlokła się jakaś dziewczyna, nawet z daleka mogłam dostrzec że jest naprawdę ładna, jej wygląd kaleczyła tylko duża blizna wzdłuż policzka i kilka siniaków. Była bita. Jak patrzę na tą dziewczynę, to myślę że w miejscy w którym teraz jestem, to nie jest tak źle. Pamiętam że od kiedy wpadłam w to całe gówno z gangiem, starałam się żeby nikt nie podniósł ręki na Lux, Sevane i Neli. Wystarczająco że przeze mnie dołączyły do gangu. Może to "porwanie" które zaintrygował Bieber nie jest takie złe, może dzięki temu dziewczyny już nie będą w tym całym gównie. Wystarczająco im w życiu namieszałam, nie chce by przeze mnie straciły życie. I tak już przeze mnie zginęła Lux. Tak, myślę że to był bardzo dobry pomysł i chyba jedyny najlepszy. Tylko żebym mogła chociaż się pożegnać z nimi dwoma. Chociaż, też nie wiem czy to jest dobry pomysł. Może będą miały mi to za złe że je zostawiłam, ale przecież ja nie zrobiłam tego celowo. Nawet nie wiem czemu mnie porwali. Zawsze jak zaczynam ten temat, chłopaki się wściekają i nie chcą mi powiedzieć, po kilku próbach 'dowiedzenia się' czegoś, odpuściłam. Po moim dzisiejszym omdleniu, miałam mętlik w głowię. Jak to możliwe że Cris jest moim bratem? Przecież mojego brata zastrzelili, prawda? Usłyszałam jak drzwi się lekko uchylają, lecz nie odwróciłam wzroku od okna. Nadal patrzyłam na już trochę przyciemnione niebo. Czułam że ta osoba stoi centralnie za mną.
- Domyślam się że masz mętlik w głowie. - usłyszałam stłumiony głos Crisa. Nie odezwałam się słowem, co musiało dać mu odpowiedz.
- Gdy się urodziłaś byłem najszczęśliwszą osobą na świecie. Nawet nasza własna matka nie cieszyła się tak jak ja. Od pierwszych twoich dni się tobą opiekowałem. Sprzedawałem swoje zabawki innym dzieciakom, by móc kupić ci mleko, gdyż kobieta którą kiedyś nazywałem matką nie chciała cię karmić. Ona się ni chuja nami nie interesowała. Pewnego dnia wyszedłem z domu by kupić nam jedzenie i zajść do babci, która jako jedyna starała się nam pomóc, lecz gdy wróciłem przeżyłem szok, ten skurwysyn znany również jako 'ojciec' - tu zrobił cudzysłów. Widziałam go ponieważ usiadł obok mnie na lodowatym parapecie. Gdy mówił o tym widziałam ból w jego oczach, w tych tęczówkach które mają takie same geny. - bił cię, kopał, aż w końcu zrobił coś co mnie najbardziej w życiu przeraziło. Podniósł cię i upuścił o podłogę. Starałem się go odciągnąć od ciebie, gdy usłyszałem jak zaczynasz jeszcze bardziej płakać, coś we mnie pękło, wyjąłem z szafki nóż i wbiłem mu go w plecy, zrobiłem tak kilka jeszcze razy w klatkę piersiową. Zmarł na miejscu. Miałem tylko 6 jebanych lat, gdy pierwszy raz kogoś zabiłem. Ale nie żałuje tego, gdybym mógł zrobić bym to ponownie. Sąsiadka usłyszałam twój płacz i zadzwoniła po policję. Ta suka która nas urodziła, poszła na dziwkę, zaraziła się jakąś chorobą i zmarła, a mnie wsadzili do domu dziecka, ty leżałaś w śpiączce przez długi czas. - płakałam. Oboje płakaliśmy. Nigdy w życiu nie przypuszczałam że byłam tak katowana, za nic tego nie pamiętam. Cris najwyraźniej umie czytać w myślach, bo wszystko wytłumaczył. - Okazało się że miałaś złamane żebro i wstrząs mózgu. Lekarz powiedział że nie będziesz pamiętać niczego co było przed tym wypadkiem. Tydzień po tym jak oddali mnie do domu dziecka, przygarnął mnie Neon. Nauczył mnie tego wszystkie co jest potrzebne by być w gangu, przyjaźnił się z Josh'em. I tak starali się wpajać od małego mi i chłopakom całą historię gangów i tego co było nam potrzebne by przetrwać. I tak aż do teraz. Lecz cały czas byłaś w mojej głowię, nie mogłem przestać o tobie myśleć. Czy dobrze cię traktują. Okazało się że cię przenieśli, byś była jak najdalej ode mnie. Ale udało mi się ciebie odnaleźć. Wiedziałem wszystko co się z tobą dzieje, od tamtego momentu byłem spokojny. Ale obiecałem sobie że kiedyś cię zabiorę stamtąd. - odpowiedział i spuścił głowę. Przysunęłam się do niego, po czym objęłam go w pasie i wtuliłam się w jego klatkę piersiową, cicho łkając, również się do mnie przytulił.
- Więc po co mnie porwaliście skoro wiedziałeś wszystko o mnie? - spytałam cicho. To było dla mnie niezrozumiałe.
-Tylko ja, Josh i Neon wiemy czemu tu jesteś. Chłopaki myślą że to zlecenie Josh'a by cię na początku zakatować a potem zabić. - gdy to powiedział, przestraszyłam się. Cris zauważając że się spięłam zaczął robić kółka na moich plecach.
- Spokojnie, nic ci nie zrobimy. - zaśmiał się. - Nie skrzywdzę cię. - wyszeptał.
- Czemu zastrzeliliście mojego brata? - spytałam. Może i nie był on moim prawdziwym rodzeństwem, ale tak go traktowałam i nie zmienię zdania.
- Nie my go zastrzeliliśmy. Wkopał się w narkotyki i zadurzył się u Jamesa, chciał go zabić, wiedziałem że jest dla ciebie ważny, więc zagadałem z Josh'em. Wymyśliliśmy plan, chłopakom nagadaliśmy że Alex był winny hajs za prochy, więc musieliśmy go uprowadzić, lecz nie zrobiliśmy mu krzywdy. Gdy zamknęliśmy go w magazynie dla bezpieczeństwa, zapomnieliśmy zamknąć jednego jebanego okna na dachu. James wlazł do środka, w tym samym czasie co my przyjechaliśmy, weszliśmy w tym samym czasie co on do niego strzelił. Najwyraźniej usłyszał hałas otwieranych drzwi, zabrał ciało i uciekł. Lecz przed tym zauważyłem jak wyciąga jego martwe ciało przez okno i dotąd go nie widzieliśmy. - wytłumaczył całą historię.
Byłam w nieodgadniętym szoku. Jestem ciekawa, czy wie na temat moich 'przyszywanych' rodziców wszystko. Na temat ojca który się spił i skoczył z mostu i na temat matki. - Ari, ja wiem na temat twoich rodziców. Wiem że ich nie zabiłaś. Wiem że twój ojciec skoczył z mostu po upiciu się. Wiem że twoja matka zaćpała się na śmierć. - wyszeptał. Gdy przypomniał mi o tym wszystkim, zaczęłam znowu szlochać. Cris szybko przytulił mnie do siebie i zaczął bujać w przód i tył by mnie uspokoić.
- Przepraszam. Bardzo cię przepraszam. - szeptał mi do ucha.
- Z-za co ? - zająknęłam się, podnosząc głowę, by na niego spojrzeć.
- Za to że cie opuściłem, że nie byłem przy tobie kiedy tego potrzebowałaś. Że nie byłem idealnym bratem. - powiedział, po czym po jego policzku spłynęło kilku łez. Wytarłam je wierzchem dłoni, następnie pocałowałam go w policzek i mocno się wtuliłam.
- Jesteś najlepszym bratem na świecie. - wyszeptałam tak by tylko on mógł to usłyszeć, chociaż nikogo oprócz nas nie było w pokoju. Nagle usłyszeliśmy huk otwieranych się drzwi i Justin stojącego w nich, po chwili dobiegli chłopcy.
- Sorry kurwa że przeszkadzam w tej sielance. Ale niech mi ktoś to do jasnej kurwy nędzy wyjaśni! - wysyczał Bieber.
- Przepraszam Cris, ale nie mogliśmy go zatrzymać. - wypowiedział się zza Justina Nick.
- Spokojnie i tak pewnie chcecie wyjaśnień. - powiedziałam. Mój brat wytłumaczył im wszystko od początku. Pod koniec każdy z nich był w gigantycznym szoku. Gdy wszystko do nich dotarło Justin podniósł się z miejsca na których wcześniej siedział i  podszedł do Crisa. Zamachnął się i trafił z pięści prosto w jego nos.
- Okłamywałeś nas od początku! - wykrzyknął Bieber. Chciał się zamachnąć ponownie, ale stanęłam po miedzy nimi, a Nick z Travisem złapali całego nabuzowanego bruneta za ramiona. Cris splunął krwią i podniósł wzrok na Justina.
- Musiałem! - także wykrzyknął Mendler.
- Mogłeś nam kurwa powiedzieć. - zniżył lekko ton głosu, ale nadal krzyczał.
- Czym miałem się do jasnej cholery chwalić? Że mięliśmy matkę dziwkę, a ojciec nas katował. Nie, dzięki. - odparł szatyn.
- Byśmy coś wymyślili. - bronił się Justin.
- Bieber, masz siostrę. Na moim miejscu byś zrobił to samo. - wypowiedział się Cris, po czym wyszedł z pokoju. Kiedy Justin przestał się wyrywać chłopaki go puścili, skinęłam do nich głową by wyszli z pokoju.
- Ty Bieber zostajesz. - oznajmiłam, gdy zauważyłam jak skierował się w stronę wyjścia z pokoju. Stał do mnie tyłem, cały czas nie odwracając się.
- Po co go kurwa uderzyłeś? - spytałam. Jestem pewna że mnie słucha, może i stał tyłem, ale wiedziałam to.
- Bo mnie wkurwił. Nienawidzę ludzi którzy kłamią. - syknął przez zęby, po czym się odwrócił. Jego oczy stały się lekko ciemne. Nigdy u nikogo nie widziałam że jak się wkurza to oczy mu ciemnieją.
- I co? Za każdym razem jak ktoś cię wkurwi, będziesz go napierdalać po mordzie. - powiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersi. Justin zaczął się zbliżać w moją stronę po czym popchnął mnie na ścianę i rozłożył ręce po obu stronach mojej głowy, przez co byłam w 'pułapce'.
- Nie mów mi kurwa co mam robić. - wyszeptał mi prosto do ucha. Skręciłam głowę w prawą stronę i dostrzegłam na jego rękach zaschniętą krew po Cris'ie.
- Ugh, pierdol się. - syknęłam i pociągnęłam go za rękę, w stronę łazienki.
- Siadaj - powiedziałam do Justina, kiedy weszliśmy do łazienki. Usiadł na roku wanny przez co czułam na sobie jego wzrok gdy przeszukiwałam szafki by znaleźć tą jebaną apteczkę.
- Ręka - siknęłam do niego głową, gdy zamoczyłam wacik w wodzie utlenionej. Zrobił tak jak kazałam. Gdy przycisnęłam wacik do jego rannych kostek, syknął z bólu.
- Nie bądź cipą. - zasygnalizowałam. Na twarzy Justina wstąpił malutki uśmieszek, ale tak jak szybko się pojawił tak zniknął. Oczyściłam kostki z krwi, po czym zabandażowałam je.
- Gotowe. - szepnęłam, po czym skierowałam się do umywalki, by umyć swoje ręce. Zadrżałam kiedy usłyszałam jego ochrypły głos przy moim uchu.
- Dziękuje, shawty. - podniosłam wzrok na lustro, widziałam w odbiciu jak Justin schyla się jeszcze bardziej, niż przedtem i całuje mój policzek, zostawiając usta przez kilka sekund dłużej. Po czym jak gdyby nigdy nic, wychodzi z łazienki, z tym swoim zawiackim uśmiechem. Przewróciłam oczami i także wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół, po czym usiadłam na sofie. Schyliłam się po pilota i nacisnęłam duży czerwony przycisk, włączający telewizję. Skakałam po programach, gdy nagle natrafiłam na wiadomości.
' Wczoraj na obrzeżach Stratford, w 'złej' części miasta znaleziono 2 rozbite samochody, jeden z nich to Mustang, a drugi Jeep. Znaleziono w nich 2 ciała, kobieta i mężczyzna, kobieta to nie jaka Lux Lewis, była członkinią znanego gangu. Nie ma żadnych danych o mężczyźnie. Myślimy że wypadek spowodował jakieś porachunki gangsterskie. Świadkowie twie...' Dalej nie byłam już wstanie słuchać. Złość we mnie rosła. Straciłam najlepszą przyjaciółkę. Przez moją jebaną głupotę.
- Ugh. Kurwa!- krzyknęłam po czym szybko wstałam z sofy i zaczęłam krążyć po pokoju. Zamachnęłam się przez co pięścią rozbiłam wazon. Zaczęłam po kolei zwalać wszystkie rzeczy z półek by móc wyładować złość. Czułam jak krew buzuje mi w żyłach a łzy lecą po policzkach. Nagle ktoś mocno pociągnął mnie za ramię i złapał za oba nadgarstki. Spojrzałam w górę i dostrzegłam tak dobrze mi znane brązowe tęczówki, w których tym razem czaiło się zdezorientowanie. Miałam teraz w dupie to że jest wkurwiający i że go nienawidzę. Owinęłam go rękoma w pasie i wtuliłam się do jego klatki piersiowej. Justin najwyraźniej był na początku bardzo zdziwiony, ale po chwili objął mnie ramionami i odwzajemnił gest, pocierając moje plecy.
Szlochałam w jego koszulkę, mocząc ją, ale nie przeszkadzało mu to. Mocniej mnie do siebie przyciągnął, choć nie wiem czy dało rade jeszcze bardziej.
- Cii. - starał się mnie uspokoić, szeptał mi do ucha słowa otuchy, przez co zaczęłam się powoli uspokajać. Justin spojrzał na telewizor, gdzie aktualnie pokazywali zdjęcia z miejsca wypadku i zrozumiał czemu wpadłam w furię. Po kilku minutach uspokoiłam się. Nagle Brandon przybiegł ze schodów i podbiegł do nas.
- Ari, dlaczego płaczesz? - spytał cichutko. Oderwałam się i przykucnęłam przy maluchu, by być na tym samym wzroście.
- Niechcący walnęłam ręką o wazon i mnie teraz bardzo boli ręka. - powiedziałam lekko się uśmiechając. Musiałam skłamać, co miałabym mu powiedzieć. Wpadłam w furię przez śmierć mojej przyjaciółki i rozwaliłam wazon. No chyba nie.
- Tato, czy mogę iść do parku z Ari pograć w piłkę? - spytał z nadzieją Mini Bieber, kierując pytanie do Justina. On uśmiechnął się i skinął głową że się zgadza.
- Ale idę z wami. - oznajmił. Brandon szeroko się uśmiechnął i przytulił się do moich i Justina nóg. - Idź się przebież. - zadeklarował. Maluch szybko pobiegł po schodach. - Powiem chłopakom żeby to posprzątali. - powiedział i skierował się w górę schodów, ale podbiegłam szybko do niego i pociągnęłam go za ramię, kiedy się odwrócił, pocałowałam go w policzek, wyszeptałam ciche 'dziękuje' i pobiegłam do swojego pokoju. Przebrałam się w szybko w inne ubranie, po czym umyłam dokładnie twarz i zbiegłam na dół gdzie czekali już Justin i Brandon. Wyszliśmy z domu i skierowaliśmy się w stronę parku.
- Ja chcę być z Ari. - oznajmił Brandon i położył piłkę na ziemi. Graliśmy z dobrą godzinę. Co chwila się śmialiśmy i wywracaliśmy. Było 6:5 dla mnie i Brandona. Nagle kiedy maluch chciał trafić w bramkę wykopał piłkę do małego lasku. Chciałam iść już po nią, ale Brandon mnie uprzedził i powiedział że sam pójdzie. Podeszłam do Justina.
- I co? Przegrywasz. - zaśmiałam się.
- Jeszcze zobaczymy. - oznajmił. Gadaliśmy przez jakiś czas, a Mini Bieber nadal nie wrócił, zaczęłam się martwić.
- Idę zobaczyć co z nim. - powiedziałam i pobiegłam w stronę lasku. Chodziłam odgarniając liście i gałęzie, które zagradzały mi drogę, cały czas nawołując jego imię. Nigdzie go nie było. Przestraszyłam się, wyszłam z lasku i podbiegłam do zniecierpliwionego Justina. Gdy zauważył że idę sama, widziałam szok wymazany na jego twarzy. To co mu powiedziałam wprawiło go w osłupienie.
- Brandon zaginął.

piątek, 6 września 2013

Rozdział 9

* PoV Ariel *

Gdy poczułam że zaczynam się powoli rozbudzać, mruknęłam coś pod nosem i mocniej się wtuliłam w moją cieplutką poduszkę. O dziwo była twarda i wcale nie puchowa, niż wcześniej. Ale nie miałam siły otwierać powiek by zobaczyć co jest nie tak. Lecz gdy tak leżałam, poczułam jak ta poduszka podnosi się i opada. To już było dziwne. Uchyliłam powieki, ale iskry światła dostały mi się do oczy, przez co musiałam je od razu zamknąć. Po kilku próbach w końcu udało mi się otworzyć powieki bez żadnego problemu. Podniosłam głowę i dostrzegłam te brązowe tęczówki z których iskry zadowolenia strzelały we wszystkie strony.
- Dzień Dobry - powiedział, po czym się szyderczo uśmiechnął. Spojrzałam na nasze sylwetki, i dostrzegłam że leżałam wtulona w klatkę piersiową Justina, on obejmował mnie ciasno ramieniem, a nogi mieliśmy splecione ze sobą. Każdy by powiedział że wyglądamy jak para zakochanych w siebie ludzi, ale tylko nie liczni wiedzą jak jest naprawdę. Chciałam się od niego odsunąć bo było mi głupio, ale on jeszcze ciaśniej mnie do siebie przybliżył, nie miałam szans się wyrwać. Położyłam się tak jak wcześniej i znów powróciłam wzrokiem na jego karmelowo-brązowe tęczówki.
- Czy możesz mnie puścić? - syknęłam. Miałam wielką ochotę przyjebać mu w ryj za wszystko co mi zrobił, za brata, za to że mnie tu trzyma i za wszystko inne. Tylko kurwa ta moja jebana troska o młodszych, o Brandona. Gdybym zabiła Biebera, Brandon by był bez ojca. Wystarczająco że jest bez matki, nie chce by przeżył to samo co ja.
- Jakoś to ci nie przeszkadzało, jak się do mnie tuliłaś. - powiedział i uśmiechnął się kpiąco.Przewróciłam oczami i położyłam głowę na jego klatce piersiowej, gdy to zrobiłam, byłam pewna że się uśmiechnął. Leżeliśmy w ciszy w takiej pozycji przez jakiś czas, dopóki nie przerwał jej Justin.
- Skąd znałaś Browna? - spytał. Szczerze? Zdziwiłam się tym pytaniem, ale w końcu uratował mi życie, coś za coś. Chyba mogę mu powiedzieć.
- Byłam z Brown'em 3 lata. Po tych jebanych 3 latach, poznał mnie na jakieś imprezie ze swoimi kumplami, on gdzieś odszedł, a jego podpici koledzy zaczęli się do mnie dobierać, miałam na sobie płaszcz Brown'a, zauważyłam w nim pistolet, pierwszy raz miałam coś takiego w ręku, ale nie miałam wtedy czasu na myślenie. - wciągnęłam powietrze, po czym je wypuściłam. Justin zaczął mnie pocieszająco głaskać po moim odkrytym ramieniu. - Wycelowałam w jednego z nich i nacisnęłam za spust, po czym nacisnęłam go jeszcze kilka razy w stronę reszty jego kolegów. Potem była tylko krew i ucieczka. - przy ostatnim zdaniu głos mi się ściszył. Nadal miałam przed oczami widok mnie prawie w samej bieliźnie, a wokół 5 mężczyzn śliniących się. Zacisnęłam mocno oczy i usta by wymazać z głowy tej obraz.
- Skąd wiedział że jesteś uczulona na Euthyrox? - spytał, spojrzałam w górę, ponownie natrafiając na jego tęczówki. Wypuściłam powietrze z ust, po czym zaczęłam tłumaczyć.
- Kiedyś zachorowałam, lekarz dał mi lekki w którym było Euthyrox. Po nich zasnęłam i nie mogli mnie wybudzić. Więc Brown zawiózł mnie do jakiegoś jego lekarza i mu najwyraźniej powiedział że jestem na to uczulona, więc to wykorzystał przeciwko mnie. - Chuj jebany. Wstrzyknął mi to i myślał że jak zasnę to będzie mógł robić ze mną wszystko na co mu nie pozwalałam. Jak ja się ciesze, że strzeliłam mu kulkę w łeb. Justin tylko skinął głową że rozumie i zamknął oczy, po czym położył głowę na poduszkę. Zaczęłam mu się przyglądać, zauważyłam że miał dobrze wyrzeźbione kości policzkowe, nie miał tego 'dziecięcego tłuszczyku', usta miał lekko zaróżowione i pełne, nos idealnie dopasowany do jego twarzy, a długie rzęsy upadały mu na policzki.
- Zrób zdjęcie, chyba będziesz tak samo usatysfakcjonowana patrząc na nie, jak teraz na mnie. - powiedział, nadal z zamkniętymi oczami, a jego kąciki ust lekko uniosły się w górę. Szybko spuściłam wzrok. Gdy poczułam jak jego ręka lekko odpuszcza w uścisku, podniosłam się i pociągnęłam moją bluzkę w dół, gdyż podwinęła mi się. Spałam tylko w damskich bokserkach i krótkim t-shircie, więc czułam się trochę goła gdy wstałam, pociągnęłam koniec kołdry pod którą leżał Bieber, dzięki czemu, ja byłam już zakryta, a Justin leżał pół nagi na łóżku. Szlak, musiał akurat dzisiaj nie zakładać bluzki? Robi to specjalnie. Gdy skapnął się że zabrałam kołdrę i się nią owinęłam, jego chamski uśmieszek powrócił.
- Nie wstydź się. Będziesz niedługo chodzić nago wokół mnie. - powiedział flirtująco w moją stronę, lecz na mnie to nie zadziałało. Przewróciłam oczami i skierowałam się w stronę drzwi wyjściowych by iść do łazienki. Lecz nie dane było mi przekroczyć nawet progu drzwi, gdyż zostałam z całej siły przygwożdżona do futryny. Poczułam ostry ból w kręgosłupie. Będzie Siniak. Otworzyłam oczy, które wcześniej zaciskałam z bólu i natrafiłam na bardzo ciemny kolor tęczówek, należący oczywiście do Justina.
- Na mnie nie przewraca się oczyma. - syknął przez zęby. Ale on się szybko wkurwia. Miałam wielką ochotę by przewrócić ponownie oczami , ale wolałam się nie narażać na następnego siniaka na plecach. On jest kurwa jakiś bipolarny, na początku jest miły, potem zboczony, a następnie przygwożdża mnie do ściany. No ja pierdole, ale z niego kutas. - Rozumiesz? - syknął ponownie. Gdy nie usłyszał ode mnie odpowiedzi, jeszcze mocniej na mnie naparł, przez co nie mogłam złapać oddechu, po czym ponowił pytanie, jeszcze bardziej wkurwiony. Skinęłam głową że się zgadzam, bo tylko na tyle było stać moje obolałe ciało. Kiedy zauważył że się z nim zgadzam, pogłaskał mnie po głowie.
- Dobra dziewczynka. - powiedział, po czym mnie puścił i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Skuliłam się tak by móc złapać jak najgłębsze oddechy. Wdech, Wydech, Wdech, Wydech. Poczułam jak po moim policzku poleciała łza. Łza bólu.
- Kutas - syknęłam cicho, gdyż głośniej nie dałam rady. Siedziałam skulona w kącie, łapiąc krótkie oddechy, gdy usłyszałam jak drzwi się otwierają. Opatuliłam się mocniej ramionami, bojąc się że to Justin wrócił by mi coś zrobić. Przyznaję się, boję się go strasznie. Coś w nim jest takiego przerażającego. Po chwili poczułam jak coś ciepłego i puchatego leży mi na ramionach. Podniosłam głowę i dostrzegłam Crisa, z troską w oczach, uśmiechnął się lekko lecz ja nie odwzajemniłam gestu. Westchnął głęboko i usiadł obok mnie. Zatraciliśmy się oboje w swoich myślach, gdyż nikt się nie odezwał. Spojrzałam na Crisa, miał zamknięte oczy i lekko uchylone usta, przez które oddychał. Powróciłam wzrokiem na ścianę znajdującą się przede mną i analizowałam wszystko w głowię. Chciałabym wrócić do dziewczyn, być przy nich w tych trudnych chwilach, kiedy nie ma Lux, jeszcze do tego ja zniknęłam. Moje przemyślenia przerwał cichy głos Crisa.
- Co ci zrobił? - powiedział to tak cicho, jakby bał się że ktoś go mógłby usłyszeć.
- Nic. - odpowiedziałam także cicho. Po co miałabym mu to mówić. Gdy Cris zauważył że nic ze mnie nie wyciągnie, podszedł do mnie i podniósł palcem wskazującym i kciukiem moją brodę do góry. Podniósł drugą rękę, przez co się skuliłam. Bałam się że podniesie na mnie rękę. Mendler zauważając mój strach, pogłaskał mnie po policzku swoją ciepłą dłonią.
- Ari, nie skrzywdzę cię. Nie mógłbym. - powiedział szeptem. Spojrzałam mu w oczy i już wiedziałam że mówi szczerze. Powoli podniosłam głowę do góry tak jak wcześniej zrobił to Cris swoją ręką i czekałam na jego ruch. Podniósł ponownie drugą rękę i przejechał opuszkami palców po miejscu gdzie przyduszał mnie Justin. Jestem pewna że są tam ślady po jego rękach, inaczej Cris by nie wiedział gdzie mam ślady po wybrykach Biebera. Zauważyłam że w brunecie wzbiera się złość gdyż zaciskał w pięść wolną rękę. Przywołałam głowę do normalnego kąta stopni.
- ZABIJĘ SUKINSYNA! - krzyknął, po czym wstał i wyszedł szybkim krokiem z pokoju. Ja również podniosłam swoje cztery litery i pobiegłam za Crisem. Wystarczająco że miałam już przejebane u Biebera, nie chce mieć większych problemów. Najwyraźniej się spóźniłam gdyż słyszałam na dole jak krzyczą. Szybko zbiegłam po schodach, po czym skierowałam się w miejsce skąd dochodziły krzyki. 
- Czemu kurwa podniosłeś na nią rękę?! - usłyszałam krzyk Crisa, gdy przekroczyłam próg kuchni.
- A czemu kurwa nie?! Suka nie będzie mnie przedrzeźniać! - również wykrzyknął Bieber. 
- Nie nazywaj jej tak! Ona nie jest kurwa jak te wszystkie inne z którymi się pieprzyłeś! - wydarł się brunet. 
- Chłopaki. Stop! - starałam się ich jakoś uspokoić , ale na marne. Jakby kurwa mnie tu nie było. A gdzie jest Nick i Travis kiedy są potrzebni?! Oni się kłócą, a oni nie wiadomo gdzie są.
- Co ty ją kurwa tak bronisz?! Od początku przypominałeś nam że nie można jej bić, znęcać się nad nią, prosiłeś mnie o to by mogła wychodzić normalnie z pokoju i żebyśmy ją zabrali z piwnicy! Wiedziałeś kurwa lepiej od lekarza co jej dolega! Co ty się tak kurwa o nią troszczysz?! - wykrzyknął Justin, widać było już jego żyły na szyi. Szczerze? Też byłam ciekawa tego pytania. Od kilku dni, bardzo mnie to ciekawiło.
- Bo ona jest kurwa moją siostrą! - syknął Cris. Zamurowało mnie. Ale..ale jak to? Przecież mi zabili brata i to jeszcze ich gang to zrobił, sam Justin. O co tu kurwa chodzi? Usłyszałam jak ktoś przeklina za mną. Odwróciłam głowę i dostrzegłam tam Nicka i Travisa. Ponownie skierowałam wzrok na Justina i Crisa, którzy w tym samym czasie odwrócili się w moją stronę. Głowa buzowała mi z bólu. Patrzyłam na nich z wytrzeszczonymi oczami.
- Co ? - szepnęłam. Widziałam jak Cris coś mówił, gdyż poruszał ustami, lecz nic nie słyszałam. Potem były tylko mroczki i ciemność.



*^^*

Przepraszam wszystkich za to że tak późno dodaje rozdział, Ale byłam strasznie zabiegana.
Wiecie, szkoła, książki, lekcje i prace domowe.
Mam nadzieje że podoba wam się rozdział. Czekam na komentarze. ;)
KOCHAM WAS!

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 8

* PoV Justin *
Gdy Ashton wyszedł starałem się przez jakiś czas uspokoić, gdy nic mi nie pomagało, wziąłem kluczyki od samochodu i wyszedłem z domu. Jechałem przez jakiś czas samochodem i zastanawiałem się, skąd ona go znała. Skąd wiedziała jak on ma na imię? Dlaczego gdy miała pistolet w ręku nie zastrzeliła mnie i nie uciekła? Jeździłem w tą i z powrotem, by opaść z emocji, ale gówno mi to dawało. Nagle zobaczyłem w oddali tak dobrze znany mi budynek, był strasznie zniszczony, ale teraz nie interesowało mnie zewnętrzny wygląd, tylko to co znajdowało się w środku. Wyszedłem z auta i skierowałem się prosto do wejścia.
- Najlepsza kurwa z tego burdelu w pokoju numer 7. Teraz. - syknąłem w stronę kobiety siedzącej za biurkiem i patrzącą na mnie ze strachem.

* PoV Ariel *

Obudził mnie ostry ból w kostce u prawej nogi. Otworzyłam oczy, po czym przetarłam je ręką by lepiej widzieć. Gdy mój wzrok stał się ostrzejszy i mogłam już wszystko zobaczyć bez rozmazanego widoku, przeczesałam wzrokiem pokój. To było moje dotychczasowy pomieszczenie. Jak ja się tu znalazłam ? Starałam przypomnieć sobie wszystko co było przedtem. Odwróciłam się w stronę ściany. Na myśl o Lux moje oczy się zaszkliły, zaczęłam cicho szlochać. Czemu akurat ona? Czemu to nie byłam ja? To ja ją wciągnęłam w to całe gówno? To wszystko przeze mnie.  Nagle poczułam jak jakieś małe rączki mnie przytulają, odwróciłam się w tamtą stronę, by zobaczyć Brandona.
- Nie płac Ari. - wyszeptał, przez co się w niego mocniej wtuliłam. - Co się śtało ?- spytał cichutko. Nie mogłam mu powiedzieć wszystkiego, ale też nie mogłam go okłamać, nie był niczemu winien.
- Straciłam bardzo ważną dla mnie osobę. - wychrypiałam cichutko. Brandon gdy to usłyszał mocniej się do mnie przytulił.
- Nie płac Ari. Pomyśl siobię że tej osiobię jeśt lepiej tam na górze. Jeśt teraz twoim aniołkiem. - powiedział maluszek. Na 4 latka był naprawdę mądry.
- Ty jesteś moim aniołkiem. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Chłopczyk się uśmiechnął i wstał z łóżka, po czym ja też to zrobiłam. Podniosłam chłopca i zeszłam z nim na dół. Weszłam do salonu i zauważyłam że chłopaki oglądali telewizję, nie było tylko Justina. Gdy zauważyli że ktoś schodzi na dół skierowali wzrok w naszą stronę. Cris podniósł się z sofy i podszedł do mnie.
- Możemy porozmawiać ? -spytał. Skinęłam głową że się zgadzam i odstawiłam Brandona na ziemie, szybko podbiegł do Nicka i rzucił mu się na kolana, gdy zauważył kto to uśmiechnął się do niego i zaczął go gilgotać. Poszłam za Crisem do kuchni lekko kulejąc i oboje usiedliśmy na stołkach. Jednak za nim Mendler usiadł nalał wodę do szklanki i wyciągnął jakieś tabletki po czym położył je obok mnie.
- Weź je. - powiedział łagodnie, co mnie zdziwiło. Ale posłusznie wzięłam leki i popiłam je wodą.
- Co się stało wcześniej? - spytałam cicho.
- No jakby to wytłumaczyć. Chod... - Cris chciał zacząć mi tłumaczyć co się wydarzyło, ale ktoś głośno odchrząknął. Spojrzeliśmy w tamtą stronę i dostrzegliśmy tam Justina.
- Cris weź zrób jakieś jedzenie dla Brandona. Ja jej powiem co się stało. - powiedział Bieber. Cris podszedł do mnie po czym mnie przytulił. Było to trochę dziwne ale uśmiechnęłam się lekko. Po chwili już go nie było. Justin usiadł na tym samym miejscu co Cris wcześniej i zaczął mi się przyglądać. Spuściłam głowę i zaczęłam bawić się swoimi palcami. Nawet nie wiem kiedy a usłyszałam swój głos.
- Dlaczego? - spytałam cicho, nawet nie byłam pewna czy usłyszał co powiedziałam. Ale szybko rozwiałam myśli gdy usłyszałam jego ochrypły głos.
- Ale co, dlaczego? - spytał marszcząc brwi z lekkim zdziwieniem.
- Dlaczego mnie uratowałeś przed wybuchem? - spytałam ponownie, podnosząc głowę by spojrzeć na jego brązowe tęczówki. Chwili nie odpowiadał aż w końcu, wciągnął powietrze, po czym je wypuścił.
- Ty uratowałaś moje, ja uratowałem twoje, przynajmniej starałem się je uratować. - powiedział, lecz gdy zauważył moje zdziwienie zaczął tłumaczyć. - Brown najwyraźniej wstrzyknął ci Euthyrox na który jesteś uczulona. Gdy ciebie złapałem przy wybuchu, ty zemdlałaś. - wstał od stoły a ja przeżyłam szok. Pieprzony Brown. Wiedział że mam na to uczulenie, że nawet mogę umrzeć przez to. Justin ponownie usiadł z szklanką soku pomarańczowego. Siedzieliśmy w cichy przez jakiś czas, myślałam nad tym wszystkim. Mógł zostać w tym samochodzie i patrzeć jak wybucha auto przy którym stałam, ale on sam narażał swoje życie by mnie uratować. - Dlaczego wybiegłaś do tych jebanych palących się samochodów? - syknął w moją stronę. Oho.. Wrócił chamski Bieber. On jest kurwa jakiś bipolarny. Siedzi spokojnie, odpowiada grzecznie, a po chwili staje się chamski i oschły. Nie odpowiedziałam mu, patrzyłam się w swoje palce. Usłyszałam donośny huk obok mnie przez co podskoczyłam na krześle, spojrzałam na Justina, ręce miał zaciśnięte w pięści, a szczęka była mocno zaciśnięta. Spojrzałam w miejsce gdzie usłyszałam huk i zobaczyłam tam kilkasetek malutkich szkiełek i rozlana pomarańczowa substancja.
- Odpowiedz mi kurwa! - warknął okrążając blat kuchenny. Wstałam szybko i także zaczęłam okrążać go po przeciwnej stronie co on. Gdy nie usłyszał odpowiedzi, walnął pięściami w blat, przez co znowu podskoczyłam. Bałam się go. Był jedyną osobą której się bałam. - Mów kurwa! - wydarł się, a jego wzrok stał się ciemniejszy, jego tęczówki już nie były jak karmel i tylko jak smoła. Nie można było nic z nich wyczytać.
- Moja przyjaciółka była w tym samochodzie!. - także wykrzyknęłam. Poczułam jak po moim policzkach leci fala łez. 

Gdy zauważył moje łzy jego oczy złagodniały, znów miały swój brązowy kolor. Mimo że widziałam przez mgłę mogłam zobaczyć jak jego ręce też odpuszczają. Już nie był napięty. Miałam w dupie to że widzi jak płacze, może przynajmniej teraz nie będzie uważał że jestem zimną suką. Widziałam przez łzy jak zaczął się do mnie zbliżać, ale się nie odsunęłam, coś w jego oczach mówiło mi że nic mi nie zrobi.  Podszedł do mnie i zrobił coś czego nigdy nie spodziewałam się po nim. Przytulił mnie. Byłam zdziwiona. Ale nawet taka "zimna suka" jak ja też czasem tego potrzebuję. Owinęłam ramiona wokół jego pasa i mocno się w niego wtuliłam, zanosząc się jeszcze większym płaczem. Gładził mnie uspokajająco po plecach.
- Ciii, nie płacz. - szeptał mi do ucha. Minęło kilka chwil aż w końcu przestałam płakać. Odsunęłam się od niego i wytarłam wierzchem dłoni zaschnięte łzy na policzkach. - Już lepiej? - spytał.
- Tak, dziękuje. - skinęłam głową i lekko się uśmiechnęłam.
- Chodź. Obiecaliśmy coś wcześniej Brandonowi. - powiedział i zaciągnął mnie za rękę do salonu. Chłopaki patrzyli na nas ze zdziwieniem. No tak, przecież mogli usłyszeć krzyki z kuchni. Brandon gdy nas zauważył uśmiechnął się, dzięki czemu na mojej twarzy też pojawił się uśmiech.
- Chodź Brandon. Obiecaliśmy ci coś wcześniej. - powtórz Justin to samo co mówił mi przed chwilą. Było już po dwudziestej drugiej. Brandon szybko zeskoczył z kolan Nicka i podbiegł do mnie łapiąc mnie za rękę i ciągnąc mnie na górę po schodach, zaśmiałam się i dorównałam kroku chłopcu. Weszliśmy do pokoju Brandona, naszykowałam mu piżamkę, po czym pomogłam mu się przebrać. Wskoczył do łóżka, na szczęście było ono gigantyczne więc Justin i ja też się zmieścimy. Trochę mnie to przerażało że będę w jednym łóżku z Bieber'em. Ale robie to dla Brandona.
- Zachwilę wrócę. - oznajmiłam mu i wyszłam z pokoju. Skierowałam się do mojej torby z ubraniami, po czym założyłam wcześniej znalezioną piżamę. Po chwili już byłam z powrotem w pokoju chłopca. Zauważyłam że Justin leżał już obok Brandona.
- Więc jaką książkę mam przeczytać? - spytałam, przeglądając szafkę w której znajdowały się różnie baśnie.
- Klólewnę Śnieszkę. - wyseplenił malutki Bieber. Uśmiechnęłam się, po czym położyłam obok Brandona. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Gdy byłam przy połowie książki usłyszałam głos malucha.
- Ja tesz będę kiedyś takim kśięciem. - powiedział, uśmiechnęłam się tak samo jak Justin na jego słowa. Zaczęłam dokańczać książkę, lecz po jakimś czasie ponownie przerwało mi coś. Ktoś cichutko chrapał. Spojrzałam w lewo i dostrzegłam że i Justin i Brandon już spali. Odstawiłam książkę na bok po czym zgasiłam lampkę i zamknęłam oczy. Lecz nie było mi dane porządnie usnąć gdyż usłyszałam dzwięk telefonu, oznajmiającego że przyszedł sms. Najwyraźniej był to telefon Justina bo usłyszałam poruszające się lekko łóżko, dalej nie wiedziałam co się dzieje, gdyż zasnęłam.

* PoV Justin *

Gdy Ariel czytała bajkę dla Brandona, poczułem się senny i zasnąłem. Nie dane było mi jednak pospać całą noc bez zakłóceń bo usłyszałem dźwięk mojego telefonu, wyjąłem go spod poduszki i odblokowałem by po chwili otworzyć szerzej oczy po przeczytaniu wiadomości:
" Lepiej pilnuj swojej dziewczyny. Bo stanie się z nią to samo co z jej przyjaciółeczką. "

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 7

*Przepraszam że tak późno dodaje, ale są WAKACJE i chyba rozumiecie* 

Kocham Was  

* PoV Ariel *

Mój piękny sen przerwało trzęsące się łóżko, albo raczej ja. Ktoś mną potrząsał.
- Ariel...Ariel - słyszałam po każdym szturchnięciu w ramię. Normalnie to ta osoba by już nie żyła za to że używa mojego pełnego imienia, ale byłam za bardzo zmęczona by wstać z łóżka. Mruknęłam coś pod nosem, sama nie wiedząc co i odwróciłam się tyłkiem do osobnika zakłócającego mi sen.
- No Ariel, kurwa.- zaczął mnie ponownie szturchać tylko tym razem o wiele mocniej. Nie ruszało mnie to. trzeba było się przyzwyczaić jak mieszka się z 3 dziewczynami, przepraszam, mieszkało się. Najwyraźniej ten osobnik wkurzył się, bo wyszedł trzaskając drzwiami. Uśmiechnęłam się z satysfakcją i ułożyłam się wygodnie na poduszce zasypiając ponownie. Nie dane było mi pospać, bo nagle poczułam że cała jestem przemoknięta. Usłyszałam donośny śmiech. Wyskoczyłam z łóżka jak torpeda i spojrzałam na osobę która właśnie mnie oblała lodowatą wodą. CRIS. Coraz bardziej nienawidziłam tu przebywać. Zauważyłam że zaczął się cofać, by po chwili wybiec z pokoju. Szybko pobiegłam za nim doprowadziło mnie to do salonu. Przeczesałam wzrokiem pokój i dostrzegłam tylko Travisa, Nicka i Justina siedzących na sofie.
- Zamknąć się - powiedziałam gdy dostrzegłam że chcieli zacząć się śmiać.
- Kici, kici...Cris skarbie, nie chowaj się. - nawoływałam go patrząc na zakamarki salonu. - No wyjdź, nic ci przecież nie zrobię. - namawiałam go. Gdy go nie znalazłam, stanęłam na przeciwko chłopaków, zasłaniając im telewizor.
- Nie jesteś przezroczysta. - powiedział chamsko Travis.
- Wow, a ja już myślałam. - odparłam sarkastycznie. - Gdzie.On.Jest? - spytałam robiąc przerwy co każde słowo, by mnie dobrze zrozumieli. Bieber nareszcie podniósł wzrok z mojej przemokniętej klatki piersiowej. No tak, stałam w białym t-shircie przylegającym do mnie przez wodę i krótkie spodenki, na szczęście zakrywając mi mój tyłek. Pokazał palcem na kuchnie i wrócił wzrokiem na mój klatkę piersiową, oblizując usta. Przewróciłam oczami i skierowałam się do miejsca które pokazał mi palcem Bieber. Weszłam do środka i przeczesałam wzrokiem pokój, gdy nagle natrafiłam na kawałek materiału wystającego z pod blatu kuchennego. Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Cris, gdzie jesteś? Skarbie, nie chowaj się. - nawoływałam go, chociaż bardzo dobrze wiedziałam gdzie jest. Zauważyłam dzbanek z wodą, szybko go podniosłam i skierowałam sie w stronę wystającego materiału. Odłożyłam dzbanek na blat przy miejscu gdzie chował się Cris. Zatarłam ręce i mocno pociągnęłam go za koszulkę wyciągając go spod stołu, następnie podnosząc go do góry by stanął o własnych nogach. Cały czas kapała ze mnie woda. Podniosłam szybko dzbanek i skierowałam go nad jego głowę wylewając całą zawartość. Usłyszałam głośny pisk Crisa, przez co się zaczęłam się śmiać.
- To za to że wylałeś na mnie wodę i mówiłeś do mnie pełnym imieniem. - powiedziałam.
- To Justin kazał mi ciebie obudzić. Mówił że jak nie będziesz chciała wstać to mam cię oblać wodą. - odpowiedział i zaczął się wycierać ścierką. Nalałam wodę do trzymanego w ręku dzbanka i weszłam z nim do salonu. Nick i Travis wyszczerzyli oczy ze zdziwieniem, a Bieber był wpatrzony w telewizor. Obeszłam całą sofę dookoła i stanęłam za Justinem. Podniosłam szklane naczynie i wylałam zimną ciecz prosto na niego, tak samo jak wcześniej na Mendlera.
- Co jest kurwa?! - wydarł się Bieber, przez co chłopaki się cicho zaśmiali.
- To za to, że kazałeś Crisowi obudzić mnie poprzez wodę. - odpowiedziałam uśmiechając się z satysfakcją z mojego czynu. Szybko przeszłam przez środek sofy i skierowałam się do mojego pokoju by wziąć prysznic, a potem się ubrać. Lecz nie dane było mi wejść na schody, bo zostałam przywarta do ściany. Oczywiście że przez Justina Biebera.
- Jeszcze raz to kurwa zrobisz, a będziesz cierpieć w katuszach. - wysyczał patrząc mi centralnie w oczy. Jak ja go nienawidzę. Grzywka oklapła mu na oczy, a po niej spływała woda. Wyglądał bardzo seksownie. Ari...nie wolno ci tak myśleć. Skarciłam się w myślach.
- Umiesz tylko gadać. Mniej gadania, więcej czynów. - wiedziałam że tym zdaniem go bardziej wkurwię, ale o to mi chodziło. Będę mieć przez to problemy, ale nie znoszę jak ktoś ma nade mną przewagę albo kontrolę, a Bieber taką ma. Nie wiem czemu, ale on jest jedyną osobą której się czasami boje. Widziałam po jego oczach że jest bardzo wkurwiony, tęczówki miał całe czarne, nie miały tego pięknego karmelowo-czekoladowego koloru. Nagle poczułam ostry ból i pieczenie na policzku. Uderzył mnie, kurwa. DUPEK. Złapałam się za obolałe miejsce. Już mnie nie trzymał, szedł w stronę salonu. Jednak zanim zniknął mi z pola widzenia usłyszałam jeszcze.
- Mam nadzieje, że się zrozumieliśmy. -
- Kutas. - syknęłam cicho pod nosem. Weszłam po schodach tym razem bez zbędnych przygód i skierowałam się prosto do "mojego" pokoju. Przeszukałam torbę by znaleźć jakieś ciuchy na zmianę, gdy w końcu znalazłam dresy, zasunęłam suwak i weszłam do łazienki znajdującej się na korytarzu obok moich drzwi. Zanim jednak się rozebrałam zamknęłam na kluczyk drzwi, by nikt z chłopaków, a zwłaszcza pan Bieber nie wszedł do środka. Kiedy sprawdziłam dokładnie, zaczęłam sie rozbierać z mokrej piżamy, jak stałam już naga w łazience, otworzyłam drzwi od kabiny prysznicowej. Odkręciłam kurek, dzięki czemu ciepła woda zaczęła lecieć z słuchawki i prosto kapać na moją przemarzniętą skórę spowodowaną przez Crisa i zimnej ściany, na którą zostałam popchnięta przez Pana-Jestem-Napakowany-Wiec-Nie-Możesz-Oblewać-Mnie-Wodą-Bo-Cię-Spoliczkuje. Ja pierdole to trzeba być na prawdę, skończonym kretynem. Wylałam na gąbkę troche olejku i zaczęłam go w siebie wcierać, najlepiej jak mogłam. Po kilku minutach bezczynnego stania głową skierowaną do lecącej wody, wyszłam z kabiny i zaczęłam wycierać się ręcznikiem. Po wszystkich porannych czynnościach jak umycie zębów, wysuszenie włosów itd. poszłam do salonu, opadłam na kanape obok Nicka i Crisa, widać było że on też się już przebrał, po porannej akcji z wodą. Oglądałam z nimi telewizję, gdy nagle poczułam jak ktoś mnie szturcha w prawy bok, obróciłam głowę w tamtą stronę. No oczywiście że to był Cris. Uśmiechał sie głupio. Przypominał mi strasznie Lux. Pasowali by do siebie, oboje są wkurwiający. Ale dziwne było to że chociaż są irytujący to ich lubię. Cris jako jedyny z tej bandy oszołomów, nie licząc Brandona, jest dla mnie miły i nie traktuję mnie tylko jak chodzącą maszynę do wyzywania. Tak, Ariel Evans lubi członka innego gangu. Ja pierdole, świat jest pojebany. Nie było mi dane oglądać dalej telewizji, bo znowu poczułam jak Cris mnie szturcha, ale tym razem mu oddałam. Przez co zaczęła się wojna na dźganie.
- Wy to nie umiecie usiedzieć na dupie. - zainterweniował Nick, patrząc na nas jak na idiotów. Popatrzyliśmy się na siebie nawzajem z Crisem i pokazaliśmy mu środkowy palec, przez co przewrócił oczami, po czym znowu wróciliśmy do szturchania się. Lecz po chwili ktoś głośno zagwizdał. Razem z Crisem skierowaliśmy głowę w stronę dźwięku skąd był wydawany. Okazało się że to Justin i Travis zagwizdali. Usiedliśmy grzecznie na sofie i wpatrywaliśmy się w tych dwóch idiotów przeszkadzających nam w wkurzaniu się nawzajem. Gdy żaden z nich się nie odezwał, zaczęło mnie to lekko irytować.
- Czego kurwa? - syknęłam.
- Nie takim kurwa tonem, dziwko. - warknął Bieber zaciskając pięści. Wkurzyłam Justinka. Ojoj,jak mi przykro.
- Dziwkę to ty masz w łóżku, ale ja nią nie jestem. - powiedziałam takim samym tonem jak wcześniej.
- Dobra, spokój. Mów o co chodzi. - uspokoił nas Cris, byłam mu wdzięczna bo jeszcze chwila a zabiłabym go własnymi rękoma. Po chwili już wszyscy siedzieli na sofie.
- Jest akcja. - poinformował Justin, wszyscy skierowali wzrok na niego by wiedział że go słuchamy i żeby kontynuował dalej.
- Czekaj,czekaj... Pozwalasz jej - wstał Nick i pokazał na mnie palcem- tego słuchać, a co będzie jeśli komuś wygada. - wykrzyczał ostatnią część zdania.
- Idioto, przecież ona stąd kurwa nie ucieknie. Strażniki są rozstawieni po całym podwórku, więc nie ma szans na ucieknięcie. - wytłumaczył Bieber przez co się zasmuciłam. Nie widziałam wcześniej tych strażników. Spojrzałam w okno i naprawdę stali tam.
- No chyba że tak. - przytaknął i się już więcej nie odzywał, dzięki czemu Justin mógł dokończyć.
- A więc chodzi o to że mamy zlecenie na Nathana Forga, jest winny chajs za narkotyki. - przeczesał ręką włosy i się wygodnie rozsiadł. Uff... przynajmniej chociaż raz będę mogła zostać sama w tym domu. Na samą myśl, uśmiechnęła się.
- Nie ciesz się tak Evans, jedziesz z nami. - oznajmił Justin, chamsko się uśmiechając, a mi zrzedła mina. Jak to kurwa jadę z nimi ?
- No nie pierdol, ona nawet w tamtą lampę nie trafi. - zakpił ze mnie Travis, pokazując na lampkę znajdującą się na końcu pokoju.
- To się kurwa zdziwisz. - syknęłam. - Daj spluwę. - powiedziałam do Crisa, gdyż siedział najbliżej mnie. Podniósł biodra do góry i wyjął z tyłu zza paska swój pistolet, po czym mi go podał. Wycelowałam nim prosto w lampę i pociągnęłam za spust, dzięki czemu rozsypała się na kilkaset kawałeczków. Uśmiechnęłam się trium fale i odwróciłam się oddając Crisowi  pistolet. Wszyscy mieli zdziwione miny, oprócz Biebera, on za to się uśmiechał. No tak, przecież tylko wie jakiego mam cela.
- Bądźcie gotowi za 15min. - oznajmił Justin i skierował się w górę schodów, gdzie ja również poszłam by założyć jakieś wygodne buty. Weszłam do pokoju by po chwili znowu z niego wyjść, ale zatrzymało mnie, albo raczej zatrzymał Brandon.
- Ari, plose nie zostawiaj mnie. - płakał mi w spodnie. Przykucnęłam by być na tym samym wzroście co maluch.
- Ja cię nie zostawiam, po prostu jadę z chłopcami załatwić bardzo ważną sprawę. - powiedziałam by go uspokoić i wytarłam mu ręką łzy kapiące mu z policzków. Zauważyłam że z pokoju Brandona wyszedł Justin.
- Ale ja chcię zebyś zośtała. - wychrypiał Brandon oplatając swoimi małymi rączkami moją szyje, podniosłam go i oparłam o swoje biodro.
- Brandon ale przyjdzie do ciebie Alice i posiedzi z tobą przez ten czas.- uspokajał go Justin.
- Ale ja nie lubię Alice. - naburmuszył się maluch. Czyli Ariel musi zainterweniować.
- Maluchu to zrobimy tak, my z chłopcami pojedziemy załatwić sprawę, ty przez ten czas byś posiedział z Alice, a jak wrócimy to poczytam ci bajkę. - obiecałam, po czym spojrzałam w górę natrafiając na oczy Justina w których czaiła się iskierka wdzięczności.
- Dobze, a będziesz ze mną śpać? - spytał, uśmiechając się z nadzieją.
- Oczywiście. - odpowiedziałam i potargałam mu włoski uśmiechając się.
- A tatuś tes będzie mógł? - dopytywał Brandon. No i co ja mam mu odpowiedzieć. Jeśli się nie zgodzę będzie płakać, że go chce zostawić. Raz kozia śmierć. Zauważyłam ciekawski wzrok Jusa.
- Jeśli będzie chciał to oczywiście. - odpowiedziałam i odstawiłam Brandona na ziemię.
- Dziękuje Ari. - szepnął i przytulił się ponownie do moich nóg. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Wiedzieliśmy że to ta cała Alice przyszła. Zeszliśmy razem na dół i skierowaliśmy się do drzwi, a za nami szła reszta chłopców. Bieber podszedł do klamki i pociągnął za nią. Za drzwiami stała jakaś wypindrowana lalunia, blond włosy, króciutkie spodenki które pewnie jej nawet tyłka nie zakrywały i top z którego wylewały jej się cycki. Gorszego plastika to kurwa nie widziałam. Już wiem czemu Brandon tak jej nie lubi.
- Justiiiin. - wykrzyczała Alice rzucając się mu na szyje. Patrzyłam na nich ze zdziwieniem, zakryłam oczy Brandonowi, a Justin w tym samym czasie zachłannie ją pocałował i klepnął ją w tyłek przez co ona zachichotała jak jakaś idiotka.
- Myślałam że ty do Brandona przyszłaś a nie do Justina. - syknęłam, przez co nareszcie zaszczyciła resztę osób swoim wzrokiem, zatrzymując się na mnie.
- Brandonik. - pisnęła podbiegając do malucha, który schował się za moimi nogami. Zatrzymałam ją ruchem ręki i odwróciłam się twarzą do Brandona, by po chwili przykucnąć na taką samą wysokość co maluch.
- Jeśli będziesz czegoś chciał to powiedz Alice, a ona ma to zrobić, a teraz leć do swojego pokoju. - powiedziałam do niego całując go w policzek i potargałam mu włosy. Od razu pobiegł na górę. Odwróciłam się w stronę chłopaków i tej laluni, podeszłam do niej tak blisko, że nasze nosy się prawie stykały.
- Jeśli nie spełnisz jakiej kol wiek zachcianki Brandona, albo się dowiem że płakał, zrobię ci krzywdę w tą twoją wytapetowaną mordę. - wysyczałam przez zęby w jej stronę, widziałam w jej oczach strach. O to chodziło. Spojrzałam się na chłopaków, mieli rozdziawione miny. No tak, przecież nie często Ariel Evans broni syna jednego z przedstawicieli gangu. Ale polubiłam tego malucha i nie pozwolę go skrzywdzić.
- Kim ty kurwa jesteś? - pisnęła wystraszona.
- Twoim największym koszmarem. - wyszeptałam z satysfakcją, oddalając się od niej i wychodząc z "domu", kierując się do czarnego Land Rover'a. Po kilku minutach przyszli chłopaki i otworzyli samochód, weszłam do środka usadawiając się z tyłu auta, obok mnie po lewej usiadł Cris a po prawej Justin, z przodu za kierownicą usiadł Travis, a obok niego Nick. Szatyn rozpalił auto i wyjechał z podwórka, na szczęście okna były przyciemniane, więc policja nie zobaczy kto siedzi w samochodzie. Po niecałych 30 minutach dojechaliśmy najwyraźniej na miejsce. Były to stare opuszczone magazyny, nigdy tu nie byłam.
- Trzymaj. - powiedział Cris podając mi spluwę. Wzięłam go od niego i odbezpieczyłam.
- Znasz zasady?-spytał niż bardziej stwierdził Nick.
- Tak,tak...Mam nie dać się zastrzelić. Nie mogę uciekać od was i muszę zastrzelić każdego kto stanie mi na drodzę, współpracującego z Nathanem Forgiem, bla bla bla. - tłumaczyłam najszybciej jak umiała by szybko znaleźć się już obok Brandona.
- Dobra, idziemy. - zainterweniował Bieber. Wyszliśmy z auta i zaczęliśmy się skradać, od tyłu magazynu, nagle w oddali zauważyłam jakiegoś mężczyznę z wymierzonym w nas leworwelem.
- Na ziemię! - krzyknęłam, szybko strzelając do tego chłopaka, Cris, Nick, Travis i Bieber padli na ziemie i szukali miejsca w które strzelałam. Po 3 strzałach, wymierzonych w tamtego gościa, padł na ziemię, nawet z daleka mogłam zobaczyć że się wykrwawia.
- Dobra Robota. - pochwalił mnie Nick, co mnie bardzo zdziwiło, ale przytaknęłam głową, kąciki ust lekko poszły w górę, gdy ktoś w końcu mnie docenił. Dokończyliśmy skradanie się do wejścia, Justin chciał je wyważyć, lecz szybko go powstrzymałam.
- Nie, narobisz za dużo hałasu. Daj mi to zrobić. - szepnęłam. Bieber chwilę myślał, aż w końcu się odsunął i mnie przepuścił. Wyciągnęłam z włosów moją czarną wsuwkę i wsunęłam ją do zamka od drzwi. Kręciłam ją w lewo i w prawo, aż w końcu usłyszałam ten klik, który uświadamiał że drzwi są odblokowane. Wyciągnęłam wsuwkę z zamka i wstałam odsuwając się na bok. By Justin mógł wejść pierwszy i sprawdzić czy jest czysto. Wszedł do środka, gdy zauważył że nikogo nie ma, pomachał nam ręką na znam że możemy wejść. Weszłam pierwsza, potem Nick, Cris i Travis. Usłyszeliśmy rozmowę jakiś ludzi gdzieś w oddali. Justin dał znak że mamy się rozdzielić, ja szłam z Crisem i Nickiem, a Bieber z Travisem. Pierwszy kierował Nick, potem byłam ja i Cris. Czym szliśmy dalej, tym głośniej słyszeliśmy rozmowy. Gdy natrafiliśmy na stos palet*, schowaliśmy się za nimi, dzięki czemu mieliśmy w zasięgu wzroku grupkę mężczyzn, którzy aktualnie zajmowali się wciąganiem białego proszku leżącego na stole. Spojrzałam na drugi koniec pokoju i dostrzegłam tam Justina, który pokazał znak żebyśmy się przygotowali, skinęłam głową i przekazałam to chłopakom. Bieber wyjął malutką fajerwerkę, podpalił ją zapalniczką i rzucił na koniec długości magazyny. Zatkaliśmy uszy, ale i tak można było usłyszeć huk. Szybko wybiegliśmy zza palet i wymierzyliśmy spust w znieruchomiałych mężczyzn. Ja stałam jedna sama z tyłu, a Nick i Cris, stali obok Justina & Travisa z pistoletem, tak samo wymierzonym jak moim.
- Znowu się spotykamy, Bieber. - powiedział oschle najstarszy z grupki naćpanych mężczyzn uśmiechając się kpiąco.
- Ja jakoś nie jestem z tego powodu zadowolony. - syknął lekko podirytowany Justin. Chłopaki stali cały czas na baczność z wymierzonym pistoletem w kolegów tego najstarszego gościa. - Gdzie jest hajs? - Bieber ponownie się odezwał, zauważyłam że jego szczęka zaczęła się powoli zacieśniać, tak samo jak pięści. Ale on się kurwa szybko denerwuje.
- Za co hajs? - spytał głupio Nathan. Teraz mogłam mu się bardziej przyjrzeć gdyż odwrócił głowę w moją stronę i szyderczo się uśmiechnął.
- Co Bieber, wiedziałeś że nie dasz rady, więc wziąłeś ze sobą swoją dziwkę z innego gangu? - zakpił Forg, przez co jego koledzy zaczęli się śmiać. Przesadził. Nikt nie ma prawa, nazywać mnie dziwką, skoro nią nie jestem. Wymierzyłam pistolet w jego stopę i nacisnęłam na spust, dzięki czemu została przebita na wylot, a on wydarł się i złapał za krwawiące miejsce.
- Nie jestem dziwką, kutasie. - syknęłam. Jego koledzy już chcieli się na mnie rzucić, ale Nathan pokazał im znak ręką żeby tego nie robili.
- Ostra. - zaśmiał się - Lubię takie. - uśmiechnął się figlarnie po czym skierował wzrok na Nicka,Crisa,Travisa i Justina.
- Niezłą laskę sobie wybrałeś. Masz gust. - pochwalił go Nathan. Naglę zobaczyłam że ktoś przystawił pistolet do skroni Justina.
- Opuśćcie broń i kopnijcie ją do mnie. - syknął najwyraźniej jakiś kolega Forga. Nie musiałam nawet popatrzyć na Nathana, ani na jego kolegów, wiedziałam że się uśmiechają.  Na początku kopnął pistolet Cris, następnie był Nick, Travis i na samym końcu Justin. No tak przecież te cipy mają zasadę "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Lecz ja nawet nie drgnęłam, cały czas wymierzony miałam pistolet w tamtego faceta. On też najwyraźniej nie odpuszczał, bo cały czas trzymał metal przy skroni Biebera.
Gdy zauważyłam że przesuwa palec na spust, otworzyłam szerzej oczy.
- Zamieńmy się. - warknęłam. Miałam plan.
- Mów dalej. - wyraźnie zaciekawiło go moja propozycja.
- Ja ci mogę więcej dać niż on. Lepszy seks by był raczej ze mną niż z nim. - powiedziałam, uśmiechając się figlarnie. Ugh... jak ja nienawidzę siebie za to.
- Ari, kurwa, co ty odpierdalasz? - syknął wkurwiony Justin. Chłopaki mieli pootwierane buzię ze zdziwienia. No tak, przecież my z Bieber'em mamy topór wojenny, a teraz ratuję mu dupę.
- Zamknij się kurwa chociaż raz Bieber. - warknęłam z zaciśniętymi zębami. Miał szok w oczach, że mu się postawiłam. Szczerze - też się dziwię.
- To co, zamiana skarbie? - spytałam najsłodziej jak umiałam, pokazując uśmiech nr. 7.
- Hm... Przydała by mi się laska. - powiedział z chytrym uśmieszkiem, przez co w środku czułam straszne obrzydzenie. Skądś znałam ten głos, był mi znany. Nawet jeśli nie widziałam dokładniej rysów jego twarzy mogła rozpoznać że się uśmiecha. Podeszłam do niego i stanęłam obok niego, spojrzałam się na wystraszony wzrok Crisa, mrugnęłam do niego okiem. Przez co lekko jego kąciki ust się podniosły, wiedział że mam plan. Podał pistolet któremuś z jego kolegów, cały czas mierząc w Biebera, po czym podszedł do mnie. W blasku światła, rozpoznałam kim jest. Przeżyłam szok, najwyraźniej on to zobaczył bo się triumfalnie uśmiechnął, po czym przyssał się do mojej szyi. Poczułam lekkie ukucie w ramię, ale nie przejmowałam się tym. Lekko oderwałam go od siebie, przez co jęknął zawiedziony, popchnęłam go na ścianę, udając napaloną nastolatkę. Przez co poczułam obrzydzenie do siebie. Podeszłam do niego i przegryzłam jego płatek ucha przez co jęknął. Czułam przy nodze jak jego przyjaciel się podnosi. Uśmiechnęłam się szyderczo, zgięłam nogę w kolanie i z całej siły kopnęłam go w kroczę. Już po chwili leżał na ziemi i wył z bólu. Kiedyś słyszałam że jeśli się faceta kopnie w krocze gdy ma wzwód, to może nawet umrzeć z bólu.
- Mała suka. Brać ją. - syknął ledwo. Kopnęłam go ponownie tylko tym razem w brzuch, potem w twarz i tak kilka razy. Gdy mężczyźni usłyszeli rozkaz, chcieli ruszyć w moją stronę by mnie zatrzymać lecz Nick, Travis i Cris ich wyprzedzili i wymierzyli cios w brzuch, w twarz i w inne miejsca. Forg, nadal trzymał spluwę przy skroni Biebera, lecz gdy Justin zauważył że Nathan nie zwraca uwagi, tylko przypatruję się jak chłopaki się biją, szybko wytrącił mu pistolet z ręki i sam go przejął, rzucił mi pistolet, a sam dopadł Nathana. Wymierzyłam pistolet w głowę kutasa zwijającego się z bólu, trzymając się cały czas za jaja. Gdy zauważył że celuję w niego znieruchomiał. Uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Nie jestem suką, Bruno**. Słodkich Snów. - powiedziałam i strzeliłam mu kulką w łeb, przez co z tyłu za nim rozprysła się na ścianie krew. Spojrzałam na resztę, chłopaki stali z uśmiechami na twarzy oprócz Justina. To jest dziwne. Chyba jest na mnie wkurzony. Przykucnęłam przy tym chuju i wyjęłam z jego kurtki portfel, otworzyłam go i wyjęłam stamtąd całą gotówkę. Podeszłam do Justina i podałam mu kasę. Wziął ją ode mnie i schował do swojej kurtki, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł naburmuszony w stronę wyjścia.
- Dobra robota. Niezła z ciebie aktorka. - oznajmił Nick.
- A dziękuje. Możemy już wracać do domu? - spytałam z nadzieją. Byłam już dzisiaj zmęczona, nie dość że musiałam ratować dupę Justina i chłopaków, to jeszcze spotkałam tego chuja, miałam nadzieje że już nigdy w życiu nie będę musiała patrzyć na jego ryj. Chłopaki skinęli głową na znak że się zgadzają. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy z piskiem opon. Tym razem siedziałam od strony okna. Jechaliśmy przez dłuższy czas w cichy. Szturchnęłam Crisa w ramię, lecz nie zareagował, zgięłam palce w pięści i z całej siły walnęłam Crisa w ramię.
- Auu! To bolało. - warknął pocierając obolałe miejsce.
- Bo miało. Daj swój telefon. - odparłam beznamiętnie. Popatrzył na mnie niepewnie.
- Do nikogo nie zadzwonię. - powiedziałam wywracając oczami. Podniósł miednicę i wyciągnął z tylnej kieszeni spodni, swojego czarnego Iphona. Odblokowałam telefon i włączyłam jakąś grę. Przeszłam 3 level Angry Bird, gdy nagle rozproszyły mnie trąbki, czyjegoś samochodu. Podniosłam głowę znad telefonu, okazało się że to Travis zatrąbił. Spojrzałam na drogę i dostrzegłam tak bardzo znany mi Mustang. Otworzyłam szerzej oczy i zamrugałam kilkakrotnie, by sprawdzić czy to nie sen. Jednak nie, to się działo na prawdę. Popatrzyłam w lusterku pomarańczowego samochodu i dostrzegłam tam Lux. Przecież kurwa ona nie ma prawa jazdy. Pomyślałam. Nagle Lux wyjechała na przeciwny pas ruchu, by za manewrować wymijanie. Zobaczyłam że po przeciwnym pasie ruchu pędzi Jeep. Otworzyłam oczy ze zdziwieniem. Lux chciała zjechać na ten sam pas co my, ale samochód który był przed nią jechał z taką samą prędkością co Lux. Nie miała szans za zjechanie na drugi pas.
- Kurwa. - syknął pod nosem Travis, naciskając z całej siły hamulec, przez co bym wypadła przez przednią szybę, ale na szczęście Cris mnie przytrzymał.

* PoV no personal *

 Wszyscy usłyszeli huk. Każdy był zdziwiony przebiegiem zdarzeń, a najbardziej Ariel. Bała się. Bała o swoją najlepszą przyjaciółkę. Gdy samochód się już zatrzymał, szybko otworzyła drzwi i zaczęła biec do lekko palących się samochodów. Gdy Justin zauważył co Ari zamierza zrobić, wyskoczył z samochodu i zaczął ją nawoływać, nie było rezultatu. Zaczął biec, najszybciej jak mógł. Ona uratowała mu życia, teraz on będzie musiał jej. Nagle Evans poczuła uścisk na ramieniu, a potem zimny asfalt i mocny ból w kostce. Usłyszeli głośny huk, głośniejszy niż wcześniejszy, cała ziemia się zatrzęsła, przez co Ariel sama zadrżała, poczuli mocne gorąco. Justin mocno przyciągnął ją do siebie i objął ramionami, zabezpieczając ją przed odpadającymi materiałami z wybuchających samochodów. Kilka przeleciało nad nimi, a niektóre zatrzymały się obok nich, na szczęście żaden nie trafił w ich dwójkę, ani w samochód, w którym aktualnie znajdowali się. Patrzyli na nich z przerażeniem. Nie wiedział czemu Evans zaczęła biec do palących się samochodów. Odwrócił głowę w stronę palących się aut, gdy przejechał wzrokiem po nich i dostrzegł że już nic nie wybuchnie wstał, lecz zdziwiło go to że Ari ani drgnęła. Przykucnął przy niej wystraszony. Chłopaki gdy zauważyli że coś się dzieje wysiedli z samochodu i zaczęli powoli podchodzić do leżącej na ziemi dziewczyny. Tak samo jak Justin byli wystraszeni. Bieber przyłożył dwa palce do jej szyi, sprawdzając czy żyje.
- Jest puls. - zasygnalizował, dzięki czemu chłopaki odetchnęli z ulgą. Włożył jedną rękę pod zgięcie w nodze, a drugą pod plecy, po czym ją podniósł. Dziękował Bogu że jest taka lekka. Szybko skierowali się do samochodu. Travis tak samo jak wcześniej usiadł za kierownicą, a obok niego na miejscu pasażera zasiadł Nick. Bieber razem z Ari i Crisem, zasiedli z tyłu. Cris położył sobie jej nogi na swoich kolanach, a Justin na swoich jej głową. Odsłonił jej czoło z włosów, po czym przeniósł je na jedną stronę. Zaczął ją gładzić po rozgrzanych policzkach, z nadzieją że się wybudzi. Bał się. Bał się że to jest jego wina. Że ona uratowała mu życie, a on nie mógł się odpłacić tym samym.
- Ari, obudź się. Ari, proszę, otwórz oczy. - szeptał cały czas patrząc na nią. Chłopaki byli zdziwieni zachowaniem Biebera. Wiedzieli że Ari nie jest dla niego obojętna, lecz nie chciał się do tego przyznać. Gdy dotarli do domu, podniósł ją ponownie i położył do swojego łóżka.
- Zadzwoń po Ash'a. - oznajmił dotykając gorącego czoła dziewczyny. Była cała rozpalona. Martwił się o nią. Już po chwili Ashton badał Evans. Zabandażował jej nogę i zaczął sprawdzać jej ręce, dostrzegł na jej rękach blizny po cięciach. Było to dla niego dziwne. Dziewczyna będąca w gangu, cięła się, ale nie wnikał. Nie za to mu płacili. Musiał tylko wykonać swoje zadanie i nie ujawniając tego policji, bo inaczej zabiją go i jego rodzinę. Trzymał się tego planu już od dobrych 3 lat i nie miał zamiaru tego kończyć. Dostawał niezłą sumkę za takie coś. Zauważył że miała świeży ślad po wbijanej igle. Wziął malutki patyczek do uszu i potarł malutką dziurkę od igły na jej ręku. Wyjął ze swojej torby maszynę, po czym przy małym guziczku przyłożył patyczek. Trzymał go przez jakiś czas, do puki metal nie zapiszczał. Ash spojrzałam na sprzęt i już wiedział o co chodzi. Wziął swoją torbę i wyjął z niej prostokątne pudełeczko z lekami, po czym skierował się do chłopaków stojących w drzwiach i przyglądających się poczynaniom Ashtona.
- Mam dwie wiadomości, dobrą i złą. - oznajmił. - Dobra jest taka że ma tylko skręconą kostkę. - gdy chłopaki to usłyszeli odetchnęli z ulgą, lecz Justin wiedział że coś jeszcze się stało. -  A zła to, to że ktoś wstrzyknął jej dożylnie Euthyrox.
- Bruno. - syknął przez zęby Justin. Wiedział że to on jej to wstrzyknął. Był bardzo wkurwiony, lecz starał się to opanować. Brandon był w domu, a do tego Ariel źle się czuła i była to jego wina. 
- Ogólnie to jest to zaliczane do leków ochronnych, chyba że ktoś ma na to uczulenie, co się zdarza bardzo rzadko.- dopowiedział lekarz.
Podał Crisowi kartonik z lekiem i karteczkę jak jej to podawać, jednak zanim wyszedł z pokoju powiedział coś co zszokowało chłopakami.
- Musiał ją bardzo dobrze znać, skoro wiedział że jest na to uczulona. -


^*^
A więc 7 rozdział napisany. Nie długo pojawi się 8. Mam nadzieje że wam się spodoba.
Dziękuje za to że czytacie. To wiele dla mnie znaczy.
JEST JUŻ 1100 WYŚWIETLEŃ *-* JESTEM Z WAS TAKA DUMNA. 

wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział 6

- Czym ty masz się zamiar ścigać? - spytaj Justin, gdy wysiadaliśmy z jego samochodu. Oj to się chłopak zdziwi.
- Choć, pokarzę ci. - odpowiedziałam i pociągnęłam go za rękę w stronę mojego dobrego znajomego. Gdy doszliśmy na miejsca, zobaczyłam jak Johny obściskuję się z jakimś wymalowanym plastikiem.
- To cię zabawimy. - szepnęłam z chytrym uśmieszkiem. Podeszłam do nich i puknęłam w ramię blondynkę, bo wcześniej żadne z nich nawet nie zwróciło na nas uwagi. Odwróciła się w moją stronę i wytarła usta ręką.
- Yo ,lalka. Odpierdol się od niego, bo rozjebie ci tą twoją wytapetowaną mordę. - syknęłam w jej stronę, szyderczo się uśmiechając. Widziałam w jej oczach strach.
- Ale on jest mój. - powiedziała tym swoim piskliwym głosikiem. Spojrzałam się na Johna który nie ogarniał co się dzieje.
- Jakoś nic o tobie nie mówił kiedy wykrzykiwał moje imię w łóżku, skarbie. - odpowiedziałam, cały czas patrząc na nich. Miałam z nich taką polewkę, odwróciłam głowę w stronę Justina i dostrzegłam że on też ledwo powstrzymuje śmiech. Znowu spojrzałam na tą blondi, widziałam łzy w jej oczach. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Wyrwała się z uścisku Malika, przyjebała mu liścia i szybko pobiegła w drugą stronę. Już nie mogłam wytrzymać, najwyraźniej Justin też, bo w tym samym czasie wybuchnęliśmy śmiechem. Bardzo często spławiałam jego nowe zdobycze. Johny podszedł bliżej i stanął naprzeciwko mnie.
- Jesteś zła, wiesz o tym? - spytał, jednak widziałam w jego oczach że chcę się uśmiechnąć.
- Nie musisz mi tak komplementować kochanie. - powiedziałam przesłodzonym głosikiem. Mruknął coś pod nosem i oparł się o jakiś samochód.
- Zgaduję że potrzebujesz samochodu? - jak on mnie dobrze zna. Przytaknęłam głową i skierowałam się za idącym Johnym, odwróciłam się jeszcze, by sprawdzić czy Bieber szedł za mną. Nie odchodził na krok, jak taki piesek. Stanęliśmy przy pięknym i moim Ferrari. Justin podszedł do niego i przejechał ręką po lakierze, obczajał cały samochód, od kół do dachu.
- Mówiłam że lepszym jeździłam. - powiedziałam do Biebera.
- Musze przyznać ci rację. - odpowiedział i otworzył drzwi od strony kierowcy, już chciał wejść do środka, ale zatrzymałam go, łapiąc go za rękaw skórzanej kurtki.
- Gdzie ty się wybierasz ? Mój samochód. - odpowiedziałam i szybko zajęłam miejsce za kierownicą. 
- No weź. Chcę się przejechać tym cackiem. - odpowiedział z miną zbitego szczeniaka. Nie na mnie te numery.
- Chyba śnisz, Bieber. - powiedziałam wkładając kluczyki do stacyjki. - Jadę na start. Trzymaj kciuki, chociaż wiesz? Nie będziesz musiał. - powiedziałam "skromnie", zaśmiał się i zamknął drzwi, lecz nie pozwolił mi odjechać, bo wsadził swoją głowę przez szybę.
- Wierzę w ciebie, shawty. - szepnął i złożył pocałunek na moim policzku. Odsunął się ode mnie i poszedł w stronę chłopaków, stojących przy swoich panienkach. Odpaliłam samochód i wyjechałam w stronę startu. Podjechałam do linii która wyznaczała, do jakiego miejsca możemy podjechać najbliżej. Spojrzałam na moje rywalki, było ich 7. Jedna z nich była strasznie zaopatrzona w tatuaże i kolczyki, następna to była jakaś plastikowe lalka, podobna do tej z którą ślinił się Johny. Reszta wyglądała jak przeciętne dziwki.
Spojrzałam na chłopaka który wystrzelał lufę, kiedy zaczynał się początek wyścigu.
Wygrana jest moja.

*Justin PoV*

Patrzyłem jak ta mała suka odjeżdża tym cackiem i staje na linii startu, przygotowując się na wystrzał lufy.
- Yo, Bieber. - usłyszałem krzyk, po czym się odwróciłem by spojrzeć kto mnie woła.
- Siema Chaz. - przywitałem się z nim.
- Dawno się nie widzieliśmy. Co cię tu sprowadza? - spytał zaciekawiony. Wskazałem palcem na samochód w którym znajdowała się Ariel. Somers ze zdziwienia otworzył szerzej oczy i rozdziawił buzię. Zaśmiałem się z tego widoku.
- No nie pierdol, że to twoja nowa dziwka. - zakpił.
- Mój cel. - poprawiłem go spoglądając na pas startu.
- Bieber, może byś się podzielił najlepszą zdobyczą? - spytał z nadzieją, miał kurwiki w uszach.
- Jest. Moja. - syknąłem w jego stronę, robiąc przerwę między jednym słowem a drugim. Chaz podniósł ręce w geście obronnym.
- Tylko pytałem. Chodź do nas. Napijemy się. - zachęcał Somers. Jeśli chodzi o alkohol, to nawet nie musiał pytać. Przytaknąłem że się zgadzam i poszliśmy w stronę grupki ludzi. Przywitałem się ze wszystkimi, od razu zabierając jeden kubeczek z alkoholem.
- Yo, patrz. - szturchnął mnie w ramię i skierowałam wzrok na linię startu.- Za chwilę startują. - dopowiedział, przez co zwrócił moją uwagę. Patrzyłem się na czerwone Ferrari i osobę która w nim siedziała. Widać że tak samo jak ja kocha samochody. Po chwili usłyszeliśmy strzał i głośny warkot silników. Wszystkie ruszyły w tym samym momencie, lecz wiedziałem że to się dopiero zaczyna.

*Ariel PoV*

Wystartowałam najszybciej jak umiałam, lecz wszystkie jechałyśmy równo. Podrasowały sobie fury, dziwki. Docisnęłam pedał gazy, przyspieszając zaczęłam wymijać te samochodu, które wjeżdżały mi na mój pas. Spojrzałam na licznik, jechałam 290 kilometrów na godzinę. To dopiero początek, skarbie. Przeniosłam palec na radio, naciskając guzik, dzięki któremu pokazał się inny malutki guzik. Zanim jednak go nacisnęłam włączyłam muzykę. Spojrzałam się w lusterko i dostrzegłam że zaczynają mnie powoli doganiać. Trzymałam mocno kierownicę i dociskałam do końca pedał gazu, starając się jechać jak najszybciej. Nagle nie wiadomo skąd obok mojego samochodu jechał Mustang. Spojrzałam się w stronę kierowcy i dostrzegłam tam, tą wytatuowaną sukę. Czas się zabawić. Nacisnęłam magiczny guzik, a samochód zaczął coraz bardziej przyspieszać. Mustang jechał tuż za mną. Nacisnęłam ponownie guzik i wystrzeliłam samochodem jak z procy. Jednak zanim zauważyłam w oddali metę, musiałam zrobić kilka manewrów, by przejechać skręty. Widziałam już te czerwone światła sygnalizujące że jestem bardzo blisko linii mety. Spojrzałam się jeszcze raz w lusterka, jechały tuż za mną. Już przegrały. Najechałam na linię mety. gdzie facet pomachał flagą oznaczającą że wygrałam. Szybko wyhamowałam, by nie wjechać w ludzi i wyszłam z samochodu, gdzie roznosił się już tłum obok mnie. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Wygrałam dziwki. Przeszukałam wzrokiem tłum by znaleźć Johna, gdy go w końcu znalazłam, podeszłam do niego i dałam mu kluczyki. On się zaopiekuję moim cackiem.
- Wiedziałem że wygrasz. - powiedział i mnie przytulił.
- Ja zawsze wygrywam. - oznajmiłam i uśmiechnęłam się z satysfakcją. - Idę znaleźć tamtego kutasa. - powiedziała i chciałam już iść w stronę grupki ludzi, lecz ktoś mnie złapał za rękę. Johny.
- Kto to w ogóle jest ten chłopak z którym byłaś wcześniej? - spytał najwyraźniej zaciekawiony. Myśl Ari, myśl. Prawdy mu nie powiem, bo może mu się coś stać.
- Przyjaciel - skłamałam, jak gdyby nigdy nic.
- Ta, przyjaciel. - powiedział z sarkazmem i głupim uśmieszkiem Johny. Przewróciłam oczami, odwróciłam się na pięcie i szłam w stronę wcześniej grupki ludzi, jakąś ciemna alejką,  kiedy ktoś znowu złapał mnie za rękę.
- Czego kurwa? - syknęłam, odwracając się do osoby która mnie trzymała. Był to jakiś chłopak, od razu poczułam woń alkoholu. Zaczął się do mnie bardzo przybliżać i coraz bardziej ściskać mój nadgarstek.
- Puszczaj mnie kurwa. - warknęłam, starając się wyrwać z jego uścisku.
- Zamknij się, suko. - wysyczał w moją stronę, zaciskając mocniej rękę. Nie czułam strachu, tylko wkurw. Czułam jak mi oczy ciemnieją i jak krew we mnie buzuję.
- Jak się zamkniesz, szybko pójdzie, mała dziwko - wszystko we mnie buzowało. Zamachnęłam się lewą ręką, trafiając w jego ryj, dzięki czemu usłyszałam jak łamię mu się nos. Skulił się, łapiąc się za złamany nos. Widziałam jak mu leje się krew, przez co uśmiechnęłam się z satysfakcją. Zanim jednak zdążył się wyprostować, znowu się zamachnęłam. ale tym razem prawą ręką i przywaliłam mu prawym sierpowym, przez co upadł na ziemię.
- Nie. Jestem. Dziwką. Kutasie. - przy każdym następnym słowie zatrzymywałam się i mocno kopałam go po ryju. Błagał cicho pod nosem, bym przestała. Teraz dostanie karę za swoje.Wyciągnęłam z tyłu paska, mały scyzoryk, który znalazłam w schowku w Ferrari. Przykucnęłam przy nim i przysunęłam nóż do jego gardła.
- Przeproś. - syknęłam.
- P-prze-przepraszam. - wydukał, dławiąc się własną krwią.
- Za późno. skarbie. Miły snów. - powiedziałam z uśmiechem i poderżnęłam mu gardło. Szybko schowałam scyzoryk i wyszłam z alejki, zostawiając tego trupa. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu Biebera. Chodziłam wokoło ludzi szukając tego cwela, aż w końcu natrafiłam na niego jak stał przy samochodzie z jakąś pindrą. Albo raczej ona leżała,a on na niej. Oni tu się zaczną za chwilę pieprzyć. Podeszłam do nich szybkim krokiem i stanęłam zakładając ręce na piersi. Nawet mnie nie zauważyli. Najwyraźniej teraz ta suka wzięła nad nim kontrolę bo ona była na górze, a on na dole. Cały czas się śliniąc. Chrząknęłam by zwrócić ich uwagę, ale nic. Nadal przekazywali sobie ślinę. Ja pierdole, oni są jacyś głusi. Wystarczająco że jestem już wkurwiona niech ona kurwa mnie nie dobij.
- Yo, suko. - warknęłam. A ta jakby na zawołanie, odwróciła się wstając z Biebera, który teraz zmazywał jej szminkę z ust. Zamachnęłam się dzisiaj już 3 razy i wymierzyłam jej idealnego prawego sierpowego, przez co upadła na ziemie.
- Pojebało cię? - wykrzyknął pan-muszę-wytrzeć-tą-szminkę-z-ust.
- Jedziemy. Natychmiast. - zaakcentowałam ostatnie słowo, patrząc na niego z pogardą. Pominęłam jego wcześniejszy komentarz i czekałam aż się ruszy, ale nic. Stał w tym samym miejscu i nie raczył nawet zrobić kroku. Spojrzałam na tamtą wywłokę i patrzyłam jak stara się wstać, ale coś jej nie wychodzi.
- Na początku, powiedz mi kurwa co się stało? - syknął w moją stronę, podchodząc niebezpiecznie blisko.
- Powiem ci w samochodzie. Ruszaj kurwa ten swój tyłek i zapierdalaj do tego samochodu. - wysyczałam kilka centymetrów od jego twarzy. Zaczynały mu powoli ciemnieć oczy. tak samo szczęka była mocno zaciśnięta. Ojć, chyba go wkurzyłam.
- Masz mi powiedzieć co się stało? JUŻ - ostatnie słowo wykrzyczał, na szczęście nikt tego nie słyszał, bo byliśmy oddaleni od imprezy. Nagle usłyszałam to czego najbardziej się obawiałam. Policja.
- Teraz kurwa wsiądziesz, do tego pierdolonego samochodu? - syknęłam, pokazując palcem w oddali światła syren policyjnych. Skinął głową i szybko wyjął kluczyki odblokowując Mustanga. Weszliśmy do niego najszybciej jak umieliśmy i odjechaliśmy z piskiem opon. Nie wiedziałam dokładniej gdzie jedziemy, ale nie interesowało mnie to teraz. Najważniejsze było to żeby uciec.
- Gdy wysiadłam z samochodu, podeszłam do Johna by oddać mu kluczyki. - spojrzałam się na Justina by sprawdzić czy mnie słucha, nie patrzył na mnie ale wiedziałam że i tak mnie słucha. - Potem chciałam znaleźć ciebie, ale nie chciało mi się przejść przez tłum ludzi, więc poszłam ciemną alejką - mówiłam dalej spoglądając na Justina, jak jego szczęka się zaciska. Chyba już się domyślał co było dalej, ale wolałam mu powiedzieć. - Nagle ktoś mnie złapał za rękę, starałam mu się wyrwać, ale mocniej ją ścisnął. Był to jakiś chłopak, nie przyglądałam mu się. Zaczął mnie wyzywać od suk i dziwek. Wiec go na początku pobiłam, a później jak przeprosił to poderżnęłam mu gardło. - uśmiechnęłam się z satysfakcja, gdy przypomniał mi się jak płakał i błagał bym go nie zbijała. Spojrzałam na Justina i dostrzegłam że się uśmiecha.
- Dobra dziewczynka. - powiedział i pogłaskał mnie po włosach, jedną ręką trzymając kierownicę. Szybko strzepnęłam jego rękę.
- Grr... Moich włosów się nie tyka. - syknęłam, starając się ukryć uśmiech który chciał się wkraść na moją twarz. Justin się zaśmiał. ale tak szybko jak pojawił sie jego uśmiech tak znikł.
- Kurwa. - szepnął spoglądając na tylnie lusterka. Odwróciłam głowę by spojrzeć co to było. No oczywiście że Policja. Mam pomysł. Otworzyłam schowek i wyjęłam stamtąd pistolet, szybko go odbezpieczyłam.
- Co ty kurwa robisz? -syknął spoglądając na mnie, ale cały czas patrząc się w szybę.
- Staram się nam pomóc. - odpowiedziałam jak gdyby nigdy nic. Odpięłam pasy i otworzyłam okno znajdujące się obok mnie. Wychyliłam się i wymierzyłam pistolet w koło radiowozu. Nacisnęłam na spust, dzięki czemu kula centralnie wylądowała w oponie. Szybko wymierzyłam w tylnie i także nacisnęłam za spust. Najwyraźniej nie byli przygotowani, bo samochód zarzucił ich na prawą stronę i wjechali z impetem w drzewo. Szybko się schowałam do środka i zamknęłam okno. Oparłam się o siedzenia, wciągając powietrze i się wydmuchując, by się uspokoić.
- Masz cela. - usłyszałam jak się w końcu uspokoiłam. Spojrzałam na niego, w tym samym momencie co ona na mnie. Dostrzegłam w jego oczach ulgę i dume? Bardzo się zdziwiłam ale nie dałam po sobie tego poznać.
- Jeśli jesteś w gangu musisz mieć dobrego cela. - powiedziałam uśmiechając się i zapinając pas.
- U mnie nawet chłopaki by nie wcelowali. - odpowiedział. Zostawiłam ten komentarz bez słowa i wpatrywałam się w drogę którą jedziemy. Jechaliśmy do domu Biebera. Po jakiś 30 minutach siedziałam już na sofie, oglądając telewizję. Nagle poczułam jak miejsce obok mnie się zapada, odwróciłam się w tamtą stronę i dostrzegłam Mendlera, patrzącego się na mnie z uśmiechem.
- Cześć - powiedział i zabrał mi pilota.
- Siemka - odpowiedziałam, zabierając mu pilota którego wcześniej go zajebał.
- Jestem Cris. - powiedział i ponownie zabrał mi pilota.
- Super - odpowiedziałam od niechcenia, ponownie zabierając mu pilota.
- A ty jak masz na imię? - spytał, znowu mi zabierając ten pierdolony plastik z guziczkami.
- Ariel. A teraz kurwa oddaj tego pilota. - syknęłam i zabrałam pilota przełączając na jakiś program o CSI.
- Uu.. ostra. Fajnie że podoba ci się ten pilot ale on jest mój. - powiedział przesłodzonym głosikiem i zabrał go mi wstając z sofy i stawając na niej bym nie dosięgła pilota. Wstałam tak samo jak on, stanęłam na palcach by dosięgnąć pilota ale byłam za niska.
- Oddaj mi kurwa tego pilota. - syknęłam w jego stronę.
- Pod jednym warunkiem. - podniosłam zdziwiona jedną brew by kontynuował dalej. Pokazał swoim palcem na policzek odwracając głowę w bok. A więc o to mu chodzi. Przybliżyłam się do niego, przez co ona zamknął oczy. Szybko się zamachnęłam i strzeliłam mu mocnego liścia, jednak zanim on zdążył upaść na ziemie zabrałam mu pilota i przełączyłam na to co wcześniej oglądałam.
- AŁAAA, KURWA. - wydarł się na cały dom, przez co się zaśmiałam z jego reakcji. Starał się podnieść, ale chyba plecy go strasznie bolały tak samo jak policzek. Mógł oddać pilota. Po chwili wszyscy chłopcy stali w drzwiach frontowych do salonu i dziwnie się patrzyli na mnie i na Crisa.
- Co się stało że leżysz na ziemi? - spytał zdziwiony Nick i podszedł do sofy siadając na niej, po chwili wszyscy chłopcy oprócz leżącego cały czas na ziemi Crisa siedzieli obok mnie.
- Ona się stała. - powiedział i pokazał na mnie palcem, przez co się uśmiechnęłam z satysfakcją. Chłopaki dziwnie na mnie spojrzeli, a ja nadal się wgapiałam w telewizor.
- A dokładniej? - poprosił Bieber.
- Usiadłem obok niej i grzecznie spytałem jak ma na imię, wcześniej się przedstawiając... - chciał ciągnąć dalej ale Travis mu przerwał.
- I złożyła ci wpierdol ? - zapytał z uśmiechem. Na jego komentarz od razu się uśmiechnęłam z satysfakcją.
- Niee. Powiedziała jak ma na imię, a ja zabrałem jej pilota, później ona mi i tak w kółko. Aż w końcu stanąłem na sofie i trzymałem pilota jak najwyżej umiałem by ona nie dosięgnęła. Trochę mnie powyklinała, a potem spytała co ma zrobić żebym jej oddał pilota. Więc nastawiłem policzek i pokazałem na niego palcem by mi dała buzi, a ona przyjebała mi z liścia, zabierając pilota. - odpowiedział udając smutnego. Zaśmiałam sie w duchu, z jego miny.
- A więc tobie chodziło o buziaka? Sorry, nie wiedziałam. - pierwszy raz od jakiegoś czasu się odezwałam. Spojrzeli się na mnie,a potem na Crisa i wybuchnęli śmiechem. Mendler wstał otrzepał się i usiadł naburmuszony w fotelu obok. Spojrzałam na zegarek widniejący nad drzwiami i zobaczyłam że jest już 2 w nocy.  Przełączyłam szybko telewizję na wiadomości nasłuchując się.
" Wczoraj o 22:30 znalezione martwe i skatowane ciało Grega Butlera. Leżało ono w ciemnej uliczce przy gangsterskim poligonie. Sekcja zwłok odkryła że na początku został pobity i skopany, a potem poderżnięto mu gardło." Gdy usłyszałam to zaśmiałam się cicho. Spojrzałam na chłopaków którzy mieli wytrzeszczone oczy. Jednak gdy usłyszeli że się zaśmiałam skierowali wzrok na mnie.
- To o tym facecie mówiłaś mi w samochodzie? - spytał oszołomiony Bieber. Przytaknęłam głową i uśmiechnęłam się z satysfakcją.
- Wiesz kto to był? - spytał Cris, który najwyraźniej już się nie obrażał. Gdy zauważył że nie mam pojęcia, zaczął tłumaczyć. - To jest syn najgroźniejszego gangu w Londynie. - nie przejęłam się tym bardzo, bo po co.
- No i?- spytałam podirytowana. Ale oni wielkie zamieszanie z tego robią.
- On miał 12 ochroniarzy, nikomu nie udało się nawet dotknąć Grega. - powiedział Nick.
- To jestem pierwsza. - odpowiedziałam i wstałam z sofy, kierując się do mojego pokoju. Weszłam do środka i otworzyłam torbę z ubraniami. Założyłam szybko piżamę i wskoczyłam do łóżka, opatulając się kołdrą pod samą szyję. Byłam strasznie zmęczona. Zamknęłam oczy i odpłynęłam do krainy Morfeusza.

^*^*
Pisałam ten rozdział 5 godzin. Nie jest taki jak bym dokładnie chciała, ale jest bardzo do niego przybliżony.
Mam nadzieję że się spodoba.
JEŚLI CHCESZ ZOSTAĆ POINFORMOWANY/A TO NAPISZ SWOJĄ NAZWĘ TWITTERA, GDY BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ NOWE ROZDZIAŁY NAPISZE DO CIEBIE.